czwartek, 29 września 2011



Usłyszałam kiedyś, że trzeba mieć odwagę by tak jak robię to na blogu, jawnie pisać o swojej wierze. Nie wiem czy jest to jakiś akt odwagi z mojej strony, bo nigdy nie traktowałam tego w ten sposób, ale zdecydowałam się pójść o krok dalej...a nawet o dwa. Otóż gdy nadarza się okazja by dać świadectwo swojej wiary w realnym życiu, robię to. Po prostu. Nie boję się mówić o Bogu, ani o tym jak ważny jest dla mnie. Nie wstydzę się tego, że wierzę w Jezusa. Nie wstydzę się ani Jego, ani krzyża. Oczywiście mam świadomość, że wiara zobowiązuje. Staram się o tym pamiętać i żyć zgdonie z Ewangelią. Nie jest to wcale łatwe. Jak większość ludzi, każdego dnia zmagam się ze swoimi słabościami, upadam pod ciężarem swojego krzyża i na nowo podnoszę się do dalszej drogi. Daleko mi do świętości, ale ucząc się od Chrytusa pragnę codziennie do niej wzrastać. Choćby o jeden, mały gest dobroci dziennie...jeden mały kroczek naprzód.

Czy słyszeliście o akcji "Nie wstydzę sie Jezusa" ? Ja dowiedziałam się o niej z jednego z katolickich magazynów, a ostatnio trafiłam "przypadkowo" na stronę www akcji . Bez wahania przyłączyłam się do niej i również Was gorąco do tego zachęcam. Na stronie akcji zamieściłam kilka zdań będących moim świadectwem. W ostatniej chwili zmieniłam w nim kilka słów, nie przeczytawszy całości wypowiedzi... W rezultcie zmieniło to trochę jej pierwotny sens. Popukałam się w czoło, a po chwili doszłam do wniosku, że choć wyszło trochę "nie po polsku", to najważniejsze, że wypłynęło prosto z serca:)



Puentując...
Jeśli Jezus zmienił Twoje życie nie bój się o tym mówić.
Powiedz co czujesz. Własnymi, prostymi słowami, opowiedz historię ze swojego życia. Podziel się tym na początek choćby z jedną osobą, a zobaczysz jak wiele dobra może dać przekazanie takiej wiadomości.

Osobiście dziękuję Bogu za każdego człowieka, który swoją postawą wywarł wpływ na mnie i moje życie, choć niektórzy z nich nawet nie mają o tym pojęcia:) Pamiętajcie, że nigdy nie wiemy co do końca kryje się w sercu drugiego człowieka, nawet jeśli wydaje nam się, że wiemy o nim wszystko.
Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z ludzkich dramatów, bo skrywane są pod maską obojętności lub wyuczonego perfekcjonizmu.

To prawda...my nie zmienimy ludzkich serc...ale może zmienić je Jezus. Otwórzmy więc innych na Jego działanie , na początek mówiąc
"ja wierzę..."


......................................

źródło fot.: ksiegarnia.bywaj.com

środa, 28 września 2011

Pędzący pociąg...


Moje życie znowu nabrało tempa i pędzi jak szalone. Czasem czuję się jak pasażer pociągu, który zdecydował się na przesiadkę z osobowego do pośpiesznego. A świat z pędzącego pojazdu wygląda zdecydowanie inaczej... i wcale nie jestem do końca pewna czy bardziej mi się podoba. Widoki migają jak filmowe klatki, barwy zlewają się w jedną niewyraźną plamę, a detale umykają. I choć chciałoby się czasem zatrzymać na chwilę...niestety, to nie takie proste, bo pośpieszny zdecydowanie rzadziej przystaje. A kiedy już to robi, trwa to naprawdę chwilę... zdecydowanie za krótką. Jak ktoś ostatnio zauważył , jest jednak jeden podstawowy plus : "pośieszny szybciej dojedzie do celu". No właśnie...cel... Czy oby na pewno ten cel podróży to mój cel...? Czy bardziej zależy mi na tym żeby do niego dotrzeć w ogóle czy dotrzeć szybko ? Jak wyznaczyć sobie tę trudną do określenia granicę ?

Coraz częściej wraca do mnie to pytanie...

.........................................

źródło fot. www.forsal.pl

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Gdy wartością jest rodzina...


Są wśród osób publicznych ludzie, których cenię szczególnie. To ludzie, którzy nie pogubili się w dzisiejszym, trudnym świecie. Ludzie, którzy mają odwagę otwarcie przyznac się do swoich poglądów, choć w oczach większości mogą one uchodzić za mało popularne, a nawet przestarzałe. To ludzie, którzy nie próbują za wszelką cenę przypodobać się innym. Są po prostu sobą. Przede wszystkim jednak są osobami z wyraźnie ukształtowanym kręgosłupem moralnym. Ludźmi, którzy nie tylko opierają swoje życie na ważnych wartościach, ale swoją postawą próbują te wartości przekazać innym. Cieszę się, że w świecie showbiznesu i mediów, tacy ludzie jeszcze istnieją. Ponieważ zaniedbałam nieco tę kategorię,w najbliższym czasie przedstawię kilka kolejnych osób, o których warto dowiedzieć się więcej. Dziś postać wyjątkowego dziennikarza - Bogdana Rymanowskiego.

Kliknij i obejrzyj wywiad.


.........................

źródło fot.: www.religia.tv

wtorek, 16 sierpnia 2011

Sposób na życie...



" Cieszę się z życia ponieważ wciąż świeci jakieś światełko.
Nie szukam cieni, chwytam małe radości.
Futryna jest za nisko? Schylam więc głowę.
Kamień na drodze ? Próbuję go usunąć.
Jest za ciężki ? Zatem obchodzę go.
Tak odkrywam każdego dnia coś, co mnie cieszy
i łączę to z wiarą w Boga,
która czyni moje serce szczęśliwym,
a moje oblicze serdecznym."


Katharine Elisabeth Goethe


...................................


źródło fot.: www.strykowski.net

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Czas iść ...


Jeszcze nie tak dawno, tysiące pielgrzymów z całej Polski wyruszało na swój pielgrzymi szlak. Jeszcze nie tak dawno, ze łzami w oczach, żegnali się ze swoimi bliskimi. Ich serca przepełniały obawy i troski , radości i smutki, ale przede wszystkim ufność w Bożą Opatrzność . Jeszcze nie tak dawno, sama żegnałam bliską mi osobę, która podjęła się trudu pielgrzymowania. I choć pielgrzymka wyrusza co roku od wielu lat, to na przekazanie ważnych dla mnie intencji oraz na duchowe uczestnictwo w tym niezwykłym dziele, zdecydowałam się po raz pierwszy. "Przychodzi taki czas kiedy trzeba iść..."- usłyszałam podczas homilii ,na dzień przed wyjściem pielgrzymów. To zdanie zapadło mi w serce bo rzeczywiście poczułam, że dla mnie nadszedł czas właśnie teraz. Właśnie teraz potrzebowałam tych słów. Potrzebowałam Bożego znaku i po raz kolejny ,w tych prostych słowach, go otrzymałam. Od jakiegoś czasu zadawałam sobie dużo pytań. Zadawałam je także Panu Bogu. Czekałam na właściwy moment by swoje życie skierować na nowy kurs... i oto ten moment właśnie nadszedł. Po raz kolejny zauważam jak misternie zostało to wszystko zaplanowane. I jak wielki jest TEN, który mnie prowadzi.


...............................................

źródło fot.: www.globtroter.pl

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Wiara


Gdybym nagle - w tłoku wydarzeń -
biegnąc przez dni
zgubiła wiarę...
Czym byłoby moje życie ?
Jeszcze jednym dobrym daniem,
nowym płaszczem,
zmartwieniem, bo dziecko chore,
cudzym szczęściem w kinie,
złamanym obcasem,
ostatnim banknotem...
Gdybym nagle -
w chaosie idei -
grając w ciuciubabkę ze szczęściem,
straciła wiarę...
Moje życie byłoby jeszcze jedną pustką
czekającą na zapomnienie.

Iwona Majewska -Opiełka


..............................

źródło fot.: www.strykowski.net

niedziela, 31 lipca 2011

Otwórz oczy...

Oszustwo szatana


Pewnego dnia szatan postanowił powiększyć wartość swoich złych działań. Zgromiadził naczelników departamentu i główny sztab dywizji piekielnej propagandy i reklamy, aby wymyślić nowe kampanie pokus i pułapek dla ludzi, a także nowe sposoby, by zniszczyć sens ich życia.

-Powiedz im, że Bóg nie istnieje. - zaproponował diabeł.
Szatan warknął:
- Chciałbym coś mniej oczywistego !
- Powiedz im, że żadne z ich działań nie ma konsekwencji, powiedział inny.
Szatan pokiwał głową i rzekł:
- Już sami tak myślą.
Trzeci zasugerował:
- Powiedz im, że tak bardzo oddalili się od drogi prawa, że nigdy więcej nie uda im się na nią powrócić, gdyż ludzie nie potrafią się zmienić.
Szatan warknął:
- Już tego próbowałem...
Najstarszy i najbardziej chytry z diabłów poprosił o głos:
- Niech po prostu wierzą, że mają jeszcze wiele, wiele czasu...
Szatan uśmiechnął się zadowolony :
- To jest rzeczywiście dobry pomysł !


Gdybym wiedziała, że to ostatni raz, patrzyłabym na ciebie, jak zasypiasz. Okryłabym cię lepiej kołdrą, podziękowałabym Panu za Twoje cenne życie. Patrzyłabym trochę jak śpisz.
Gdybym wiedziała, że to ostatni raz, towarzyszyłabym ci aż do drzwi, gdy wychodzisz, pocałowałabym cię, uściskałabym cię i poprosiłabym, byś wrócił, abym jeszcze raz mogła cię pocałować.
Gdybym wiedziała, że to ostatni raz, słuchałabym twego głosu, zgasiłabym telewizor, odłożyłabym gazetę i poświęciłabym tobie całą uwagę. Zapamiętałabym dźwięk twego głosu i światło twoich oczu.
Gdybym wiedziała, że to ostatni raz słuchałabym twego śpiewu, śpiewałabym z tobą i poprosiłabym cię, byś zaśpiewał jeszcze raz.
Gdybym wiedziała, że to ostatni razjestem z tobą, nadałabym wielką wartość tej chwili. Nie martwiłabym się o talerze, o podwórze, nawet o rachunki.
Gdybym wiedziała, że to ostatni raz, pragnęłabym być z tobą zawsze.
Gdybym wiedziała, że to ostatni raz jesteśmy razem, chciałabym widzieć cię szczęśliwym. Ugotowałabym ci twoje ulubione potrawy, zagrałabym z tobą w twoją ulubioną grę. Wzięłabym jeden dzień wolnego, aby być z tobą.Nie dbałabym tak bardzo o uporządkowanie zabawek i o pościelenie łóżek. Przypomniałabym ci, jak bardzo jesteś ważny dla mnie. Powiedziałabym ci, jak bardzo pragnę, byś poszedł do Raju. Powiedziałabym ci, byś był silny. Powiedziałabym ci, że cię kocham i śmiejąc się, dzielilibyśmy się naszymi ulubionymi wspomnieniami.
Gdybym wiedziała, że to ostatni raz czytałabym z tobą Pismo Św. i pomodlilibyśmy się razem do Boga. Podziękowałabym Panu za to, że się spotkaliśmy i że opiekowałeś się nami w sposób tak wspaniały.
Gdybym wiedziała, że to ostatni raz jesteśmy razem, płakałabym, gdyż chciałabym spędzić więcej czasu z tobą.
Gdybym wiedziała, że to ostatni raz...
Zupełnie nie wiem, kiedy nadejdzie ten ostatni raz.
Pomóż mi, Panie, ukazać moją miłość wszystkim osobom, które miały wpływ na moje życie.
To może być ostatni raz, gdy jesteśmy razem.



Bruno Ferrero
("Ale my mamy skrzydła.
Krótkie opowiadania dla ducha")

...................................


źródło fot.: valdemar19.blog.interia.pl

piątek, 29 lipca 2011

Nieskończona obecność...



Mijają dni, tygodnie. Tak wiele się dzieje. Tak wiele dzieje się dobrego... Nie ma dnia by Bóg nie działał w moim życiu. By nie przypominał, że JEST i że zna mnie bardziej niż ktokolwiek inny. Za każdym razem gdy do mnie mówi, nie mogę się nadziwić jak to możlwie, że wie o mnie tak dużo...właściwie wszystko... i że nic się przed Nim nie ukryje. To niesamowite, ale po raz kolejny pokazał mi, że zna każdy, nawet najdrobniejszy szczegół mojego życia i że jest ze mną zawsze. W takich chwilach nie znajduję słów by oddać to co czuję. Po prostu dziwię się jak dziecko i jak dziecko wierzę.

Czasem niespodziewanie przychodzi w słowie, czasem w dziecięcym spojrzeniu, podmuchu wiatru, w muzyce, innym razem w ciszy. Dzisiaj spotkałam Go w drugim człowieku... i jestem przeszczęśliwa bo takich spotkań podarował mi dziś wyjątkowo dużo.

Niestety przez krótką chwilę dane mi było dostrzec obecność kogoś jeszcze... Przez kilkanaście sekund byłam świadkiem zła. Odrażającego zła. Ani przez chwilę nie miałam wątpliwości z kim mam do czynienia. Tak, to był on. Tak zły jak tylko on potrafi. Odzierał z godności, zadawał ból, kaleczył duszę. Nie wiem do kogo mówił, ale wiem, że ta osoba przeżywała piekło. Bez względu na to czy była to matka, żona, siostra czy dziewczyna... nie zasługiwała na takie słowa.

Jedyne co mi pozostaje to modlitwa w intencji tej osoby i ufność, że Bóg nad nią czuwa.


Panie, dziękuję Ci za Twoją nieskończoną obecność.

...........................

źródło fot.: www.strykowski.net

sobota, 16 lipca 2011

NIEBO


Dziś rano, modląc się, patrzyłam w niebo.
Widziałam białe, lekkie chmurki na błękitnej tafli.
Opuściłam na chwilę wzrok, a gdy go podniosłam ujrzałam przepiękny,czysty błękit. Wystarczył moment by dokonała się ta zmiana.
I pomyśleć , że jeszcze wczoraj to samo niebo było ciemnoszare, przechodzące w granatowe, a zamiast lekkich, białych, puchowych chmurek, co chwilę pojawiały się przerażające błyskawice.
I te, wywołujące drżenie serca, dźwięki...
Grzmoty o niezwykłej, przeogromnej sile.

A dziś... cudowna cisza.

I tylko jeden dzień różnicy.

Panie, spraw proszę, byśmy nie bali patrzeć się w niebo podczas burzy.
Niech nigdy nie zabraknie nam odwagi gdy nad naszym życiem pojawią się czarne chmury. Spraw proszę, byśmy zawsze pamiętali, że nawet po najgorszej burzy, zawsze kiedyś wychodzi słońce.
Czasem nawet pojawia się tęcza...

Naucz nas proszę, częściej wznosić wzrok do Ciebie, Panie.
Nie tylko wtedy gdy jest nam trudno, a nasze serce wypełnia lęk.
Naucz nas robić to codziennie, bez względu na kolor nieba.

Naucz nas częściej wznościć wzrok do Ciebie , Panie.



.......................................

źródło fot.: www.strykowski.net

DAR


"Nasze życie zanurzone jest we wspaniałomyślności. Od poczęcia aż do ostatniego tchnienia wszystko jest darem, nawet jeśli my, często zaabsorbowani problemami, z trudem doceniamy piękno tej łaski."

G.Scalera "Takie jest życie!


........................

źródło fot.: www.strykowski.net

środa, 6 lipca 2011

By każdego dnia budzić się na nowo ...

(1) Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, (2) i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu. (3) O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym, (4) ani o tym, co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne. Raczej winno być wdzięczne usposobienie. (5) O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec - to jest bałwochwalca - nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa i Boga. (6) Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowami, bo przez te [grzechy] nadchodzi gniew Boży na buntowników. (7) Nie miejcie więc z nimi nic wspólnego! (8) Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości! (9) Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. (10) Badajcie, co jest miłe Panu. (11) I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie [tamtych]! (12) O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. (13) Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem. (14) Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus. (15) Baczcie więc pilnie, jak postępujecie, nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy. (16) Wyzyskujcie chwilę sposobną, bo dni są złe. (17) Nie bądźcie przeto nierozsądni, lecz usiłujcie zrozumieć, co jest wolą Pana. (18) A nie upijajcie się winem, bo to jest [przyczyną] rozwiązłości, ale napełniajcie się Duchem, (19) przemawiając do siebie wzajemnie w psalmach i hymnach, i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Pana w waszych sercach. (20) Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa! (21) Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej! (22) Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, (23) bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła: On - Zbawca Ciała. (24) Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim. (25) Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, (26) aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, (27) aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. (28) Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. (29) Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus - Kościół, (30) bo jesteśmy członkami Jego Ciała. (31) Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. (32) Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła. (33) W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego! A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża!

(List do Efezjan 5:1-33, Biblia Tysiąclecia)

niedziela, 3 lipca 2011

Dezyderata

Emocje


Czasami tak bardzo chcemy dobrze, że rozpędzamy się i myślimy za innych. Wydaje nam się, że skoro coś jest oczywiste dla nas, skoro my tak czujemy to pozostali muszą czuć podobnie. Nic bardziej mylnego. Ludzie często nie myślą i nie czują podobnie. Wręcz przeciwnie, częściej niż nam się wydaje myślą zupełnie inaczej. Mówi się: "co człowiek to opinia"... Warto o tym pamiętać zanim zdecydujemy za kogoś. I choć głos serca bez wątpienia ma wielkie znaczenie, zanim podejmiemy jakąkolwiek decyzję, warto jeszcze zapytać o zdanie rozum. Emocje, choćby najlepsze, niestety nie są dobrym doradcą. Są jak motyle, które choć często są bardzo piękne, znikają równie szybko jak się pojawiają...

............................................

źródło fot.: www.strykowski.net

sobota, 18 czerwca 2011

Podobizna króla .


Wielki Król Persji ogłosił publiczny konkurs wśród wszystkich artystów swego rozległego imperium.Przeznaczył bardzo wysoką sumę na nagrodę dla tego, komu udałoby się uzyskać najwierniejszą podobiznę Króla.
Pierwszy przybył Hindus, z cudownymi farbami, tajemnicę ich kolorów tylko on posiadał, następnie Armeńczyk, który przywiózł ze sobą specjalny minerał wapienny; potem Egipcjanin, z dłutami i ostrzami oraz przepięknymi i unikatowymi blokami marmuru. Wreszcie, jako ostatni, pojawił się Grek, wyposażony wyłącznie w woreczek proszku.
Dygnitarze ze świty Króla byli zawiedzeni marnością materiału przywiezionego przez Greka. Pozostali artyści mówili z sarkazmem: - Cóż może zrobić Grek z tego mizernego woreczka proszku?
Uczestnicy konkursu pozostawali zamknięci przez wiele tygodni w komnatach królewskiego pałacu. Każdy w innej.
W ustalonym dniu Król rozpoczął sprawdzanie dzieł artystów. Podziwiał przecudne malowidło Hindusa, modele w kolorowym minerale Armeńczyka i rzeźby Egipcjanina.
Potem wkroczył do sali, wyznaczonej Grekowi. Zdawało się, że nie zrobił on nic: swoim drobnym proszkiem wyczyścił, wyrównał i wygładził marmurowe ściany komnaty. Ale gry Król wkroczył do niej, mógł podziwiać swoje idealne odbicie.
Oczywiście, konkurs wygrał Grek.



- Jak mogę ulepszyć swoje życie duchowe? - pytał młodzieniec mistrza.
- Zrób ze sobą to, co rzeźbiarz robi ze statuą konia: bierze blok marmuru i usuwa z niego to wszystko, co nie przypomina konia.
- Co chcesz przez to powiedzieć ?
- Odrzuć uderzeniami młota to wszystko, czym nie jesteś: każdą myśl, uczucie, zachowanie, ograniczenie. Tylko w ten sposób odkryjesz dzieło sztuki, jakim jesteś, i rękę twego artysty.
Szlifowanie codziennością, dłutowanie cierpieniem i wysiłkami - ukazuje twoje prawdziwe oblicze.


Bruno Ferrero
("Życie jest wszystkim co posiadamy.
Krótkie opowiadania dla ducha.")

.......................................

źródło fot.: krakow.olx.pl

piątek, 10 czerwca 2011

Dziękuję



Kiedy w moim życiu dzieje sie tak wiele, że nie jestem w stanie systematycznie dzielić się z Wami swoimi przemysleniami i tym co mnie spotyka, jak bumerang wraca myśl by przestać pisać. Ostatnio znowu poczułam, że nie dam już rady...że za dużo wzięłam na swoje barki i muszę z czegoś zrezygnować. W duchu już żegnałam się z tym miejscem i ludźmi, którzy tu zaglądają. Ze smutkiem myślałam, że oto kończę coś co było dla mnie naprawdę ważne i wyjątkowe.

I oto pewnego dnia ktoś niespodziewnie uświadomił mi, że to moje pisanie tutaj nie jest ważne tylko dla mnie, a moje zarywanie nocy (od czasu do czasu;) ma większy sens niż mi się wydaje. Wiem, że są wśród Was osoby, które zaglądają tu dość często. Macie ulubione wpisy, swoje utwory. Dzielicie się tym blogiem z innymi. I kiedy po raz kolejny ktoś mi o tym przypomniał, pomyślałam sobie, że przecież własnie o to mi chodziło, że właśnie tego pragnęłam decydując sie na pisanie bloga.

Dlatego będę pisać dalej. Z większymi i mniejszymi przerwami, ale będę. Nie dla siebie , ale dla Was i na chwałę Panu.
Dziękuję Wam za to, że jesteście.

...............................

źródło fot.: www.strykowski.net

wtorek, 17 maja 2011

Wiara


Jakiś czas temu przyjaciółka przysłała mi na skrzynkę mailową niesamowity tekst. Jeden z piękniejszych jakie czytałam. Już wtedy poczułam silną potrzebę "puszczenia" go dalej w świat. Był zbyt piękny by zatrzymać go tylko dla siebie. Jednak ciągle coś stawało mi na przeszkodzie by to zrobić. Mijały dni,tygodnie,a ja wciąż nie mogłam znaleźć chwili na pisanie. I oto niedawno natknęłam sie na niego ponownie. Okazało się, że "stał sobie" i cierpliwie czekał na półce, w jednej z moich niedoczytanych książek. Jakież było moje zdziwienie... Pomyślałam , że to nie przypadek, że Ktoś po prostu upomina się o niego :) Dlatego dzisiaj, na chwilę uciekając od domowego zgiełku, specjalnie dla Was, zasiadam w biurze męża i piszę:

"W brzuchu ciężarnej kobiety toczy się dyskusja pomiędzy bliźniakami. Jeden mówi:
- Wierzysz w życie po porodzie ?
- Jasne.Coś tam musi być. Mnie się wydaje, że właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to, co będzie potem.
- Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wyglądać ?
- No, nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać i jeść buzią...
- Nie, to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! Popatrz na nasze małe słabe nóżki. Jak tu na nich biegać? A ko widział, żeby jeść ustami! Przecież żywi nas pępowina.
- No, ja nie wiem,ale zobaczymy mamę, a ona się będzie o nas troszczyć.
- Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie jest?
- No przecież jest wszędzie wokół nas. Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
- Nie wierzę!Żadnej mamy jeszcze nie widziałem, czyli jej nie ma.
- No jak to ? Przecież jak jest cicho, możesz posłuchać, jak śpiewa albo poczuć, jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później.

Bóg daje nam różne obrazy, które mówią o zmartwychwstaniu . Spójrzmy na jeszcze jeden. Jest tuż obok nas. ale często go nie zauważamy. Wyobraźmy sobie kogoś, kto jako dorosły i rozumny człowiek pierwszy raz w życiu zobaczyłby oznaki jesieni, o której nigdy przedtem nie słyszał. Zobaczyłby spadające liście, więdnące rośliny i całą obumierającą przyrodę. Czy taki człowiek nie mógłby wpaść w panikę ? Czy nie mógłby odczytać jesieni jako totalnej katastrofy ekologicznej ? Przecież wszystko wokół umiera, ginie, szarzeje. Jak myślicie, jak odebrałby pocieszenie, żeby się nie martwił, że przyjdzie wiosna i wszystko na nowo się odrodzi ? Czy nie wyśmiałby takiego argumentu? Jak to odrodzi? Przecież na własne oczy widzę- wszystko zwiędło, zgniło i umarło. Jak to możliwe, że z czarnego błota ziemiwyjdzie nowy, śliczny kwiat? Jak to możliwe, że z suchego badyla gałęzi wyrosną śliczne, zielone listki ? Przecież to absurd! Tak, to absurd. Ale wyjrzyjmy przez okno. Ten absurd właśnie się realizuje. Na naszych oczach. Od grzechu Adama i Ewy na ziemi wciąż jest jesień. Ludzie umierają jak listki. I dziś Kościół zapowiada wiosnę zmartwychwstania. Jak to się stanie ? Wyjrzyj przez okno. Tam znajdziesz wspaniałą zapowiedź zmartwychwstania."

(Ks. Piotr Pawlukiewicz)


............................

źródło fot.: www.strykowski.net

środa, 4 maja 2011

Kwicień. Maj. Życie...


Minął kwiecień. Kolejny miesiąc mojego życia. Już za mną Wielki Post, rekolekcje, Wielkanoc, chrzest mojego synka, niespodziewana śmierć i pogrzeb znajomej. Faktem stała się także długooczekiwana Beatyfikacja Jana Pawła II. Cudowne wydarzenie. Za mną także coroczne święto 3 maja... i pierwsze, wypowiedziane tego dnia - MAMA ,z ust mojego małego Jasia. Cóż mogę powiedzieć... BEZCENNE (jak trafnie głosi jeden ze sloganów reklamowych). Pomiędzy tymi wydarzeniami jeszcze cała niezliczona ilość uśmiechów ,wzruszeń, zamyśleń, wspaniałych spotkań, niezapomnianych rozmów. Niezwykły był ten kwiecień.

Ale to już było. A teraz... Teraz jest maj. Mój ukochany miesiąc. Czas gdy dookoła rodzi się życie. Soczysta zieleń, którą chciałabym zatrzymać jak najdłużej, zapach w powietrzu nie do opisania. Rodzinne spacery, dziecięca radość na widok rozwijających się listków i kolorowych kwiatów. Chwile, które chciałabym zatrzymać na zawsze.
To również czas, gdy kiedyś zrodziło się moje życie... O tak, to już 34 lata. Tyle już za mną. 34 lata upadków i wzlotów, radości, wzruszeń, szalonych lat młodości, niezliczona ilość życiowych błędów i kilka ostatnich lat ( także błędów nie pozbawione), kiedy to nagle poczułam jak coś zaczyna się we mnie zmieniać.

Co będzie dalej ? Ile przede mną... ? Nie wiem.
Wiem jednak czego pragnę...

" Aby każdy nadchodzący dzień był najwspanialszym dniem w życiu i by zawsze otaczali Cię kochający ludzie" - przeczytałam dziś rano .

Żyć najlepiej jak potrafię. Każdego dnia budzić się dziękując za życie Bogu i codziennie zmieniać się tak, by nieustannie stawać się lepszym człowiekiem. Służyć ludziom i cieszyć się z ich obecności. Kochać ich. Póki są. Bo śmierć przychodzi bez zaproszenia. I być kochanym... Tego właśnie pragnę. Miłości. Tej prawdziwej, której nie zawsze słychać, nie zawsze widać, ale tej, którą zawsze się czuje. Takiej miłości nigdy za mało.

..............................

źródło fot. : www.strykowski.net

piątek, 1 kwietnia 2011

sobota, 26 marca 2011

Zrozumieć cierpienie...


" Cierpienia nie można pojąć w sposób ostateczny.
Można je ogarnąć jedynie dzięki wierze.
To język rozumiany poprzez serce."

Jerry Brewer (" Cud Glorii" )

Moje wczoraj...


Wielki Post. Piątek. Droga Krzyżowa. Nietypowa, inna... bo w Dniu Świętości Życia. To kolejne rozważania, które do głębi poruszyły moje serce...


Droga krzyżowa nienarodzonych


"Życie ludzkie jest święte, ponieważ od samego początku domaga się «stwórczego działania Boga» i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stwórcy, jedynego swego celu. Sam Bóg jest Panem życia, od jego początku aż do jego końca. Nikt, w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa do bezpośredniego zniszczenia niewinnej istoty ludzkiej". (KKK 2258)

Dar życia, który Bóg Stwórca i Ojciec powierzył człowiekowi, domaga się od człowieka, aby miał świadomość nieocenionej jego wartości i przyjmował go w sposób odpowiedzialny. (Donum Vitae)

Spróbujmy przyjrzeć się, jak wygląda Droga Krzyżowa małych, bezbronnych istot ludzkich, którym nie pozwolono przyjść na świat. Wszak i Jezusa zamierzał zabić Herod jak mówi nam ewangelia (Mt 2, 13-16) "Będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić… Wtedy Herod widząc, że Mędrcy zawiedli wpadł w straszny gniew. Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców do lat dwóch". Pragniemy Zbawicielu, wynagrodzić Ci zniewagi wyrządzone przez zabijanie poczętego życia. Któryś cierpiał za nas rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami; i Ty Matko Bolesna, któraś współcierpiała, przyczyń się za nami.


Stacja I
Pan Jezus na śmierć skazany


Dziś moja mama dowiedziała się, że ja już żyję w niej od przeszło miesiąca i to pod jej sercem. Niestety nie ucieszyła się mną. Powiedziała straszne słowa: Nie chcę tego dziecka! Nie ma dla niego miejsca w naszym domu!

Jezu, Ty pierwszy usłyszałeś taki wyrok – wysłuchałeś go w milczeniu. Ja nie umiem mówić. Kochana mamo, tato, ja wprawdzie milczę, ale wiem o waszym wyroku na mnie! Pytam Was - Dlaczego? Za co? Pozwólcie mi żyć i kochać… Któryś cierpiał za nas rany…

Stacja II
Pan Jezus bierze krzyż na swoje ramiona


Jak trudno jest żyć po wyroku. Wszystko we mnie krzyczy i protestuje. Chcę żyć! Chcę się rozwijać, a wy nie daliście mi tej szansy. Przekreśliliście Boże plany, co do mnie. Mieć tę świadomość, że idzie się na śmierć przedwcześnie i niesprawiedliwie, wziąć taki ciężki krzyż, gdy ma się tak mało sił – to jest strasznie bolesne. Mamo! Tato! Czy wiecie, że ten krzyż, który mi daliście w tej chwili jest za ciężki i niesprawiedliwy?

Jezu! Ty też dźwigałeś krzyż niesprawiedliwie. Wziąłeś go z miłości do wszystkich ludzi. Ja też chcę kochać i być kochanym… Któryś cierpiał za nas rany…


Stacja III
Pan Jezus pierwszy raz upada pod krzyżem


Mój krzyż, tak jak Twój Jezu, jest bardzo ciężki, przekraczający moje zbyt małe siły. Nic dziwnego, że upadam i załamuję się. Najbliżsi wyrzekli się mnie. Nie kochają mnie i nie oczekują mnie. Jezu, Ty też byłeś sam ze swoim krzyżem. Też upadłeś, ale powstałeś i szedłeś dalej. Czuję, że i ja mam w sobie tyle dynamizmu i tyle sił do życia! Próbuję, więc poderwać się, aby dalej się rozwijać. Tylko proszę dajcie mi szansę… Któryś cierpiał za nas rany…

Stacja IV
Pan Jezus spotyka matkę swoją


Matka – czy ja mam matkę?… Wszak ona spotyka się ze mną, bo przecież nosi mnie w swoim łonie. Jej krew dopływa do mnie i tą krwią odżywia mnie. Mamo, dlaczego karmisz mnie dymem z papierosów i alkoholem? Dlaczego spotkania z tobą są takie bolesne?…

Matko Boża, Ty też spotkałaś Swego Syna i Wasze spotkanie było pełne bólu i cierpienia. Ale było ono przepełnione miłością. Jezu jedynie Twoja Matka umie naprawdę kochać. Ona kocha także i mnie, bo jest też moją Matką… Któryś cierpiał za nas rany…



Stacja V
Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi


Szymon był dobrym człowiekiem. Wprawdzie niechętnie, ale pomógł Ci Jezu nieść krzyż. Zrozumiał wreszcie tajemnicę krzyża. Ktoś powiedział mojej mamie, że ten tak zwany "zabieg" jest niebezpieczny, że powinna się dobrze zastanowić nad decyzją. Mama zawahała się w swoim postanowieniu – nie z miłości do mnie, lecz z obawy o siebie. Och mamo! Gdybyś Ty wiedziała, jaką ulgę sprawiło mi twoje dobre, choć egoistyczne myślenie. Niechcący pomogłaś mi, ulżyłaś. Sprawił to cierpiący Jezus… Któryś cierpiał za nas rany…


Stacja VI
Święta Weronika ociera twarz Panu Jezusowi


Drobna, niepozorna, ale odważna i miłosierna kobieta podbiegła z czystą chustą i otarła Twoje Jezu Oblicze. Przyniosła Ci na krótko ulgę… Moja mama zwierzyła się przyjaciółce ze swojej tajemnicy. Ona już chciała jej gratulować i życzyć szczęśliwego rozwiązania, gdy dowiedziała się, że ja jednak się nie urodzę. Jej radość zmieniła się w smutek. Próbowała tłumaczyć mojej mamie, chciała mnie jeszcze ratować. Wielką ulgę mi przyniosła. Otarła moją malutką twarzyczkę nieznajoma, szlachetna jak Weronika. Dziękuję Ci za to heroiczna "Weroniko"… Któryś cierpiał za nas rany…


Stacja VII
Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi


Dobra doradczyni mojej mamy odeszła. Na moich malutkich, słabych ramionkach został tylko krzyż, jeszcze cięższy. I choć się rozwijam, rosnę z każdym dniem tak bardzo się zmieniam, nie umiem sobie poradzić z tym krzyżem, który rośnie wraz ze mną. Przytłacza mnie, więc znów upadam.

Jezu pomóż mi dźwignąć się. Ja chcę żyć! Proszę Cię pomóż też mojej mamie… Któryś cierpiał za nas rany…

Stacja VIII
Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty


Wiele jest dobrych kobiet i takich, które płaczą nad losem moim i moich braciszków i siostrzyczek, bezbronnych i niewinnych. Te kobiety płaczące zwykle nic nie robią, aby ten nasz – nienarodzonych dzieci – tragiczny los zmienić. Grzeszą zaniedbaniem, gorszą się, a mogłyby jeszcze pomóc – okazać trochę ciepła, wesprzeć. Moja mama potrzebuje miłości!

Jezu, Ty upomniałeś i pouczyłeś płaczące niewiasty, aby płakały raczej nad sobą, swoimi dziećmi i nad grzechami. A więc płaczące niewiasty na wasz ratunek, na wasz protest, na waszą miłość czekają nienarodzone dzieci… Któryś cierpiał za nas rany…

Stacja IX
Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci


Mój krzyż rośnie do ogromnych rozmiarów, powiększa go świadomość zbliżającej się okrutnej śmierci. Ta myśl powoduje, że już prawie umieram. Przeżywam śmiertelne załamanie…
Jezu, tylko Ty jeden wiesz, co dzieje się w mym sercu. Ty jeden rozu-miesz moje położenie. Ty Boże, dałeś ludziom wolną wolę, a oni wykorzystują ją, nadużywają najświętszego daru Bożego do czynienia zła… Któryś cierpiał za nas rany…

Stacja X
Pan Jezus z szat obnażony


Jestem w pełni rozwoju, wszystko we mnie krzyczy, bo naprawdę chcę żyć! Mamo, gdybyś wiedziała jak bardzo tego pragnę, gdybyś chciała mnie zobaczyć, gdybyś, choć trochę mnie kochała… Umiałabyś poczekać jeszcze i mogłabyś przeżywać niepojętą radość mojego narodzenia. Mamo! Tato! Dlaczego nie chcecie przeżyć moich narodzin?
Jezu, na Ciebie obnażonego patrzyli oprawcy. Dla nas malutkich nawet lekarze mogą stać się mordercami, bo matkom i ojcom zabrakło odwagi… Któryś cierpiał za nas rany…

Stacja XI
Pan Jezus przybity do krzyża


Nadeszła moja ostatnia godzina. Moja mama przyszła do lekarza by mnie zabił. On wziął ostre narzędzie, którym mnie rani wiele razy. Od pierwszego zranienia jeszcze się nie umiera, tylko strasznie się cierpi. Ja się nie skarżę, choć to bardzo boli! Mamo, czy widzisz moją krew? Nie, ty nie chcesz patrzeć na krew. Ostre narzędzie dosięga mnie głęboko rozdziera moje malutkie ciało…
Jezu, w tej męce tylko Ty mnie rozumiesz. Przeżyłeś przybijanie tępymi gwoździami twoich rąk i nóg do krzyża na Golgocie. Dodaj mi siły w moim jakże okrutnym, agonalnym cierpieniu… Któryś cierpiał za nas rany…

Stacja XII
Pan Jezus umiera na krzyżu


Żegnaj moja mamusiu, twoje łono stało się krzyżem, na którym ja umieram. Mimo, że mnie zabijasz, jesteś jednak moją matką. Matką, która nie kocha, która odrzuciła najcenniejszy dar Boży – życie…
Pod krzyżem Chrystusa też stała Matka. Ona kochała, współcierpiała, bo przez krzyż dokonywało się zbawienie świata. Moje cierpienie i śmierć mogą ciebie potępić. Lecz ja się modlę za tych, którzy mnie zabili: "Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią"(Łk 23, 34)… Któryś cierpiał za nas rany…

Stacja XIII
Pan Jezus zdjęty z krzyża


Jezu, Ciebie po zdjęciu z krzyża położono na kolanach Matki. Ona, pa-trząc na Ciebie, na Twoje rany konała w swoim sercu i współzbawiała świat. Moja mama nie chce na mnie patrzeć! Moje ciało porozrywane na kawałki wrzucono do kubła. Matka odczuła ulgę, bo pozbyła się już ciężaru, choć zostało jej brzemię wyrzutów sumienia.
Matko Boża i moja Matko, proszę Cię, weź moje ciało w swoje Niepokalane Ręce. Poskładaj je na Zmartwychwstanie… Któryś cierpiał za nas rany…

Stacja XIV
Pan Jezus złożony do grobu


Matka i najwierniejsi przyjaciele złożyli ciało Twoje Panie Jezu do grobu. Dla mnie grobem jest kubeł na śmieci i odpady. Jest to nasz wspólny grób, bo we mnie zamordowano Ciebie Jezu. Wszak Ty powiedziałeś: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25, 45)
Jezu, Tyś trzeciego dnia wstał z martwych, jak to zapowiedziałeś: "Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Oni Go zabiją, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie" (Mt 17, 22-23) Zwycięzco śmierci, w Tobie mam nadzieję…mocną i niezawodną… ZMARTWYCHWSTANIE… Któryś cierpiał za nas rany…


ZAKOŃCZENIE

W dzisiejszym świecie podważana jest tożsamość rodziny, a także pozycja, jaką zajmuje ona w świecie. Ideologiczna agresja, która występuje przeciw rodzinie niszczy jej istotę, a także wartości moralne i duchowe utrudniając jej wypełnienie swoich zadań. Tym samym dąży się do deformacji sumień oraz zatarcia granicy pomiędzy dobrem a złem. Cywilizacja śmierci w coraz większym stopniu opanowuje świat i zagraża człowiekowi. (por. J. Kłys Arena bitwy o życie)
Rodzina jest wspólnotą życia i miłości. Dar życia, który człowiek otrzymał od Stwórcy powinien być postrzegany w ludzkiej świadomości jako wielka wartość i przyjmowany z wielką odpowiedzialnością. Każdy człowiek powinien życia strzec, bronić i kochać je. (K. Majdański bp, Cywilizacja życia)
Bronić życia i umacniać je, czcić je i kochać – oto zadanie, które Bóg powierzył każdemu człowiekowi, powołując go – jako swój żywy obraz – do udziału w Jego panowaniu nad światem… (EV 42)
Żadna okoliczność, żaden cel, żadne prawo na świecie nigdy nie będą mogły uczynić godziwym aktu, który sam w sobie jest niegodziwy, ponieważ sprzeciwia się Prawu Bożemu zapisanemu w sercu każdego człowieka, poznawalnemu przez sam rozum i głoszonemu przez Kościół. (EV 62)

............

odnalezione na www.opoka.org.pl

poniedziałek, 21 marca 2011

Czekanie



Popatrz na psa uwiązanego przed sklepem
o swym panu myśli
i rwie się do niego
na dwóch łapach czeka
pan dla niego podwórzem łąką lasem domem
oczami za nim biegnie
i tęskni ogonem

pocałuj go w łapę
bo uczy jak na Boga czekać


Ks. Jan Twardowski
.........................

źródło fot: www.bezstresowy.pl

czwartek, 17 marca 2011

" Przypadek nie - przypadek "



Druga w nocy. Pora już późna, a ja jeszcze się nie kładę. Jakbym jeszcze miała coś do wykonania, jakby jeszcze czekało na mnie coś ważnego. Nie wiem skąd to wiem, po prostu to czuję. Bez chwili namysłu podchodzę do swojej biblioteczki. Otwieram szafkę. Wyciągam kilka książęk...
Otwieram pierwszą. Czytam. Chwila zadumy...
Otwieram drugą . Znowu czytam. Nie... to nie może być przypadek, że czytam właśnie ten fragment.Przecież, godzinę temu, korzystając z chwili przy karmieniu synka, czytałam Ewangelię z dokładnie takim samym przesłaniem. Jakby Ktoś chciał mi coś przekazać. Jakbym dostała ważny komunikat, który nie mógł czekać do rana...

Właściwie nie wiem dlaczego jestem zaskoczona. Przecież to nie pierwszy raz. Nie pierwszy raz Bóg działa w moim życiu. Nie pierwszy raz mówi do mnie w taki sposób. Dotyka tak wyraźnie.

Pamiętam treść jednej z Homilii, mówiących o tym, że Bóg mówi do nas nieustannie...że tylko trzeba chcieć Go usłyszeć. Przecież Jego Słowo mamy na wyciągnięcie ręki. Usłyszałam wtedy: "Jak mamy zamiar Go usłyszeć , nie sięgając po Pismo Św.? "


Nie mam wątpliwości, że Bóg do nas przemawia. Że wcale nie trzeba być Świętym, aby doświadczyć tej łaski. On stawia na naszej drodze konkretnych ludzi, prowadzi nas do nieprzypadkowych miejsc, robi to w takim, a nie innym czasie. W NASZYM czasie. Daje odpowiedzi na dręczące pytania. Rozwiewa wątpliwości. Wystarczy otworzyc szeroko uszy, oczy, a przede wszystkim swoje serce. Otworzyć się na Boże działanie.
A może po prostu się na nie nie zamykać ... ?

...................
źródło fot. : dobrypasterz.pl

środa, 9 marca 2011

Miłość wg. Ks. Twardowskiego


Za mało - za dużo

Z miłością są zawsze kłopoty.
Nie raz skarżą się, że kochamy kogoś albo za mało, albo za dużo. Nigdy w sam raz. Jednak ten ktoś kochany w sam raz, chce być kochany więcej - i z nowu: albo za mało, albo za dużo.
Kiedyś moja znajoma ubolewała, że ją za mało kochają, Pewnego dnia opowiadała na prawo i lewo o tym,że zgubiła dwieście złotych.Jej narzeczony wyglądał obojętnie przez okno, jakby zobaczył sójkę z niebieskimi piórami i różowym brzuszkiem (oczywiście było to na wsi). Poza tym miała żal do matki o to, że kocha więcej jej siostrę blondynkę, niż ją z czarnymi włosami.

Spotkałem kiedyś znajomego, również niezadowolonego, ale inaczej.Zwierzał mi się, że żona za bardzo go kocha. Codziennie po sto razy pyta, jak się czuje, denerwuje się, że ma zimne nogi, gorące, czerwone ucho, że kaszle jak owca, którą ostrzyżono przez pomyłkę, kiedy było zimno. Poza tym stale radziła mu "dla jego dobra" , żeby jadł owoce przed obiadem, a nie po obiedzie. Stale proponuje mu wątróbkę. Biedak tak zmęczył się tą cierpliwą, wielką miłością, że kiedy już nie mógł wytrzymać, chciał wyskoczyć przez okno. Nawet juz stanął na parapecie, ale poczuł, że było bardzo zimno,i przestrzaszył się, że się przeziębi. Tylko to go uratowało.

Jeden z mędrców uważał, że nieszczęściem jest być kochanym za bardzo, bo zbyt wielka miłość albo się zmęczy, albo nie wytrzyma ciągłego napięcia. Szybko się wyczerpie. Przejdzie w obojętność albo nienawiść. Pęknie jak napięta cięciwa.

Jednego tylko Boga nie kochamy za dużo. Bo nawet jeśli kochamy za dużo - to i tak jeszcze za mało.

Dobrze jednak nie myśleć "za mało" czy "za dużo", ale zastanowić się czy "naprawdę". Kocham pannę Agatę czy "kocham się" w pannie Agacie i przypadkiem nie kocham więcej samego siebie. Kocham ją, bo mnie wychwala, piecze mi placki, przyszywa guziki, przebacza, nawet gdy wstanę lewą nogą, i to za późno. Jeżeli ktoś tak kocha, kochając samego siebie, to na pewno ukochaną kocha za mało, a siebie za dużo.

Mówią, że lekarze dzielą się na trzy kategorie: interniści - wiedzą za dużo,ale pomagają za mało; chirurdzy - niczego nie wiedzą i szybko pomagają ; i ci którzy przeprowadzają sekcje - wiedzą za dużo, ale za późno.

Miłości trzeba się uczyć, żeby nie było za późno.

Ks. Jan Twardowski
"Tylko miłość się liczy"



.......................................

źródło fot. :
http://merlin.pl/Tylko-milosc-sie-liczy_Jan-Twardowski-ks-Jan-Twardowski/browse/product/1,646706.html

poniedziałek, 7 marca 2011

Miłości c.d

Miłość



Miłość jest piękna. Miłość jest trudna. Miłość to najcudowniejsze co może nas spotkać. Bo kiedy kochamy, żyjemy naprawdę. Bez względu na to czy kochamy dziecko, żonę, męża, matkę czy przyjaciela...

Kochać to dawać siebie. Bezinteresownie i mimo wszystko. Darować swój czas, uwagę, troskę, radość, uśmiech. To służyć , ani przez chwilę nie oczekując niczego w zamian.

Kochać to przebaczac. Nawet jeśli ktoś zranił głęboko, a rana wciąż krwawi. Kochać na przekór wszystkiemu... nawet gdy sami nie czujemy się kochani. Gdy nas nie rozumieją, nie akceptują, szydzą, oczerniają. To trudne. Naprawdę trudne. A jednak możliwe, gdy tylko otworzymy swoje serce na działanie Boga. To własnie On i tylko On może nauczyć nas kochać prawdziwie...


..................

W podziękowaniu temu, który uświadomił mi istotę prawdziwej miłości.
Słowa "kochaj w milczeniu jak Jezus"- pozostaną w moim sercu na zawsze. Dziękuję.

źródło fot.: www.sadeczanin.info

poniedziałek, 21 lutego 2011

Mt 5

38 Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! 39 A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! 40 Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! 41 Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! 42 Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. 43 Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. 44 A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; 45 tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. 46 Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? 47 I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? 48 Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

wtorek, 15 lutego 2011

Gdybym znów miała wychować swoje dziecko

Diana Loomans



Gdybym znów miała wychować swoje dziecko,
Palcami częściej bym malowała niż wytykała
Rzadziej bym poprawiała błędy, a częściej nasze relacje.
Patrzyłabym na dziecko, a nie na zegarek.
Rządzę wiedzy zamieniłabym na troskę.
Urządzałabym więcej pikników i puszczała więcej latawców.
Przestawałabym udawać poważną i poważnie wzięła się do zabawy.
Częściej biegałabym po polach i patrzyła na gwiazdy.
Częściej bym przytulała, a rzadziej szarpała.
Krytykę zamieniłabym na pochwały.
Zbudowałabym poczucie własnej wartości, a dopiero potem nowy dom.
Mówiłabym mniej o umiłowaniu siły,
A więcej o sile miłości.


.................................


źródło fot.: www. strykowski.net

poniedziałek, 14 lutego 2011

Bo czas mija bezpowrotnie...



Mijają dzień za dniem, tydzień za tygodniem, a ja niezmiennie walczę ze swoimi słabościami. Niektóre z nich są ze mną tak długo, że zaczynam się zastanawiac czy oby po takim czasie nie stały się już nierozerwalną częścią mnie... Mimo to, nie chcę się poddawać. Nawet jeśli dziś coś przychodzi mi z trudem, chcę próbować dalej. Bez pretensji i żalu do siebie i innych, bez złości i robienia sobie wyrzutów, ale z głęboką wiarą w powodzenie, każdego dnia chcę starać się zmieniać swoje życie na lepsze. Być lepszą mamą, córką, żoną, przyjacielem...

W trudny do opisania sposób czuję, że każdy dzień jest na wage złota...że żaden już nigdy nie wróci. Wiem, że nie mogę tracić więcej czasu. Po prostu nie mogę.

.........................................

źródło fot.: www.strykowski.net

niedziela, 13 lutego 2011

Ojciec


Wołałam Cię
I przemówiłeś do mnie
Prosiłam
A Ty przyszedłeś mi z pomocą

Ocierałeś łzy
Koiłeś serce
Szeptałeś,że jesteś ze mną
I że będziesz
W każdym momencie

Jak prawdziwy ojciec


.........................................

źródło fot.: www.strykowski.net

niedziela, 6 lutego 2011

* * *

Dziękuję Ci po prostu za to, że jesteś
za to, że nie mieścisz się w naszej głowie, która jest
za logiczna
za to, że nie sposób Cię ogarnąć sercem,które jest
za nerwowe
za to, że jesteś tak bliski i daleki, że we wszystkim inny
za to, że jesteś już odnaleziony i nieodnaleziony jeszcze
że uciekamy od Ciebie do Ciebie
za to, że nie czynimy niczego dla Ciebie, ale wszystko
dzięki Tobie
za to, że to, czego pojąć nie mogę - nie jest nigdy
złudzeniem
za to, że milczysz. Tylko my - oczytani analfabeci
chlapiemy językiem


Ks. Jan Twardowski

czwartek, 3 lutego 2011

Być dobrym...

"Bycie dobrym nie polega na tym,
że nie popełnia się żadnego błędu.
Bycie dobrym polega na posiadaniu woli poprawy."

Św. Jan Bosko

środa, 2 lutego 2011

Przemysław Babiarz jakiego nie znacie


Jakiś czas temu na moim blogu pojawiła się kategoria o nazwie ZNANI-NIEZNANI. Zapraszam Was dziś do przyjrzenia się sylwetce znanego komentatora sportowego - Przemysława Babiarza. "Dziennikarz z łatką ortodoksa opowiada o tym, że wierność zasadom swojej wiary, wbrew pozorom, wcale nie jest dla mocarzy, ale dla ludzi słabych. To niezbędny punkt odniesienia przy podejmowaniu wyborów w świecie, w którym coraz więcej rzeczy jest względnych." To naprawdę wyjątkowa rozmowa. Zapraszam serdecznie. Jeśli chcesz oglądać KLIKNIJ TUTAJ Naprawdę warto.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Modlitwę można wyśpiewać...


Chcę Wam dziś gorąco polecić płytę z fantastyczną muzyką chrześcijańską:) Płyta nosi tytuł WNIEBOWZIĘCI, a znajdziecie na niej utwory w wykonaniu znanych i lubianych polskich artystów (m.in. Mietka Szcześniaka, Moniki Kuszyńskiej, Beaty Bednarz). Osbiście ją uwielbiam! To muzyka ,która wnosi w moje życie radość ( zwłaszcza utwór zamieszczony niżej)ale przede wszystkim , pogodę ducha i niesamowity pokój w sercu. Polecam serdecznie !


Szczęście...


"Jezus daje nam, można powiedzieć, receptę na szczęście. Ludzie współcześni szukają, jak być szczęśliwymi, spełnionymi. Podaje się różne metody i sposoby osiągania tego stanu. Najczęściej w tych sposobach, w centrum jest egoizm człowieka. Ale w tym wszystkim pomija się to, co jest najważniejsze. Mianowicie pomija się fakt i tę prawdę, że tylko kochając i dając, można być naprawdę szczęśliwym.

Tylko wtedy kiedy będę potrafił popatrzeć ponad własne, egoistyczne żądze i pragnienia,i otworzyć się na drugiego człowieka, tylko wtedy tak naprawdę osiągnę prawdziwą wewnętrzną satysfakcję. Osiągnę satysfakcję płynącą od Boga, od Jego błogosławieństwa, które daje prawdziwe szczęście, radość i spełnienie."

("Żyć Ewangelią. Codzienna Ewangelia z rozważaniami.2011"
Fragment komentarza do Ewangelii Mt 5,1-12a )

...........................
źródło fot. : pochylajacsie.blog.onet.pl

Mt 5,1-12a

1 Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. 2 Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: 3 "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. 4 Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. 5 Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. 6 Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. 7 Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. 8 Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. 9 Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. 10 Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. 11 Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. 12 Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.

piątek, 28 stycznia 2011

Dziękuję !


Wdzięczność to jedno z najpiękniejszych uczuć jakie znam. Są dni kiedy pojawia się już w momencie otwarcia oczu... Budzę się i w jednej chwili widzę wszystko co podarował mi Bóg, a moje serce w swojej skrytości krzyczy radośnie "dziękuję !". I choć cały materialny świat, w którym żyje jest mi ogromnie bliski i codziennie, z nieopisaną radością, patrzę na swój dom, ukochane przedmioty, słońce za oknem, rośliny i niezliczoną ilość innych, namacalnych darów Bożych, to jednak najmocniej dziękuję Mu za wszystkich wspaniałych ludzi, których postawił na mojej drodze. Ludzi,z których każdy z osobna, ma swoje miejsce w moim sercu. Rodzina, przyjaciele, znajomi... Myślę o tym jak bardzo są dla mnie ważni. O tym co nas połączyło, o naszych radościach i smutkach, o czasie, którym (mimo że ciągle narzekamy że mamy go za mało) nawzajem się obdarowujemy. Rozmowa w cztery oczy , wirtualne spotkanie w sieci, wspólnie wypita kawa, obejrzany film, zabawa, ciepły sms, życzenia w dniu urodzin... Nic tak nie podnosi na duchu jak świadomość, że nie jest się na tym świecie samym, nawet jeśli czasem tak właśnie się czujemy.

wtorek, 25 stycznia 2011

Obejrzałam. Zachwyciłam się. Polecam !

















Bohater filmu, rezolutny Tomek Łoziński, ma 6 lat. Poznaje świat przemierzając park na hulajnodze. Zatrzymuje się, by wąchać kwiaty, gonić motyle, nakarmić wiewiórkę i łabędzie. Przede wszystkim jednak zatrzymuje się przy stojących wzdłuż parkowych alejek ławkach, na których siedzą stare kobiety i starzy mężczyźni. Rozmawiając z nimi konfrontuje swoją wiedzę z ich doświadczeniami. Dowiaduje się o potrzebie wiary i nieuchronności śmierci, wartości zdrowia, pracy i rodziny, dolegliwościach starości, przyczynach biedy, roli pamięci kolejach ludzkich losów, na które wpływ miewa i historia, i ich własne decyzje. Przekonuje się, że samotność może być przekleństwem, ale i cenioną wartością. Nie chce przyjąć do wiadomości, że los ma wypisany na dłoni. Nie chce pogodzić się z nieuchronnością. Pełen dziecięcych złudzeń jest przekonany, że w życiu wszystko może się przytrafić: można na przykład spotkać małego dinozaura albo starszy pan w okularach może żyć 120, a nawet dużo więcej lat. Przejażdżka Tomka przez park stopniowo zmienia się w symboliczną wędrówkę przez życie. [TVP]

...................................................


Księga

Tajemnicze ludzkie życie.

Po cichu, nikomu nie mówiąc, że już jest, zaczyna się.
Po cichu też, nikogo nie uprzedzając , że oto za chwilę już go nie będzie, gaśnie. Zarówno w jednym jak i w drugim przypadku, możemy przeczuwać, ale nigdy nie będzie nam dane mieć pewności,  że to już... że to właśnie ten moment...

Bywa, że jest jak stara, gruba księga. Zniszczona upływem czasu nie wygląda już pięknie. Nie zwraca uwagi nowatorską, kolorową okładką, ale jest nieco przykurzona i  jakby trochę zapomniana. Nikt już nie pamięta jak wiele przeszła. Nikt nie zastanawia się co takiego kryje się za jej twardą, zniszczoną obwolutą. Nikt nie spodziewa się też , że jej kruche, pożółknięte kartki, mogą zaskoczyć niezwykłym bogactwem treści.

Nie bójmy się starości. Nie strońmy od starych ksiąg. To właśnie one mogą nauczyć nas więcej niż niejedna, lśniąca nowością książka. To jedne z największych  skarbów jakie mamy... Nie zapominajmy o nich.

....................................................................................

Podyktowane wdzięcznością za niedawno ukończone 100 lat życia mojego dziadka.

źródło fot.: magia-ksiazek.blog.onet.pl

czwartek, 13 stycznia 2011

O tych, którzy przyszli i którzy odeszli...

Życie nieustannie przeplata się ze śmiercią.  

Na świat przychodzą cudowne, maleńkie istotki.
Rodzą się  uszczęśliwiając nas swoja obecnością.
Są delikatne, niewinne, bezbronne.
Ich życie- niczym czysta, niezapisana karta-
zaczyna wypełniać się wg. nikomu nieznanego scenariusza. Tylko On jeden wie, jaką treścią zostanie zapisana. To w Jego rękach spoczywa ich los...

Niemal w tym samym czasie odchodzą wspaniali, wielcy ludzie. Ich życie mogło jeszcze trwać, a jednak odeszli.
Odchodząc, tak naprawdę nie odeszli do końca.
Pozostawili bowiem  trwały ślad w niejednym ludzkim sercu.I choć fizycznie już ich nie ma, w naszej pamięci, na zawsze zapisze się ich szczery uśmiech i dobroć, którą nas w sobie rozkochali ...




wtorek, 4 stycznia 2011

Droga



Za serca rozterki
Smutek z trudem skrywany
Łzy, co wierzyć już nie chciały

Dziękuję Ci Panie

To one
Niby przypadkiem
Właściwą drogę mi wskazały








...............................................................

Poświąteczna ankieta

Zapytajmy sami siebie : Jaki był nasz stosunek do świąt ?
Co w czasie świąt skorzystalismy dla swojej duszy ?
Jaki wysiłek włożyliśmy w przygotowanie świątecznego stołu, a jaki w przygotowanie do świąt samych siebie ( w myśl Świętego Pawła : Przyobleczcie się w nowego człowieka)?
Czy święta przeżywamy, czy przeżuwamy ?
Czy przy śpiewaniu kolęd otwieramy usta, czy także serce ?
Czy - kiedy śpiewamy słowa kolędy: "A Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami" - rozumiemy ich relaizm ? Czy czasem nie wydaje się nam, że słowo ciałem się stało i mieszkało poza nami ?
Czy zapalając świeczki na choince, staramy sie o to, aby mieć w sobie ciepło wewnętrzne ?
Czy przy choince naprawdę rozchmurzamy się, czy znowu mamy pretensje do Boga i do całego świata ?
Czy nie zatruwamy Dzieciątka Jezus wirusami swojej nieżyczliwości ? Czy nie ziębimy Go swoim chłodem i nie przygniatamy swoją małością ?
W jakim stopniu radujemy się samym faktem Bożego Narodzenia, a w jakim stopniu myślimy tylko o własnych zgryzotach, smutkach, potrzebach ?
Czy ta gwiazda betlejemska jest dla nas tylko ozdobą choinkową, deklaracją świąteczną, czy drogowskazem, który nam wskazuje drogę do Boga ?
Czy narodziny Boga stały się naszymi narodzinami w Panu Bogu ?

Ks. Jan Twardowski
( " Kilka myśli o Bożym Narodzeniu " )


............................................................

żródło fot. : www.tolle.pl