wtorek, 26 stycznia 2010

Chocby jedno...


W naszym życiu spotykają nas różne niezwykłe chwile...niezwykłe sytuacje, niezwykli ludzie...
Przychodzi czas gdy wszysko zaczyna się ze sobą łączyc, pasowac niczym elementy tajemniczej  układanki... tworzyc nie do końca wyraźną, a jednak całośc.

W głębi duszy coś podpowiada nam, że właśnie teraz powinniśmy postąpic tak nie inaczej, właśnie w tym momencie wykonac taki a nie inny krok...podjąc taką a nie inną decyzję...

Jeśli nosisz w swoim sercu głebokie pragnienie, które zrodziło się z dobra i które dobru ma służyc...urzeczywistnij je. Nie tkwij bezczynnie jeśli możesz słuzyc drugiemu człowiekowi, jeśli możesz podarowac komuś dobro...zrób to. A  jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości JAK...zapytaj Jego. W końcu kto może wiedziec lepiej jeśli niż ten który całe swoje życie służył innym...

"Szukajcie, a znajdziecie...proście a bedzie wam dane..." Przypominam sobie te słowa za każdym razem gdy w mojej głowie pojawia sie pytanie - jak? a zaraz po nim następne "czy mam prawo by Go o to prosic ?"

Ja wierzę, że wszystko co z rodzi się w naszym sercu z dobra, ma szansę zostac wysłuchane...

Wiem, że tajemnicza ta moja dzisiejsza refleksja, ale wystarczy, że jedno jej zdanie zapadnie Ci w serce...choc jedno...

Czasem naprawdę nie wszystko trzeba odrazu rozumiec by odnaleźc drogę do Prawdy.

środa, 20 stycznia 2010

...

"W zabiegach ludzkich jest przypływ i odpływ;

Pora przypływu stosownie schytana
Wiedzie do szczęścia; kto oną opuszcza,
Ten podróż życia po mieliznach z biedą
Musi odbywac. Myśmy teraz właśnie
Na tak wezbrane wypłynęli morze:
Trzeba nam z fali przyjaznej korzystac,
Inaczej okręt nasz zatonie."



- William Szekspir "Juliusz Cezar"





niedziela, 17 stycznia 2010

Wielka mała


Szukają wielkiej wiary kiedy rozpacz wielka
szukają świętych co wiedzą na pewno
jak daleko odbiegac od swojego ciała

a ty góry przeniosłaś
chodziłaś po morzu
choc mówiłas wierzącym
tyle jeszcze nie wiem

- wiaro malutka


Ks. Jan Twardowski

...


sobota, 16 stycznia 2010

Dekalog

Czasem działamy spontanicznie. Nie zastanawiamy się, nie rozstrząsamy, nie kalkulujemy. Choc nie wszystko rozumiemy, bywa że idziemy za głosem serca. Czujemy, jakby niewidzialna dłoń wskazywała nam kierunek,a my z dziwnym uczuciem spokoju poddajemy się temu uczuciu ... 
W pewnym momencie okazuje się , że wszystko to, co jeszcze kilka godzin temu wydawało się dziwne, tajemnicze i "niewiadomo po co",  po coś się jednak wydarzyło...

Dziś wieczorem, na dobranoc, przeczytałam swojemu synkowi fragment nowej książki. Okazało się, że  książka niekoniecznie jest książką tylko dla dzieci , a jej treśc z pewnością zainteresowałaby nie jednego dorosłego. A oto co w niej znalazłam :

" Dziadek nałożył pedzlem klej na noge krzesła, a potem oparł sie o stół.

- Właściwie pierwsze przykaznie zaczyna się od "Jam jest Pan, Bóg twój", a dopiero potem dodajemy: "nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną."

 Podrapał sie w brodę.

- Długo się zastanawialem, kim właściwie  jest ten Bóg. Aż w dniu ślubu dostałem od ciotki Luizy kartkę, na której był cytat z Ewangelii św. Jana: "Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg w nim."Wtedy nagle stało się dla mnie jasne, o co chodzi w pierwszym przykazaniu. (...)

Dziadek jakby czytał w jego myślach, sam zaczął mówic dalej:

- Pierwsze przykazanie mogło by w zasadzie  brzmiec: Najważniejsza w twoim życiu powinna byc miłośc. To nie sukces, przyjemności czy pieniądze czynią nas szczęśliwymi, ale to, co możemy zrobic dla innych.W gruncie rzeczy, jak juz mówiłem, Dziesięc przykazań to nic innego jak instrukcja szczęśliwego życia. Jeśli tylko będziesz mial oczy szeroko otwarte, zobaczysz, że z Dziesięcioma przykazaniami mamy do czynienia na co dzień."

 ( B.Endres E.Gerhaher "Justyn i dziesięc przykazań" )

Pod wpływem przeczytanego fragmentu zaczęłam rozmyslac nad dekalogiem i jego pierwszym przykazaniem... Niespodziewanie kontynuacją moich rozmyślań stał się film Krzysztofa Kieślowskiego DEKALOG I , który ot tak, po prostu, nagle zapragnęlam obejrzec... Tak samo nagle, jak nagle zapragnęłam wejśc dziś do księgarni, choc wcale tego nie planowałam...

Kochani, jesli do tej pory nie widzieliście tego filmu, gorąco zachęcam do obejrzenia. To film bardzo prawdziwy i niezwykle przejmujący...jeden z tych,  które sprawiają, że człowiek po ich obejrzeniu nie jest już taki sam...



Dzieci...


Niewinnośc, spontanicznośc, szczerośc, ciepło. Sens życia każdego rodzica . Kiedy się uśmiechają, miękną najtwardsze serca.

Najwspanialsze lekarstwo na smutek. Wystarczy tylko jedno  spojrzenie...

Mądrzejsze niż nam, dorosłym, się wydaje. Każde inne, niepowtarzalne, wyjątkowe.

Kiedy po raz pierwszy mówią: "kofam", cały świat przestaje istniec.
Oczywiście bywaja też nieznośne...
Ale czy to ważne...?

Panie Boże... Dziękuję Ci za to, że jestem matką.


środa, 13 stycznia 2010

...



"Nie żądaj, że sprawy
będą rozwijały sie tak,
jak sobie tego życzysz,
lecz życz sobie,
abyś umiał się w nich odnaleźc."

- Epiktet

czwartek, 7 stycznia 2010

Z dedykacją dla tych, którzy kochają góry...nie tylko zimą :)


U fryzjera...

Pewien mężczyzna poszedł, jak co miesiąc, do fryzjera. Zaczęli rozmawiać o różnychsprawach. Ni z tego ni z owego, wywiązała się rozmowa o Bogu. Fryzjer powiedział:                                      - Wie Pan, ja nie wierzę, że Bóg istnieje.
- Dlaczego Pan tak uważa? – zapytał klient.
- Cóż, to bardzo proste. Wystarczy tylko wyjść na ulicę, żeby się przekonać, że Bóg nie istnieje. Gdyby Bóg istniał, myśli Pan, że istniałoby tyle osób chorych? Istniałyby opuszczone dzieci?
Gdyby istniał Bóg, nie byłoby bólu, cierpienia... Po prostu nie mogę sobie wyobrazić Boga, który na to wszystko pozwala. Klient pomyślał chwilę, chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Nie chciał wywoływać niepotrzebnej dyskusji. Gdy fryzjer skończył, klient zapłacił i wyszedł.
W tym momencie zobaczył na ulicy człowieka, z długą, zaniedbaną brodą i włosami. Wyglądało na to,że już od dłuższego czasu jego włosy i broda nie widziały fryzjera. Był zaniedbany i brudny.Wtedy klient wrócił i powiedział:
- Wie Pan co? Fryzjerzy nie istnieją!

- Bardzo śmieszne! Jak to nie istnieją? – zapytał fryzjer. – Ja jestem jednym z nich!
- Nie! – odparł klient. – Fryzjerzy nie istnieją, bo gdyby istnieli, nie byłoby ludzi z długimi włosami i brodą, jak ten człowiek na ulicy.
- A, nie, fryzjerzy istnieją, to tylko ludzie nas nie poszukują, z własnej woli.
No właśnie – powiedział klient. - Dokładnie tak. Bóg istnieje, to tylko ludzie go nie szukają, i robią to z własnej woli, dlatego jest tyle cierpienia i bólu na świecie. "Bóg nie obiecywał dni bez bólu, radości bez cierpienia; słońca bez deszczu. Obiecał siły na każdy dzień, pociechę wśród łez i Światło na Drodze...”

środa, 6 stycznia 2010

Na dobranoc...


A śnieg pada i pada ...


Kiedy termometr wskazuje kilkanaście stopni mrozu, pod nogami skrzypi śnieg, w powietrzu wiruje niezliczona ilośc białych płatków, a samochody poruszają się po ukrytym pod śniegowa pierzynką lodowisku, życie nabiera innego wymiaru...

Ludzie poruszają się jakby wolniej (widząc tylko to co przed nimi ) i nie wykazują zbytnio ochoty by rozglądac się na boki, w przeciwieństwie do tego co czynią zwykle ( nie interesują ich nawet wystawy sklepowe;)) . Spuszczone, ukryte pod czapkami głowy, skutecznie uniemożliwiają wymianę spojrzeń i  chocby namiastki usmiechu. Zestresowani stanem dróg kierowcy, też jakby trochę nieobecni i skoncentrowani głównie na sobie. Nie da sie ukryc, że aktualna aura nie wprawia ich w zachwyt  i nie przejmując się zbytnio ani pozostałymi kierowcami, ani przechodniami,
czym prędzej chcą przemierzyc swój odcinek drogi .

Tak sie sklada, że ja dziś byłam kierowcą...
I wyobraźcie sobie, że mimo mało sprzyjających warunków, udało mi się znaleźc sposób na poderwanie kilku, a może nawet kilkunastu, głów w górę:)

To niesamowite jak wielkie zdziwienie  można zaobserwowac na twarzy człowieka, kiedy ot tak, po prostu, z własnej nieprzymuszonej woli, ustepuje się mu pierwszeństwa i umożliwia przejście na drugą strone ulicy :) Ktoś stoi i stoi, czeka ...czeka... aż w końcu odwraca glowę i spogląda z niedowierzaniem... Zdziwienie to nie wszystko, jest jeszcze uśmiech, który zwykle pojawia się po chwili. Trochę nieśmiały, ale serdeczny śmiech, o który normalnie, dzis byłoby trudno. A wydawałoby sie, że to takie nic zatrzymac samochód...

Piszę o tym z niekłamaną radością bo strasznie miłe było to moje dzisiejsze doświadczenie. I wcale nie dlatego miłe, że mogłam się "pokazac", ale dlatego że najzwyczajniej w świecie fajnie było zrobic coś dla innych. Uwielbiam kiedy małą rzeczą mogę sprawic komuś radośc...chocby przez krótką chwilę...

Chciałoby się rzec  :

" BEZCENNE "       :)

Nowy Rok


Zaczął się nowy rok.
Zaczął sie już na dobre.
Znów oczekujemy czegoś od niego.
Pamiętajmy jednak:
Dobrobyt i szczęście
nie spadają po prostu z nieba.
Dobrobyt może wyrosnąc
z ciężkiej pracy,
ale szczęście wyrasta wyłącznie
z serca, dobroci i przyjaźni,
jednym słowem:z miłości bliźniego.

Prawdziwy postęp nie polega
na coraz lepszych
sposobach komunikacji,
biotechnice, technice
genetycznej czy medycznej,
lecz na tym, by ludzie żyjący na ziemi
stali sie lepsi, serdeczniejsi, szczęśliwsi.
Bez miłości bliźniego  kultura nie ma sensu.
Bez miłości bliźniego jesteśmy, także w nowym roku,
tylko dobrze odzianymi  barbarzyńcami.
Wyrwijmy nowy rok
ze szponów egoizmu.
Miłośc bliźniego powinna wejśc w modę,
modę nowego roku.

- Phil Bosmans

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Nowy etap...


Co jakiś czas odczuwam nieodpartą potrzebę zrobienia tzw. życiowego remanentu. I choc zdarza mi sie to w różnych momentach życia, jest czas gdy robie to niemal zawsze, to przełom Starego i Nowego Roku. To czas refleksji, podsumowań, wyciagania wniosków i planowania działań na najbliższą przyszłośc. Zastanawiam się jaką drogę pokonałam przez ostatnie dwanaście miesięcy, czy wystarczająco dużo sił włożyłam w tę wędrówkę, czy kierunek jak obrałam był właściwy i czy dziś mam poczucie, że była to droga warta pokonania. Zastanawiam się również co ważnego udało mi się zrobic, czego nowego nauczyc...siebie i innych. Próbuję odpowiedziec sobie na wiele pytań...Czy są działania których zaniechałam, a w głebi serca czuję że warto do nich wrócic? Czy jest coś co jest dla mnie  ważne, a wciąż czeka na realizację i poważne podejście do tematu...? Na co dotychczas nie było wystarczająco dużo czasu, zapału...a może odwagi by podjąc wyzwanie...Co pragnę zmienic ? W sobie...w kontaktach z innymi... Jak mogę to zrobic? Od czego mogę zacząc?

Ktos powiedział mi ostatnio bardzo ważną rzecz, a mianowicie by nie brac na siebie zbyt wiele bo wtedy trudno doprowadzic do końca to co się zaczęło. Przypomniał mi także, że  nie wszystko w danym momencie jest najważniejsze, a wśród rzeczy ważnych sa takie, które mogą poczekac jak i te , których odkładac nie warto. I choc nie było to dla mnie nowością, to bardzo potrzebowałam to usłyszec by w swoich planach na Nowy Rok zbytnio sie nie zagalopowac;)

Podsumowujmy więc, wyciągajmy wnioski i czyńmy postanowienia. Pamiętajmy jednak, by nie zabierac sie za wszystko jednocześnie bo wtedy będzie nam naprawdę trudno. Pamiętajmy również , że nasze życie płynie i nikt z nas nie wie, jak dużo nam go jeszcze zostało...dlatego jeśli jest coś czego w głębi serca pragniemy dokonac, nie bójmy sie podjąc wyzwania. Jesli tylko warunki nam sprzyjają, wszystkie znaki na niebie mówią TAK, a my czujemy że jest to dla nas naprawdę ważne...po prostu zróbmy pierwszy krok! Nie zakładajmy z góry , że nam sie nie uda...że pomysł jest zbyt szalony...a jego realizacja zbyt trudna.  Prawie wszystko co dziś wielkie, kiedyś było małe, a to co dziś łatwe, kiedyś było trudne. " Z małych żołędzi dęby wyrastają" usłyszałam od innej ważnej dla mnie osoby:) Czyż to zdanie nie wystarczy by uwierzyc w siebie i zrobic pierwszy krok w stronę nowego...nawet jeśli dziś byc może trochę nas przeraża ? W końcu to nie nowina, że to co nieznane onieśmiela i budzi wątpliwości. To normalne ludzkie odczucia.

Słowa o dębach  i żołędziach mocno zapadły mi w serce i równie mocno dodały wiary w to co robię. Ale czy to wszystko ? Czy to wszystko czego potrzebuję...?
Nie, zdecydowanie nie. Jest cos jeszcze...
To coś bardzo ważnego, o czym warto pamiętac, zawsze.

Każdego dnia przekonuję się, że do wszystkiego co w życiu robimy, warto zapraszac Jezusa. Kiedy On mi towarzyszy, wiem, że cokolwiek by się nie wydarzyło, dam radę... że z Nim moje plany mają szanse powodzenia...że On nie tylko wskaże mi właściwy kierunek, postawi na drodze właściwych ludzi, ale także będzie przy mnie gdy będę potrzebowała wsparcia. Człowiek może się ode mnie odwrócic, ale On będzie ze mna zawsze.
Wystarczy Mu tylko zaufac...

Wszystkiego DOBREGO w Nowym Roku Kochani !

wtorek, 29 grudnia 2009

Mija Rok...


Odnelźc samego siebie


ci młodzi ludzie
dziewczyny i chłopcy
mówią szybko niewyraźnie
mówią że szukają siebie
szukają miłości boga
zbierają się w wielkie stada
grupy grona gromady
sto tysięcy dwieście pięćset
milion Czy to nie błąd
czy rzeczywiście
można w tym tłumie
odnaleźć siebie
nadzieję miłość wiarę
czy najpiękniej unosi się do nieba
modlitwa miliona spoconych
ciał czy o to chodziło
Nauczycielowi

jeden skowronek
jedna nuta dotrze do Ukrytego
ale milion skowronków
to jest coś
monstrualnego
opamiętajcie się młodzi przyjaciele

jesteście przerabiani
na masę
masę ludzką '
masowego odbiorcę
jesteście przerabiani
na ciemną masę
na masę towarową


proszę was
nie bójcie się samotności
nie bójcie się ciszy
nie bójcie się nudy
pamiętajcie
że milczenie jest wymowne
że nienawiść krzyczy ryczy
ujada i wyje
miłość uśmiecha się milczy
czeka na was

- Tadeusz Różewicz
"Odnaleźc samego siebie"



poniedziałek, 28 grudnia 2009

Właściwy kierunek...



"Ludzie często przeżywają swoje życie od końca: próbują zgromadzic jak najwięcej rzeczy lub pieniędzy, by miec więcej tego, czego pragną, i w ten sposób byc szczęśliwymi. Jedyny i najlepszy sposób jest zupełnie inny. Najpierw musisz byc tym, kim jesteś naprawdę, następnie robic to co musisz, by miec to, czego pragniesz."
- Margaret Young

piątek, 25 grudnia 2009


Boże Narodzenie


Za nami Wigilia Bożego Narodzenia... Mam nadzieję, że ten wyjątkowy wieczór spędziliście w gronie najbliższych, w atmosferze rodzinnego ciepła i radości z Narodzenia Pańskiego.

Pogoda wprawdzie nam nie dopisała, ale w końcu to nie śnieg jest w te Świeta najważniejszy...

Życzę Wam Kochani  by Wasze serca wypełnione były zawsze Bożym pokojem, wiarą, nadzieją oraz miłością... i nie tylko przez te najbliższe dwa świąteczne dni, ale codziennie. By Jezus Chrystus, którego przyjście na świat dziś świetujemy, na zawsze zagościł w Waszych sercach i prowadził Was przez życie.

Obyśmy zawsze pamiętali, że to On, nikt inny,  jest Drogą, Prawdą i Życiem...

Zdrowych i spokojnych Świąt Kochani.

czwartek, 17 grudnia 2009

Dobro i zło


"Tajemnica ściga tajemnicę, zbrodnia podąża za zbrodnią. Zło przybiera rozmaite maski i kostiumy, podszywa się pod dobro i sprawiedliwość. Jest cyniczne i bezlitosne, zna każdy podstęp i nie waha się przed najokrutniejszą przemocą. Posługuje się sztyletem, intrygą, bogactwem, władzą. Sięga po sekretne symbole wiary i kultury, używa najbardziej zawikłanych szyfrów. Ale ostatecznie dobro zwycięża, prawda wychodzi na jaw, maski zła zostają oddarte, a kara wymierzona. Tajemnica obnażona przez jasne światło prawdy, przestaje być tajemnicą."

-— Zbigniew Mikołejko

środa, 16 grudnia 2009


Tajemnica...


"Nie istnieje wyjaśnienie wszelkiego cierpienia, zła, męczarni, zniszczenia i głodu na świecie. Nigdy tego nie wyjaśnisz. Możesz bawic sie swoimi wyjaśnieniami- ale nie wyjaśnisz tego nigdy. Bo życie jest tajemnicą, co oznacza, że twój myślący umysł nie jest tego w stanie rozwikłac. Dlatego własnie masz się przebudzic i wtedy dopiero pojmiesz, że nie w świecie ukryte są problemy, ale że ty sam jesteś problemem."
- Anthony de Mello

Bo do poznania dobra potrzebne jest zło...




Kiedy w moim życiu pojawił sie Bóg, zmieniło się wszystko. Moje spojrzenie na siebie, na innych...podejście do pracy, zdobywania... stosunek do sytuacji trudnych i bolesnych...
Kiedy Pan wskazał mi moją ścieżkę, nie przypuszczałam że bedzie tak kręta i zawiła. Nie miałam pojęcia, że po drodze napotkam prawdziwy tor przeszkód i tak wiele razy przyjdzie mi upaśc. Nie wiedziałam także, że z upadków tych będzie pochodzic moja siła i że można powstawac  w taki sposób. To niepojete, ale wszystko, co jeszcze do niedawna mogłoby wydawac mi sie tragedią lub przekleństwem, okazało sie Bożym błogosławieństwem...


Od zawsze wiedziałam że Bóg do Dobro i nieskończona Miłośc . Osobiste doświadczenia były dla mnie niepodważalnym dowodem na to, że istnieje i działa w moim życiu. Były jednak i takie , które wyraźnie miały mi pokazac istnienie antagonizmu jakim jest zło i szatan. Czułam lęk na samą mysl o tym że jest... Czułam też jednak , że potrzebuje faktów, które jeszcze bardziej umocnią moją wiarę...które sprawia, że juz nigdy nie pojawi się chęc zboczenia z obranej przeze mnie drogi.  I tak, "przypadkowo", trafiła w moje ręce książka, z której dowiedziałam sie o Anneliese Michele. To co o niej przeczytałam zaintrygowało mnie tak bardzo, że mimo ogromnego lęku postanowiłam obejrzec nakręcony o niej dokument. Tego co przeżyłam podczas oglądania  filmu nie zapomnę nigdy... Dla mnie był to konkretny dowód na to,że szatan, postrzegany w dzisiejszych czasach niczym postac z bajki, istnieje naprawdę i niszczy ludzi, a z bajką nie ma nic wspólnego.


Zapewne zastanawiacie sie dlaczego o tym piszę... Skąd w ogóle ten temat...
Do tej pory tak spokojnie,raczej pozytywnie, a tu nagle słowo "szatan"...
Przede wszystkim dlatego, że ta nieopisana konfrontacja odegrała ogromna rolę w moim duchowym przebudzeniu. Przebudzeniu , po którym nie mam watpliwości że zły duch istnieje, a Panem naszego życia jest Bóg.


Wiem, że nie wszyscy zdobędą się na obejrzenie tego filmu. Wiem także , że nie każdemu jest on potrzebny. Od pewnego czasu czuje jednak, że tym wszystkim którzy potrzebują "motywacji" do zmiany swojego zycia i powierzenia go Bogu ( a wiem, że są tacy...) powinnam go pokazac.

W nawiązaniu do przytoczonych niedawno na łamach bloga słów ks. Marka Kruszewskiego- "potrzebny jest głód, żeby poznać smak chleba, potrzebny jest hałas, żeby smakować ciszę, potrzebny jest smutek, żeby poznać radość i strapienie, żeby wiedzieć, co to jest pocieszenie" -pozwolę sobie dopowiedziec, że potrzebne jest zło , żeby poznac dobro.

To film, który przeraża, ale przede wszystkim otwiera oczy.
Jesli jednak masz wątpliwości czy powinnaś (powinieneś) go obejrzec, zaczekaj na komentarz PADRE, który powinien ułatwic Ci decyzję. Myślę, że wkrótce  się pojawi...







poniedziałek, 14 grudnia 2009

I Ty możesz pomóc...

Okres poprzedzający Świeta Bożego Narodzenia to czas gdy więcej niz zwykle mówi się o pomocy potrzebującym. Ludzie w tym czasie są bardziej otwarci na innych i chętniej reagują na różnego rodzaju charytatywne akcje świateczne. Należy jednak pamietac, że pomoc potrzebna jest nie tylko w święta...a jeden, wysłany raz do roku sms o treści "pomagam" jest niczym kropla w morzu...Zarówno w Polsce jak i na całym świecie, olbrzymia liczba ludzi , których dosięgła bieda, choroba, głód... codziennie czeka na Twoją pomoc. Jest wiele sposobów by wyciągnąc do nich pomocna dłoń i ofirowac dobro. Nie czekaj i pomóż juz dziś... Unicef i Caritas to przede wszystkim wiarygodnośc. To pewnośc, że moje i Twoje pieniądze trafią tam gdzie są potrzebne.To tylko dwie z wielu możliwości, ale warto od czegoś zacząc...Pamiętajmy o innych. Pomagajmy.







                                                           http://www.unicef.pl/2821.htm

                                                 http://www.unicef.pl/form_wplatanakonto.php



Życie szczęśliwe...


" (...) życie szczęśliwe nie zawsze musi łączyć się ze śmiechem. To bardziej życie sensowne, twórcze, natchnione, satysfakcjonujące. W tej koncepcji szczęścia potrzebny jest głód, żeby poznać smak chleba, potrzebny jest hałas, żeby smakować ciszę, potrzebny jest smutek, żeby poznać radość i strapienie, żeby wiedzieć, co to jest pocieszenie. Człowiek ma czerpać radość ze szczęścia rodzinnego, z tego że się napracował, że ktoś okazał mu dobro, że sam komuś pomógł i ma przyjaciół. I z tego, że Bóg go kocha."



- ks. Marek Kruszewski

niedziela, 13 grudnia 2009

Małe podsumowanie...



Czasem przebiega mi przez głowę myśl... (a może raczej zapytanie...) jak wiele jest osób, które w zetknięciu z nową Edytą i jej nowym spojrzeniem na życie, doszły do wniosku, że ten blog to miejsce ,w którym nie do końca się odnajdują... Ilu jest takich , ktorzy chętnie tu zaglądają i czytają bo czują podobnie jak ja... a ilu takich, dla których jeszcze nie wszystko jest jasne i narazie  "tak" nie czują , choc bardzo pragną zrozumiec i poczuc...

Wystarczy cofnąc sie do pierwszych komentarzy by zauważyc, że są tacy którzy odeszli. Byc może tylko zamilkli...
Nie wiem.


Kiedy zaczynałam pisac tego bloga nie zakładałam , że bedzie on  mega pozytywny, a ja będe pisac tylko o tym co lekkie, łatwe i przyjemne. Jedynym założeniem było to, że będę pisac z sercem (dlatego, że pragnę, nigdy z poczucia obowiązku) , a wszystko w jednym celu ...by dzielic się dobrem.

Bóg to bez wątpienia Największe Dobro, dlatego właśnie o Nim piszę najczęsciej...
Piszę o Nim także dlatego, że bardziej niż kiedykolwiek wcześniej czuję jak bardzo obecny jest w moim życiu . Ja po prostu nie potrafię o tym nie pisac... Całym sercem pragnę dzielic się tym co w moim odczuciu dobre i ważne , bez względu na to co powiedza lub pomyslą inni. Nie tylko tym co przyjemne...także tym co trudne i bolesne. Zrozumiałam bowiem, że takie wydarzenia również mają swoją wartośc...

Jestem pewna, że Bóg ani przez chwilę mnie nie opuścił i nawet wtedy gdy nie był dla mnie zbyt ważny, obserwował mnie uważnie. Jak nikt inny znał każdy mój krok... każdą myśl... każdy zakamarek mojej duszy. W głębi serca pragnęłam Go od dawna, nie wiedziałam tylko gdzie Go szukac... Błądziłam jak dziecko we mgle. Czułam , że Ten którego szukam jest bardzo blisko... że coś w moim życiu zaczyna się zmieniac... jakby nagle zaczynały docierac do mnie promyki Światła , zaczynając powoli wybudzac mnie ze snu w jakim pogrążona byłam od lat.

Kiedy w końcu olsniło mnie, że  miejscem w którym powinnam Go szukac  jest kościół, długo nie mogłam sie do niego przekonac. Chodziłam tam w kratkę, uzależniając swoje uczestnictwo w Mszy Św. od nastroju. A wszystko w imię "odpowiedzialnego rodzicielstwa" ( bo przecież mój syn niedługo zacznie przygotowania do Komunii Św.) Z czasem nie wystarczało mi już chodzenie do kościoła tylko ze względu na dorastające dziecko, dla którego powinnam byc wzorem . Nieustannie prosiłam więc o pomoc...o jakis znak... bym wreszcie mogła poczuc że jestem częscią  Kościoła, a nie tylko jestem w kościele... żeby słowa które wypowiadam mechanicznie podczas Liturgii zaczęły we mnie życ... a moje serce wypełniła prawdziwa, szczera miłośc do Boga, a nie jej namiastka.

Aż pewnego dnia pojawił się znak, a On wskazał mi ścieżkę...
Teraz musiałam już tylko zdobyc się na odwagę by na nią wejśc.

Od tamtej pory wiedziałam już, że nic co wydarzyło sie w moim życiu nie było dziełem przypadku... Ani ludzie którzy nagle pojawili sie wokół mnie...ani sytuacje, które miały miejsce...

c.d.n


środa, 9 grudnia 2009

...

"Noś w sercu słońce, niezależnie czy trwa burza czy śnieżyca, czy też niebo jest pełne chmur, a ziemia pełna kłótni. Noś słońce w sercu, a przyjdzie to, co oświetli ci pełnią światła najciemniejszy dzień."

By nie umknęło z oczu to co naprawdę ważne...



Okres przedświateczny to dla większości osób czas przygotowań do Świąt. Czas kupowania prezentów, dekoracji  i  innych rzeczy związanych z nadchodzącymi Swiętami Bożego Narodzenia. Bez wahania moźna nazwac ten okres czasem "wielkiego kupowania".Niestety poświęcając zbyt dużo uwagi materialnemu aspektowi tego okresu, często zapominamy o najwazniejszym... duchowym wymiarze  zarówno samych Świat jak i poprzedzającego je Adwentu.

Oczywiście kupowanie samo w sobie nie jest złem , a szczytem hipokryzji byłoby stwierdzenie, że mnie ono nie dotyczy... bo dotyczy, tak jak każdego z nas. Poza tym moja praca  w dużym stopniu polega właśnie na zachęcaniu innych do kupowania.
Po raz kolejny jednak problem tkwi nie tyle w samym zachowaniu, co w przekraczaniu pewnych granic... Granic , których przekraczac się nie powinno, a juz na pewno nie powinien przekraczac ich zdeklarowany chrześcijanin.

No właśnie...

Ja , choc za chrześcijankę uważam się odkąd pamiętam, dopiero teraz ,mając 32 lata, czuję sie nią naprawdę. Dopiero teraz zaczynam rozumiec o co w tym wszystkim chodzi... 
Jeszcze nie tak dawno sama jak oszalała biegałam od sklepu do sklepu w przeświadczeniu, że bez pewnych rzeczy Święta w moim domu nie zaistnieją. Do głowy mi wówczas nie przyszło, że robię coś nie tak...że w tym całym zapędzeniu zapominam o najważniejszym.

Bo przecież Świeta Bożego Narodzenia to coś więcej niż tylko upominki, choinka, szopka i inne świąteczne symbole... Powiedziałabym nawet, że samo spotkanie z rodziną to też jeszcze nie Święta...To wszystko jest ważne, ale czy naprawdę najważniejsze?

Można kupic komuś piękny prezent z poczucia obowiązku, ale nie zrobic nic by obdarzyc tę osobę prawdziwą miłością... Można połamac się z kims opłatkiem podczas kolacji wigilijnej , a w sercu dalej nosic zadrę...Można fizycznie byc na Pasterce , a w wymiarze duchowym nie byc na niej w ogóle... Można przetrwac Święta nie odchodząc od stołu, ale w ogóle ich nie przeżyc...

Tak często wypełniamy ten świateczny czas wszystkim co piękne na zewnatrz, podczas gdy nasze wnętrza nie zmieniają się w ogóle... Czyż to nie smutne...?

Ja postanowiłam to zmienic...
Zaczęłam od Adwentu, który szczerze mówiąc dotychczas dla mnie nie istniał.
Dziś już wiem, że wcale nie chodzi w nim tylko o odmawianie sobie różnych rzeczy, ale jest to wyjatkowy czas, który ma swą głębię...  I własnie tę głębię postanowiłam odkryc. Postanowiłam też, że większośc potrzebnych na święta rzeczy kupię wcześniej i postaram się by ta cała  zewnetrzna otoczka nie przysłoniła mi to tego co w tym czasie najważniejsze... by był to czas wypełniony spokojem i miłością . Czas , w którym nie tylko spędzę miłe chwile z rodziną, ale który przede wszystkim pomoże mi zbliżyc się do Boga.

sobota, 5 grudnia 2009

...


Tyle póz



Gdy niektórzy ludzie opuszczają swe cztery ściany i idą pośród ludzi,
wchodzą na wysoki podest, niewidzialną scenę. Myślą:Zapalaja sie reflektory,
jestem teraz w pełnym świetle,
Wszyscy na mnie patrzą.I gdy wszystko inne tonie przed nami w ciemności, ci rozkoszuja się jasnym blaskiem: spójrzcie na mnie, tu jestem, tu jest moje Ja.

Ludzie zadufani w sobie uważają się za wspaniałych.
Nie potrafią sobie wyobrazic, że oprócz nich
mogłoby istniec coś godnego uwagi.
Ich zdanie jest zawsze najmądrzejsze, ich praca najważniejsza, ich przeżycia najciekawsze, ich choroba najgorsza.

Jak często mówimy w ciągu dnia: Ja ? Co masz na mysli?
Sądzę, że nieźle bysmy się zdziwili,
podliczywszy nasze tysiąckrotne Ja.
Jak szybko wysuwamy sami siebie na pierwszy plan,
gdy obcujemy z ludźmi.
Jak chętnie kierujemy światła reflektorów na nas samych,
gdy rozmawiamy z innymi.

Tyle póz- czy to nie śmieszne?
Czyź nie byłoby prościej zejśc z podestu i wyłączyc reflektory?
Staniemy sie szczęśliwi, gdy uwolnimy się
od śmiesznej pogoni za urojona wielkością,
gdy pozostaniemy po prostu człowiekiem,
zupełnie normalnym czlowiekiem.


- Phil Bosmans

czwartek, 3 grudnia 2009

KTOŚ...


"To prawdziwa ulga
miec kogoś,
przed kim możesz
otworzyc wlasne serce,
komu możesz powierzyc
swoje tajemnice."


- Św. Ambroży


środa, 2 grudnia 2009

MOŻE



Może wierzysz tak sobie                                                                                                
lepiej
gorzej
jak żółw pomaleńku

uwierz wreszcie naprawdę
po ciemku




- Jan Twardowski







wtorek, 1 grudnia 2009

Siła...


Miec siłę by powstac...




Kiedy byliśmy dziecmi zmienialismy się z dnia na dzień ...Każdy dzień odkrywał przed nami coś nowego, a my z nieopisaną radością i nadzwyczajną, dziecięcą ciekawością poszukiwaliśmy kolejnych wyzwań. Aby poznac coś nowego nie wahaliśmy się ani przez chwilę...najważniejsze było to palące pragnienie poznania, które nosiliśmy głęboko w sercu. To dzięki niemu, nauczyliśmy się stawiac pierwsze kroki.... To ono kazało nam podnosic się za każdym razem gdy upadaliśmy...raz po razie...by w końcu nauczyc się chodzic i spojrzec na świat z zupełnie innej perspektywy.  Bolesne upadki okazały się nieodzownym elementem przejścia do nowego etapu naszego dzieciństwa. Pragnienie - to ono było motorem do działania.  Jeszcze wiele razy po tym jak już nauczylismy sie chodzic, nasze pragnienie poznania odzywało się w nas i zachęcało do nowych odkryc. Nie przerażały nas pościerane kolana , zranione ręce, siniaki ... Ból okazał się wpisany w proces jakim jest poznawanie świata i odkrywanie samego siebie. Z czasem przybrał on inny charakter... Jako młodzi ludzie coraz częsciej czuliśmy sie niezrozumiani, zlekceważeni , a czasem wręcz odrzuceni. Kłopoty w szkole, konflikty z rodzicami ... z rówieśnikami... , pierwsze zawody miłosne. Za każdym razem pojawiało sie ono... cierpienie. Tysiące zadawanych sobie pytań i poczucie bezradności w obliczu wciąż pojawiających sie problemów. Z każdego upadku tak trudno było się podnieśc i tak trudno było pojąc jego sens... Czasem przepełniało nas uczucie, że spada na nas tak dużo , iż więcej nie zdołamy już unieśc. A jednak daliśmy radę...

Życie biegnie dalej, pojawiają się kolejne pragnienia i kolejne trudności wpisane w ich realizację. Małżeństwo... macierzyństwo... ojcostwo... praca... Codzienne obcowanie z drugim człowiekiem i codzienna nauka miłości. Cierpienie i radośc. Upadanie i powstawanie.

Tak często  łudzimy się, że życie będzie kiedyś łatwe... Ale czy ktoś nam to kiedys obiecał... ?  Piękne nie znaczy łatwe... Piękne znaczy dobre. Uczmy sie więc codziennego powstawania...w rodzinie, w pracy , dla siebie i innych... Nie oczekujmy, że kiedyś staniemy sie doskonali a wraz z nami nasze życie...że nadejdzie moment, w którym już zawsze będzie nam lekko i przyjemnie. Życie to ciągłe upadanie i powstawanie... Można upadac wiele razy, czasem dotkliwie i boleśnie. Można stracic poczucie sensu, stac na rozstaju dróg lub nad zyciową przepaścią... Może byc bardzo, bardzo trudno...


Jest jednak Ktoś z kim wszystko jest możliwe, nawet gdy nam wydaje sie nieprawdopodobne. Ktoś kto w  cierpieniu nie tylko nam ulży, ale także pokaże jego sens.
Nie odrazu, nie dziś...ale przyjdzie taki dzień gdy pomoże nam zrozumiec.
On da  siłę nie tylko by powstac...da nam ją także by móc zrobic kolejny krok...
Nie bójmy się Go szukac... nie bójmy sie prosic...
On jest i czeka... Każdego dnia.
Na mnie, na ciebie...na nas.