piątek, 29 lipca 2011

Nieskończona obecność...



Mijają dni, tygodnie. Tak wiele się dzieje. Tak wiele dzieje się dobrego... Nie ma dnia by Bóg nie działał w moim życiu. By nie przypominał, że JEST i że zna mnie bardziej niż ktokolwiek inny. Za każdym razem gdy do mnie mówi, nie mogę się nadziwić jak to możlwie, że wie o mnie tak dużo...właściwie wszystko... i że nic się przed Nim nie ukryje. To niesamowite, ale po raz kolejny pokazał mi, że zna każdy, nawet najdrobniejszy szczegół mojego życia i że jest ze mną zawsze. W takich chwilach nie znajduję słów by oddać to co czuję. Po prostu dziwię się jak dziecko i jak dziecko wierzę.

Czasem niespodziewanie przychodzi w słowie, czasem w dziecięcym spojrzeniu, podmuchu wiatru, w muzyce, innym razem w ciszy. Dzisiaj spotkałam Go w drugim człowieku... i jestem przeszczęśliwa bo takich spotkań podarował mi dziś wyjątkowo dużo.

Niestety przez krótką chwilę dane mi było dostrzec obecność kogoś jeszcze... Przez kilkanaście sekund byłam świadkiem zła. Odrażającego zła. Ani przez chwilę nie miałam wątpliwości z kim mam do czynienia. Tak, to był on. Tak zły jak tylko on potrafi. Odzierał z godności, zadawał ból, kaleczył duszę. Nie wiem do kogo mówił, ale wiem, że ta osoba przeżywała piekło. Bez względu na to czy była to matka, żona, siostra czy dziewczyna... nie zasługiwała na takie słowa.

Jedyne co mi pozostaje to modlitwa w intencji tej osoby i ufność, że Bóg nad nią czuwa.


Panie, dziękuję Ci za Twoją nieskończoną obecność.

...........................

źródło fot.: www.strykowski.net

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz