Choć święta już dawno za nami, ja jeszcze długo będę wracać pamięcią do tych kilku ważnych dni. W tym roku bowiem były dla mnie nade wszystko wyjątkowe i zupełnie inne od wszystkich. Paradoksalnie zapowiadały się bardzo nerwowo. Byłam pełna obaw i wątpliwości czy to co przede mną mnie nie przerośnie, ale finalnie było po prostu wspaniale.
Triduum Paschalne to czas, bez którego od jakiegoś czasu po prostu nie wyobrażam sobie dobrze przeżytych Świąt Wielkanocnych. Mówiąc kolokwialnie, staję na głowie by mimo wielu przedświątecznych obowiązków, mimo wszystko znaleźć czas na uczestnictwo w Liturgii.Tym razem poza tradycyjnymi przygotowaniami miałam za zadanie zorganizować rodzinną kolację z okazji 15-tej rocznicy naszego ślubu . Na dodatek kolacja miała być połączona z urodzinami naszej 5 letniej córeczki. Mówiąc krótko czekało mnie 3 w 1 ;) Jakby tego było mało, mąż wpadł na "genialny" pomysł by w Wielką Sobotę zabrać mnie na warszawski koncert Chrisa Bottiego. I tak, chcąc zrobić mi niespodziankę, w tajemnicy kupił bilety. Kiedy prawda wyszła na jaw, nawet uwielbienie dla muzyki naszego ukochanego artysty przestało mieć znaczenie. Myślałam tylko o tym jak ja to wszystko ze soba pogodzę... Jak połączę Liturgię Wigilii Paschalnej z koncertem , który zaczynał się dokładnie w tym samym czasie... Nie byłam zachwycona tym pomysłem. Powiem więcej, byłam wściekła. Długo nosiłam w sobie to oburzenie. No bo jak to...koncert w Wielką Sobotę ?! Jeszcze kilka lat temu nie miałabym najmniejszych oporów, ale teraz... Miałam pójść z synem do kościoła. Taki był plan. Mój plan.
No właśnie...
W pewnym momencie dotarło do mnie , że być może Pan ma wobec mnie inne, swoje plany. Że może wcale nie muszę rezygnować z koncertu i swoim zachowaniem robić mężowi przykrości. Zrozumiałam, że tak naprawdę chciał dobrze...tylko po prostu pewnych rzeczy nie wziął pod uwagę.
Postanowiłam, że pojedziemy. Pan dał mi światło i uświadomiłam sobie, że przecież nie wszędzie sobotnia Liturgia Wigilii Paschalnej, zaczyna się o tej samej godzinie. Dowiedziałam się, że jest miejsce gdzie najprawdopodobniej zdążymy. I tak właśnie było.
Najpierw spędziliśmy jeden z najpiękniejszych wieczorów naszego życia :)
Koncert był niesamowity! Fragment, który znalazłam i zamieściłam w jednym z ostatnich wpisów, nawet w 1% nie oddaje atmosfery tamtego wydarzenia. To trochę tak jak z robieniem zdjęć nad urwiskiem z pięknym widokiem w tle. Aparat nigdy nie odda uroku takiego miejsca, wysokości, ani przestrzeni. W tym przypadku kamera owszem zarejestrowała występ, ale uchwyciła tylko wycinek obrazu, jakim była wypełniona po brzegi Warszawska Sala Kongresowa. O jakości dźwięku już nie wspomnę :) Mój mąż miałby tu bardzo dużo do powiedzenia;) Jednak nie tym tak naprawdę chciałam się z Wami podzielić...
Najwspanialsze tego wieczoru było nie to,że mogliśmy zobaczyć naszego ulubionego muzyka na żywo, ale to, że spędziliśmy ten czas RAZEM. Najpierw na przepięknym koncercie pełnym wzruszeń, gdzie przed oczami mignęło mi blisko 20 lat spędzonych razem (w tym 15 małżeństwa), następnie godzinę jazdy samochodem wypełnioną niezwykłą rozmową i zaskakującą audycją w naszej ulubionej radiowej Trójce ( to co działo się tej nocy na niebie było zaskakujące...), a na koniec podczas wyjątkowej Liturgii Wigilii Paschalnej w Katedrze Siedleckiej. Dlaczego wyjątkowej ? O tym niebawem napiszę już w oddzielnym poście .
Jednego jestem pewna... że ten wieczór mieliśmy spędzić we dwoje. Bez gonitwy, nerwów, biegania po kuchni do ostatniej chwili, ale w poczuciu, że wszystko można było przygotować dużo wcześniej niż zwykle, a w sercu mieć radość i spokój nie do opisania.
To był moja najpiękniejsza Wielka Sobota w życiu. W dotychczasowym życiu. Mam nadzieję, że jeszcze wiele takich pięknych świąt przed nami i wiele wspólnie przeżytych lat.
Tego dnia wróciliśmy do domu ok.4 rano.
Bardzo zmęczeni, ale pełni emocji nie do przekazania słowami.
Cieszę się , że w odpowiednim momencie usłyszałam wewnętrzny głos, który podpowiedział mi żeby po prostu ZAUFAĆ. Zaufać tak, jak czyniłam to wiele razy, w ważnych momentach swojego życia. Zaufać Komuś mądrzejszemu ode mnie... Po raz kolejny nie zawiodłam się. Było po prostu pięknie.
...........................
źródło fot.:
juraj.flog.pl