wtorek, 29 grudnia 2009

Mija Rok...


Odnelźc samego siebie


ci młodzi ludzie
dziewczyny i chłopcy
mówią szybko niewyraźnie
mówią że szukają siebie
szukają miłości boga
zbierają się w wielkie stada
grupy grona gromady
sto tysięcy dwieście pięćset
milion Czy to nie błąd
czy rzeczywiście
można w tym tłumie
odnaleźć siebie
nadzieję miłość wiarę
czy najpiękniej unosi się do nieba
modlitwa miliona spoconych
ciał czy o to chodziło
Nauczycielowi

jeden skowronek
jedna nuta dotrze do Ukrytego
ale milion skowronków
to jest coś
monstrualnego
opamiętajcie się młodzi przyjaciele

jesteście przerabiani
na masę
masę ludzką '
masowego odbiorcę
jesteście przerabiani
na ciemną masę
na masę towarową


proszę was
nie bójcie się samotności
nie bójcie się ciszy
nie bójcie się nudy
pamiętajcie
że milczenie jest wymowne
że nienawiść krzyczy ryczy
ujada i wyje
miłość uśmiecha się milczy
czeka na was

- Tadeusz Różewicz
"Odnaleźc samego siebie"



poniedziałek, 28 grudnia 2009

Właściwy kierunek...



"Ludzie często przeżywają swoje życie od końca: próbują zgromadzic jak najwięcej rzeczy lub pieniędzy, by miec więcej tego, czego pragną, i w ten sposób byc szczęśliwymi. Jedyny i najlepszy sposób jest zupełnie inny. Najpierw musisz byc tym, kim jesteś naprawdę, następnie robic to co musisz, by miec to, czego pragniesz."
- Margaret Young

piątek, 25 grudnia 2009


Boże Narodzenie


Za nami Wigilia Bożego Narodzenia... Mam nadzieję, że ten wyjątkowy wieczór spędziliście w gronie najbliższych, w atmosferze rodzinnego ciepła i radości z Narodzenia Pańskiego.

Pogoda wprawdzie nam nie dopisała, ale w końcu to nie śnieg jest w te Świeta najważniejszy...

Życzę Wam Kochani  by Wasze serca wypełnione były zawsze Bożym pokojem, wiarą, nadzieją oraz miłością... i nie tylko przez te najbliższe dwa świąteczne dni, ale codziennie. By Jezus Chrystus, którego przyjście na świat dziś świetujemy, na zawsze zagościł w Waszych sercach i prowadził Was przez życie.

Obyśmy zawsze pamiętali, że to On, nikt inny,  jest Drogą, Prawdą i Życiem...

Zdrowych i spokojnych Świąt Kochani.

czwartek, 17 grudnia 2009

Dobro i zło


"Tajemnica ściga tajemnicę, zbrodnia podąża za zbrodnią. Zło przybiera rozmaite maski i kostiumy, podszywa się pod dobro i sprawiedliwość. Jest cyniczne i bezlitosne, zna każdy podstęp i nie waha się przed najokrutniejszą przemocą. Posługuje się sztyletem, intrygą, bogactwem, władzą. Sięga po sekretne symbole wiary i kultury, używa najbardziej zawikłanych szyfrów. Ale ostatecznie dobro zwycięża, prawda wychodzi na jaw, maski zła zostają oddarte, a kara wymierzona. Tajemnica obnażona przez jasne światło prawdy, przestaje być tajemnicą."

-— Zbigniew Mikołejko

środa, 16 grudnia 2009


Tajemnica...


"Nie istnieje wyjaśnienie wszelkiego cierpienia, zła, męczarni, zniszczenia i głodu na świecie. Nigdy tego nie wyjaśnisz. Możesz bawic sie swoimi wyjaśnieniami- ale nie wyjaśnisz tego nigdy. Bo życie jest tajemnicą, co oznacza, że twój myślący umysł nie jest tego w stanie rozwikłac. Dlatego własnie masz się przebudzic i wtedy dopiero pojmiesz, że nie w świecie ukryte są problemy, ale że ty sam jesteś problemem."
- Anthony de Mello

Bo do poznania dobra potrzebne jest zło...




Kiedy w moim życiu pojawił sie Bóg, zmieniło się wszystko. Moje spojrzenie na siebie, na innych...podejście do pracy, zdobywania... stosunek do sytuacji trudnych i bolesnych...
Kiedy Pan wskazał mi moją ścieżkę, nie przypuszczałam że bedzie tak kręta i zawiła. Nie miałam pojęcia, że po drodze napotkam prawdziwy tor przeszkód i tak wiele razy przyjdzie mi upaśc. Nie wiedziałam także, że z upadków tych będzie pochodzic moja siła i że można powstawac  w taki sposób. To niepojete, ale wszystko, co jeszcze do niedawna mogłoby wydawac mi sie tragedią lub przekleństwem, okazało sie Bożym błogosławieństwem...


Od zawsze wiedziałam że Bóg do Dobro i nieskończona Miłośc . Osobiste doświadczenia były dla mnie niepodważalnym dowodem na to, że istnieje i działa w moim życiu. Były jednak i takie , które wyraźnie miały mi pokazac istnienie antagonizmu jakim jest zło i szatan. Czułam lęk na samą mysl o tym że jest... Czułam też jednak , że potrzebuje faktów, które jeszcze bardziej umocnią moją wiarę...które sprawia, że juz nigdy nie pojawi się chęc zboczenia z obranej przeze mnie drogi.  I tak, "przypadkowo", trafiła w moje ręce książka, z której dowiedziałam sie o Anneliese Michele. To co o niej przeczytałam zaintrygowało mnie tak bardzo, że mimo ogromnego lęku postanowiłam obejrzec nakręcony o niej dokument. Tego co przeżyłam podczas oglądania  filmu nie zapomnę nigdy... Dla mnie był to konkretny dowód na to,że szatan, postrzegany w dzisiejszych czasach niczym postac z bajki, istnieje naprawdę i niszczy ludzi, a z bajką nie ma nic wspólnego.


Zapewne zastanawiacie sie dlaczego o tym piszę... Skąd w ogóle ten temat...
Do tej pory tak spokojnie,raczej pozytywnie, a tu nagle słowo "szatan"...
Przede wszystkim dlatego, że ta nieopisana konfrontacja odegrała ogromna rolę w moim duchowym przebudzeniu. Przebudzeniu , po którym nie mam watpliwości że zły duch istnieje, a Panem naszego życia jest Bóg.


Wiem, że nie wszyscy zdobędą się na obejrzenie tego filmu. Wiem także , że nie każdemu jest on potrzebny. Od pewnego czasu czuje jednak, że tym wszystkim którzy potrzebują "motywacji" do zmiany swojego zycia i powierzenia go Bogu ( a wiem, że są tacy...) powinnam go pokazac.

W nawiązaniu do przytoczonych niedawno na łamach bloga słów ks. Marka Kruszewskiego- "potrzebny jest głód, żeby poznać smak chleba, potrzebny jest hałas, żeby smakować ciszę, potrzebny jest smutek, żeby poznać radość i strapienie, żeby wiedzieć, co to jest pocieszenie" -pozwolę sobie dopowiedziec, że potrzebne jest zło , żeby poznac dobro.

To film, który przeraża, ale przede wszystkim otwiera oczy.
Jesli jednak masz wątpliwości czy powinnaś (powinieneś) go obejrzec, zaczekaj na komentarz PADRE, który powinien ułatwic Ci decyzję. Myślę, że wkrótce  się pojawi...







poniedziałek, 14 grudnia 2009

I Ty możesz pomóc...

Okres poprzedzający Świeta Bożego Narodzenia to czas gdy więcej niz zwykle mówi się o pomocy potrzebującym. Ludzie w tym czasie są bardziej otwarci na innych i chętniej reagują na różnego rodzaju charytatywne akcje świateczne. Należy jednak pamietac, że pomoc potrzebna jest nie tylko w święta...a jeden, wysłany raz do roku sms o treści "pomagam" jest niczym kropla w morzu...Zarówno w Polsce jak i na całym świecie, olbrzymia liczba ludzi , których dosięgła bieda, choroba, głód... codziennie czeka na Twoją pomoc. Jest wiele sposobów by wyciągnąc do nich pomocna dłoń i ofirowac dobro. Nie czekaj i pomóż juz dziś... Unicef i Caritas to przede wszystkim wiarygodnośc. To pewnośc, że moje i Twoje pieniądze trafią tam gdzie są potrzebne.To tylko dwie z wielu możliwości, ale warto od czegoś zacząc...Pamiętajmy o innych. Pomagajmy.







                                                           http://www.unicef.pl/2821.htm

                                                 http://www.unicef.pl/form_wplatanakonto.php



Życie szczęśliwe...


" (...) życie szczęśliwe nie zawsze musi łączyć się ze śmiechem. To bardziej życie sensowne, twórcze, natchnione, satysfakcjonujące. W tej koncepcji szczęścia potrzebny jest głód, żeby poznać smak chleba, potrzebny jest hałas, żeby smakować ciszę, potrzebny jest smutek, żeby poznać radość i strapienie, żeby wiedzieć, co to jest pocieszenie. Człowiek ma czerpać radość ze szczęścia rodzinnego, z tego że się napracował, że ktoś okazał mu dobro, że sam komuś pomógł i ma przyjaciół. I z tego, że Bóg go kocha."



- ks. Marek Kruszewski

niedziela, 13 grudnia 2009

Małe podsumowanie...



Czasem przebiega mi przez głowę myśl... (a może raczej zapytanie...) jak wiele jest osób, które w zetknięciu z nową Edytą i jej nowym spojrzeniem na życie, doszły do wniosku, że ten blog to miejsce ,w którym nie do końca się odnajdują... Ilu jest takich , ktorzy chętnie tu zaglądają i czytają bo czują podobnie jak ja... a ilu takich, dla których jeszcze nie wszystko jest jasne i narazie  "tak" nie czują , choc bardzo pragną zrozumiec i poczuc...

Wystarczy cofnąc sie do pierwszych komentarzy by zauważyc, że są tacy którzy odeszli. Byc może tylko zamilkli...
Nie wiem.


Kiedy zaczynałam pisac tego bloga nie zakładałam , że bedzie on  mega pozytywny, a ja będe pisac tylko o tym co lekkie, łatwe i przyjemne. Jedynym założeniem było to, że będę pisac z sercem (dlatego, że pragnę, nigdy z poczucia obowiązku) , a wszystko w jednym celu ...by dzielic się dobrem.

Bóg to bez wątpienia Największe Dobro, dlatego właśnie o Nim piszę najczęsciej...
Piszę o Nim także dlatego, że bardziej niż kiedykolwiek wcześniej czuję jak bardzo obecny jest w moim życiu . Ja po prostu nie potrafię o tym nie pisac... Całym sercem pragnę dzielic się tym co w moim odczuciu dobre i ważne , bez względu na to co powiedza lub pomyslą inni. Nie tylko tym co przyjemne...także tym co trudne i bolesne. Zrozumiałam bowiem, że takie wydarzenia również mają swoją wartośc...

Jestem pewna, że Bóg ani przez chwilę mnie nie opuścił i nawet wtedy gdy nie był dla mnie zbyt ważny, obserwował mnie uważnie. Jak nikt inny znał każdy mój krok... każdą myśl... każdy zakamarek mojej duszy. W głębi serca pragnęłam Go od dawna, nie wiedziałam tylko gdzie Go szukac... Błądziłam jak dziecko we mgle. Czułam , że Ten którego szukam jest bardzo blisko... że coś w moim życiu zaczyna się zmieniac... jakby nagle zaczynały docierac do mnie promyki Światła , zaczynając powoli wybudzac mnie ze snu w jakim pogrążona byłam od lat.

Kiedy w końcu olsniło mnie, że  miejscem w którym powinnam Go szukac  jest kościół, długo nie mogłam sie do niego przekonac. Chodziłam tam w kratkę, uzależniając swoje uczestnictwo w Mszy Św. od nastroju. A wszystko w imię "odpowiedzialnego rodzicielstwa" ( bo przecież mój syn niedługo zacznie przygotowania do Komunii Św.) Z czasem nie wystarczało mi już chodzenie do kościoła tylko ze względu na dorastające dziecko, dla którego powinnam byc wzorem . Nieustannie prosiłam więc o pomoc...o jakis znak... bym wreszcie mogła poczuc że jestem częscią  Kościoła, a nie tylko jestem w kościele... żeby słowa które wypowiadam mechanicznie podczas Liturgii zaczęły we mnie życ... a moje serce wypełniła prawdziwa, szczera miłośc do Boga, a nie jej namiastka.

Aż pewnego dnia pojawił się znak, a On wskazał mi ścieżkę...
Teraz musiałam już tylko zdobyc się na odwagę by na nią wejśc.

Od tamtej pory wiedziałam już, że nic co wydarzyło sie w moim życiu nie było dziełem przypadku... Ani ludzie którzy nagle pojawili sie wokół mnie...ani sytuacje, które miały miejsce...

c.d.n


środa, 9 grudnia 2009

...

"Noś w sercu słońce, niezależnie czy trwa burza czy śnieżyca, czy też niebo jest pełne chmur, a ziemia pełna kłótni. Noś słońce w sercu, a przyjdzie to, co oświetli ci pełnią światła najciemniejszy dzień."

By nie umknęło z oczu to co naprawdę ważne...



Okres przedświateczny to dla większości osób czas przygotowań do Świąt. Czas kupowania prezentów, dekoracji  i  innych rzeczy związanych z nadchodzącymi Swiętami Bożego Narodzenia. Bez wahania moźna nazwac ten okres czasem "wielkiego kupowania".Niestety poświęcając zbyt dużo uwagi materialnemu aspektowi tego okresu, często zapominamy o najwazniejszym... duchowym wymiarze  zarówno samych Świat jak i poprzedzającego je Adwentu.

Oczywiście kupowanie samo w sobie nie jest złem , a szczytem hipokryzji byłoby stwierdzenie, że mnie ono nie dotyczy... bo dotyczy, tak jak każdego z nas. Poza tym moja praca  w dużym stopniu polega właśnie na zachęcaniu innych do kupowania.
Po raz kolejny jednak problem tkwi nie tyle w samym zachowaniu, co w przekraczaniu pewnych granic... Granic , których przekraczac się nie powinno, a juz na pewno nie powinien przekraczac ich zdeklarowany chrześcijanin.

No właśnie...

Ja , choc za chrześcijankę uważam się odkąd pamiętam, dopiero teraz ,mając 32 lata, czuję sie nią naprawdę. Dopiero teraz zaczynam rozumiec o co w tym wszystkim chodzi... 
Jeszcze nie tak dawno sama jak oszalała biegałam od sklepu do sklepu w przeświadczeniu, że bez pewnych rzeczy Święta w moim domu nie zaistnieją. Do głowy mi wówczas nie przyszło, że robię coś nie tak...że w tym całym zapędzeniu zapominam o najważniejszym.

Bo przecież Świeta Bożego Narodzenia to coś więcej niż tylko upominki, choinka, szopka i inne świąteczne symbole... Powiedziałabym nawet, że samo spotkanie z rodziną to też jeszcze nie Święta...To wszystko jest ważne, ale czy naprawdę najważniejsze?

Można kupic komuś piękny prezent z poczucia obowiązku, ale nie zrobic nic by obdarzyc tę osobę prawdziwą miłością... Można połamac się z kims opłatkiem podczas kolacji wigilijnej , a w sercu dalej nosic zadrę...Można fizycznie byc na Pasterce , a w wymiarze duchowym nie byc na niej w ogóle... Można przetrwac Święta nie odchodząc od stołu, ale w ogóle ich nie przeżyc...

Tak często wypełniamy ten świateczny czas wszystkim co piękne na zewnatrz, podczas gdy nasze wnętrza nie zmieniają się w ogóle... Czyż to nie smutne...?

Ja postanowiłam to zmienic...
Zaczęłam od Adwentu, który szczerze mówiąc dotychczas dla mnie nie istniał.
Dziś już wiem, że wcale nie chodzi w nim tylko o odmawianie sobie różnych rzeczy, ale jest to wyjatkowy czas, który ma swą głębię...  I własnie tę głębię postanowiłam odkryc. Postanowiłam też, że większośc potrzebnych na święta rzeczy kupię wcześniej i postaram się by ta cała  zewnetrzna otoczka nie przysłoniła mi to tego co w tym czasie najważniejsze... by był to czas wypełniony spokojem i miłością . Czas , w którym nie tylko spędzę miłe chwile z rodziną, ale który przede wszystkim pomoże mi zbliżyc się do Boga.

sobota, 5 grudnia 2009

...


Tyle póz



Gdy niektórzy ludzie opuszczają swe cztery ściany i idą pośród ludzi,
wchodzą na wysoki podest, niewidzialną scenę. Myślą:Zapalaja sie reflektory,
jestem teraz w pełnym świetle,
Wszyscy na mnie patrzą.I gdy wszystko inne tonie przed nami w ciemności, ci rozkoszuja się jasnym blaskiem: spójrzcie na mnie, tu jestem, tu jest moje Ja.

Ludzie zadufani w sobie uważają się za wspaniałych.
Nie potrafią sobie wyobrazic, że oprócz nich
mogłoby istniec coś godnego uwagi.
Ich zdanie jest zawsze najmądrzejsze, ich praca najważniejsza, ich przeżycia najciekawsze, ich choroba najgorsza.

Jak często mówimy w ciągu dnia: Ja ? Co masz na mysli?
Sądzę, że nieźle bysmy się zdziwili,
podliczywszy nasze tysiąckrotne Ja.
Jak szybko wysuwamy sami siebie na pierwszy plan,
gdy obcujemy z ludźmi.
Jak chętnie kierujemy światła reflektorów na nas samych,
gdy rozmawiamy z innymi.

Tyle póz- czy to nie śmieszne?
Czyź nie byłoby prościej zejśc z podestu i wyłączyc reflektory?
Staniemy sie szczęśliwi, gdy uwolnimy się
od śmiesznej pogoni za urojona wielkością,
gdy pozostaniemy po prostu człowiekiem,
zupełnie normalnym czlowiekiem.


- Phil Bosmans

czwartek, 3 grudnia 2009

środa, 2 grudnia 2009

MOŻE



Może wierzysz tak sobie                                                                                                
lepiej
gorzej
jak żółw pomaleńku

uwierz wreszcie naprawdę
po ciemku




- Jan Twardowski







wtorek, 1 grudnia 2009

Siła...


Miec siłę by powstac...




Kiedy byliśmy dziecmi zmienialismy się z dnia na dzień ...Każdy dzień odkrywał przed nami coś nowego, a my z nieopisaną radością i nadzwyczajną, dziecięcą ciekawością poszukiwaliśmy kolejnych wyzwań. Aby poznac coś nowego nie wahaliśmy się ani przez chwilę...najważniejsze było to palące pragnienie poznania, które nosiliśmy głęboko w sercu. To dzięki niemu, nauczyliśmy się stawiac pierwsze kroki.... To ono kazało nam podnosic się za każdym razem gdy upadaliśmy...raz po razie...by w końcu nauczyc się chodzic i spojrzec na świat z zupełnie innej perspektywy.  Bolesne upadki okazały się nieodzownym elementem przejścia do nowego etapu naszego dzieciństwa. Pragnienie - to ono było motorem do działania.  Jeszcze wiele razy po tym jak już nauczylismy sie chodzic, nasze pragnienie poznania odzywało się w nas i zachęcało do nowych odkryc. Nie przerażały nas pościerane kolana , zranione ręce, siniaki ... Ból okazał się wpisany w proces jakim jest poznawanie świata i odkrywanie samego siebie. Z czasem przybrał on inny charakter... Jako młodzi ludzie coraz częsciej czuliśmy sie niezrozumiani, zlekceważeni , a czasem wręcz odrzuceni. Kłopoty w szkole, konflikty z rodzicami ... z rówieśnikami... , pierwsze zawody miłosne. Za każdym razem pojawiało sie ono... cierpienie. Tysiące zadawanych sobie pytań i poczucie bezradności w obliczu wciąż pojawiających sie problemów. Z każdego upadku tak trudno było się podnieśc i tak trudno było pojąc jego sens... Czasem przepełniało nas uczucie, że spada na nas tak dużo , iż więcej nie zdołamy już unieśc. A jednak daliśmy radę...

Życie biegnie dalej, pojawiają się kolejne pragnienia i kolejne trudności wpisane w ich realizację. Małżeństwo... macierzyństwo... ojcostwo... praca... Codzienne obcowanie z drugim człowiekiem i codzienna nauka miłości. Cierpienie i radośc. Upadanie i powstawanie.

Tak często  łudzimy się, że życie będzie kiedyś łatwe... Ale czy ktoś nam to kiedys obiecał... ?  Piękne nie znaczy łatwe... Piękne znaczy dobre. Uczmy sie więc codziennego powstawania...w rodzinie, w pracy , dla siebie i innych... Nie oczekujmy, że kiedyś staniemy sie doskonali a wraz z nami nasze życie...że nadejdzie moment, w którym już zawsze będzie nam lekko i przyjemnie. Życie to ciągłe upadanie i powstawanie... Można upadac wiele razy, czasem dotkliwie i boleśnie. Można stracic poczucie sensu, stac na rozstaju dróg lub nad zyciową przepaścią... Może byc bardzo, bardzo trudno...


Jest jednak Ktoś z kim wszystko jest możliwe, nawet gdy nam wydaje sie nieprawdopodobne. Ktoś kto w  cierpieniu nie tylko nam ulży, ale także pokaże jego sens.
Nie odrazu, nie dziś...ale przyjdzie taki dzień gdy pomoże nam zrozumiec.
On da  siłę nie tylko by powstac...da nam ją także by móc zrobic kolejny krok...
Nie bójmy się Go szukac... nie bójmy sie prosic...
On jest i czeka... Każdego dnia.
Na mnie, na ciebie...na nas. 


wtorek, 24 listopada 2009

Z dedykacją dla Artura :)



Ale...



" Niezadowolenie samo w sobie nie jest więc wcale negatywne- wręcz przeciwnie można potraktowac je jako prezent dla naszej duszy, który ma nami wstrząsnąc, byśmy wykonali następny krok w naszym rozwoju. Ale przed tym następnym krokiem często dochodzi, do wewnętrznego chaosu, w czasie którego nie możemy ani oderwac się od przeszłości, ani skupic się na tym, co nowe- wszędzie jest jakieś "ale" "

- Elisabeth Mardof

Ale..





Nie chcę stracic tego, co mam, ale
Tam gdzie jestem, nie chcę zostac, ale
Nie chcę opuścic tych, których kocham, ale
Nie chcę widziec już tych, których znam,ale
Nie chcę umrzec, tam gdzie żyję, ale
Tam, gdzie umieram, nie chcę pójśc:
Chcę zostac tam, gdzie nigdy nie byłem.


- Thomas Brasch



poniedziałek, 23 listopada 2009

Błędy przeszłości...



"Błędne drogi są ważnymi doświadczeniami, z których możemy się wiele nauczyć.Tworzą one barwną ukladankę z wieloma kolorami i liniami -
a jeśli bedziemy wystarczająco odważni, odkryjemy w tej układance wątek,
nić,która wyprowadzi nas z labiryntu."


-Elisabeth Mardof  

Na dobranoc...


niedziela, 22 listopada 2009

Bo wszystko jest po coś...


SŁOWO

Niedziela to wyjatkowy czas. Jak mawia mój dobry znajomy- czas dla Pana. Dla wielu z nas to także czas rodzinnych spotkań i okazja do tego by trochę odpocząc. Jedni chodzą na spacery (niektórzy wciąż do centrów handlowych niestety), drudzy zanurzają się w lekturze, a jeszcze inni włączają telewizor i szukaja w nim coś dla siebie. Tak się złożyło, że dziś (m.in) znalazłam się w tej ostatniej grupie( m.in podkreslam ;). Korzystając z wolnej chwili postanowiłam obejrzec jeden z telewizyjnych programów rozrywkowych , który jakiś czas temu nagrałam sobie z zamiarem obejrzenia go w dogodnym czasie.Musze przyznac, że z każdą minutą programu czułam coraz większą  irytację...

To nieprawdopodobne, ale podczas 30 minutowego programu, z ust prowadzącego (którego na marginesie naprawdę lubię)  i jednego z gości (tę osobę akurat lubię mniej) co najmniej kilkanaście razy, padało słowo Jezus ...W połączeniu z Marią też się pojawiło...

Banalna sprawa wydawałoby się co niektórym. Mi , kiedyś, pewnie też. Ale przyznaję, że od pewnego czasu jestem na to bardzo wyczulona. Bo przecież nie czepiałabym sie gdyby te słowa pady z ust w godny ich sposób...Gdyby ktoś użył ich z szacunkiem , w kontekście biblijnym... Ale nie... nikt ich w takim kontekście nie użył. One padały zupełnie poza ich znaczeniem... Wyrzucone dla zabawy... Jakby nic nie znaczyły... Dla lepszego brzmienia również w języku angielskim :(

Czyż to nie smutne... ?

Poruszyło mnie to, bo dla mnie (jak i dla wielu innych osób przypuszczam) te słowa są niezwykle ważne...powiem więcej...one są święte. Niestety bezmyślne rzucanie ich na wiatr jest czymś tak naturalnym w dzisiejszym świecie, że aż brak mi słów by oddac co czuję gdy o tym myślę...


Tak łatwo wzywamy Boga pod wpływem chwili...w emocjach...w oderwaniu od jego świętości...Tak łatwo przychodzi  nam powiedziec Jezus gdy nadchodzą Święta Bożego Narodzenia... Tak łatwo przechodzi przez gardło słowo Bog podczas niedzielnej Mszy św....
Ale kiedy znajdzie się człowiek, który w zwykły dzień mówi o Jezusie...o jego boskości,  niezwykłości i mocy , czyż nie patrzymy na niego jakby był z innej palnety...???

Nie jestem święta. Są sytuacje w których te słowa wychodzą również z moich ust... w sposób z którego nie jestem dumna. Boli mnie to, bo zrozumiałam co to znaczy dla mnie... dla mnie jako chrześcijanina. Na szczęscie jest sposób na to by się z tego oczyścic i nieustannie uczyc się życ na nowo...tak, by nie łamac więcej tego ważnego, a tak często lekceważonego przykazania...



...


sobota, 21 listopada 2009

Przebudzenie c.d

"Przebudzenie to duchowośc. Ludzie najczęściej śpią, nie zdając sobie z tego sprawy. Rodzą się pogrązeni we śnie. Żyją we śnie. Nie budząc się zawieraja małżeństwa. Płodzą dzieci we śnie i umierają, nie budząc się ani razu. Pozbawiaja sie tym samym możliwości zrozumienia niezwykłości i piękna ludzkiej egzystencji. (...)

Niektórych z nas budza bardzo twarde doświadczenia życiowe.Cierpimy tak bardzo, że się budzimy. Ale ludzie wciąż na nowo zderzają się z życiem. I kontynuują swój lunatyczny marsz. Nie budzą sie nigdy. Nawet nie podejrzewają, że może byc jakaś inna droga. Do głowy im nie przyjdzie, że może istniec coś lepszego. A jednak, jeśli nawet nie zderzyłeś sie wystarczająco z życiem i nie nacierpiałeś sie dostatecznie, masz jeszcze jedną drogę prowadzącą do przebudzenia. Po prostu naucz się słuchac.(...)

Oto na czym polega uczenie się duchowości; oduczanie się prawie wszystkiego, czego cię nauczono. Jest to chęc oduczania się, umiejętnośc słuchania.

Czy słuchasz w taki sposób, jak czyni to większośc ludzi, którzy słuchają jedynie po to, aby sie utwierdzic w tym, co i tak w cześniej wiedzą? (...)
Czy słuchasz jedynie po to, by potwierdzic jedynie swe dotychczasowe przekonania? A może słuchasz by odkryc coś nowego? To bardzo ważne, po co słuchasz. I jakże trudno śpiącym to odróznic. Jezus głosił DOBRĄ nowinę, a jednak odrzucono ją. Nie dlatego, że nie była dobra, ale dlatego, że była nowa. Nie cierpimy rzeczy nowych. Nienawidzimy ich. Im szybciej sobie to uświadomisz tym lepiej. Nie chcemy wiedziec rzeczy nowych, jesli nas niepokoją. Zwłaszcza, jeśli wymagaja od nas zmiany nas samych. A najbardziej nie chcemy ich, gdy wymagają od nas stwierdzenia:" Myliłem się."

- Anthony de Mello

.............................................................................................................................



piątek, 20 listopada 2009

Bo nie jesteś sam...




"Nadejdzie taki dzień, kiedy otworzą się drzwi przed tymi, którzy pukają;
ci, którzy prosza będą wysłuchani;
a zrozpaczeni doznają pociechy."


-Paulo Coelho

czwartek, 19 listopada 2009

Coś co koniecznie trzeba zobaczyc...Od Moniq dla Was :)


Dziękuję...mimo wszystko.



Czasami nie wszystko idzie po naszej myśli...W najmniej oczekiwanym momencie zaczynaja chorowac  nasze dzieci, nie wysypiamy się, aż w końcu nas samych nagle zaczyna coś łamac w kościach i brakuje chęci na cokolwiek. Cały dzień zaplanowany, a lista spraw do załatwienia tylko czeka na nasz pierwszy ruch...  Jakby tego było mało, właśnie wtedy kiedy najbardziej potrzebujemy chwili spokoju, wszyscy sobie o nas przypominają, a telefon nie przestaje dzwonic. Miłe telefony zawsze są mile widziane, te można odbierac zawsze... najgorsze sa tzw. trudne sprawy...  Niektóre z nich potrafią zirytowac człowieka nawet w najcudowniejszy dzień, a kiedy dopadają go w momencie kryzysowym, kiedy kompletnie mu brakuje sił, niestety nie jest dobrze. Pytanie co wtedy...?  Jak zebrac w sobie siłę do pokonania przeciwności ? Co zrobic by otrząsnąc się z negatywnych emocji ? Jak rozbudzic w sobie pozytywną energię i chęc do życia? Gdzie szukac pomocy?

I wtedy znowu pojawia sie On. Przypomina, że w życiu nie zawsze musi byc miło, łatwo i przyjemnie. Że nawet w tych trudnych sytuacjach jest jakiś ukryty plan... Jego plan. I wtedy, mimo że nie jest łatwo, po raz kolejny mówię w sercu  DZIEKUJĘ. Za to co jest, nawet jesli nie do końca mi sie to podoba. Myslę sobie, że  przecież takie momenty w życiu też są potrzebne...a ja  przecież nie jestem z tym wszystkim sama...
Najważniejsze że jestem... że są ci wszyscy których kocham... W końcu nie musiałam się dzisiaj obudzic...a jednak otworzyłam oczy, a moje serce nadal bije...

wtorek, 17 listopada 2009

Dziękuję...


Każdego ranka, gdy otwieram oczy i z radością witam nowy dzień, mam w sercu słowo DZIĘKUJĘ...
Za to, że dane było mi się obudzic...za usmiech na twarzach moich dzieci ...za ich pełne miłości "cześc mamo", którym witają mnie każdego poranka...za kochające spojrzenie mojego męża...za zapach kawy i grzanek, które czekają na mnie gdy wstanę... (nie zawsze, ale jednak... ;) ).
Za wyjatkowych ludzi, w naszej ulubionej stacji radiowej, którzy skutecznie nas dobudzają i wprawiaja w dobry nastrój... (nawet jeśli pogoda za oknem nie taka jaką bysmy sobie życzyli). Za piękno kwiatów na kuchennym stole, które uśmiechaja się do mnie ukradkiem...W końcu za tych wszystkich wspaniałych ludzi, których mam dookoła siebie ...za serdeczny głos przyjaciółki w telefonie...za ciepłego smsa od pewnego Anioła...za niezwykłe rozmowy z niezwykłymi ludźmi...
Za to, że nie jestem na tym świecie sama :)

Dziękuję za wszystko i wszystko oddaję Jemu... bo gdyby nie On, nie byłoby nic ...


piątek, 13 listopada 2009

Bo Bóg wskazuje nam drogę...



"Gdy odnajdziesz własną drogę, nie lękaj się. Musisz miec wystarczająco dużo odwagi, aby popełniac błędy. Poprzez rozczarowania,  porażki, zniechęcenie           Bóg wskazuje nam drogę."                                 


- Paulo Coelho

Dzień, którego nie ma...


zapomnialam
o sobie
o tym
co powinnam zrobic
tylko dla siebie
w ciąglym pośpiechu
z myślami pokręconymi
nie wiem
na czym stoję
dzien wczorajszy
był taki jak dziś
nie pamiętam
czy wykonałam wszystko
co chciałam
czy do jutra zostawię
a jutro
to już dzisiaj jest
zdaje mi się
że wyszłam
jednak siedzę w domu
wszystko w tempie kosmosu
szaleje
zatrzymam sie
choc na chwilę
o jednę sekundę

przeciagnę czas
wyskoczę
z trybow maszyny
dnia ktorego nie ma


- autor nieznany
(źródło: http://www.poezje.pl/)

czwartek, 12 listopada 2009

???


Powiedzieć "stop" i obudzić się do nowego życia...

Ludzie w dzisiejszych czasach tak bardzo sie śpieszą...Pędzą nie zauważając co dzieje się dookoła nich. Liczy się tylko ich cel, ich plany, ich niezależność. Tak rzadko myślą o innych, tak rzadko dostrzegaja ludzi i ich prawdziwe potrzeby( chyba że mogą im się do czegoś przydać). Nie mają czasu by sie zatrzymać,bo ciągle są ważniejsze sprawy... Ważniejsze od drugiego człowieka (często bardzo bliskiego)... od  zdrowia ( które mają tylko jedno)... szczerego spojrzenia na swoje życie (którego drugi raz przeżyć nie będzie nam dane)... Nie mają czasu na zadawanie sobie pytań, na refleksję , na złapanie oddechu, który powoli tracą. Nie maja czasu na uprzejmości, na bezinteresowne gesty dobroci, na uśmiech... Zaczynaja przypominac maszyny, które by funkcjonowac, nie potrzebują ani pożywienia ani snu.


Tylko czy to co pilne zawsze jest ważne?
Czy to za czym tak pędzą jest gwarantem  szczęścia?
Czy zdają sobie sprawę z tego co tracą w tej nieustannej pogoni ?

A może by tak zwolnić... ?
Nie rezygnować, tylko zwolnić...
Może raz na jakiś czas zatrzymać się, usiąść, pomyśleć...
Rozważyć czy nie omija nas w życiu coś ważnego... czy coś co naprawdę ważne nie zostało zsunięte na boczny tor... Zastanowić się czy nie pędzimy na oślep za tym co modne i wg. filozofii tego świata- niezbędne do szczęścia, a tak naprawdę zniewalające nas jako ludzi...

Przebudzenie nie jest łatwe ani  przyjemne, ale kiedy już się obudzimy świat okazuje się naprawdę piekny... Stać nas na spontaniczne gesty miłości, na smakowanie życia, na cieszenie się  tym co jest ,a nie rozmyślanie nad tym co będzie. Dostrzegamy prawdy, które dotychczas brzmiały dla nas obco, a nasze serca przepełnia nieopisana potrzeba niesienia dobra... potrzeba stawania się lepszym człowiekiem. I wbrew pozorom nie musimy mieć więcej by być kimś...nie musimy rozpychać sie łokciami by zostało nam dane... To niesamowite jak pewne rzeczy zaczynają "dziać się same" kiedy przestajemy o nie walczyć...