sobota, 2 marca 2013
dziś
Wybrałam się dziś na spacer. Było pięknie, choć jeszcze pół na pół zimowo - wiosennie. Miałam wyjątkowe towarzystwo więc czas upłynął mi szybko i bardzo miło. Ucieszyłam się, że mimo wielu obowiązków, zdobyłam się na ten spontaniczny odruch. Ostatnio coraz trudniej znaleźć mi czas na takie zwykłe, małe, a zarazem bardzo ważne "rzeczy". Wiem, że muszę zrobić im w moim życiu więcej miejsca bo ostatnio zdecydowanie jest go za mało. Są chwile gdy tak trudno znaleźć czas na wszystko czego pragnę. Czuję, że muszę coś z tym zrobić. Będzie trudno, ale wierzę że Pan jest ze mną i podsunie mi jakieś mądre rozwiązanie...
wtorek, 26 lutego 2013
JA
Zapracowana
Zabiegana
Zmęczona
I zakochana
W życiu
Wciąż
Prosi o więcej...
....................................
Zabiegana
Zmęczona
I zakochana
W życiu
Wciąż
Prosi o więcej...
....................................
czwartek, 21 lutego 2013
Bo Bóg stawia na naszej drodze swoich pomocników... :)
Jak już wspominałam w jednym z ostatnich wpisów, codziennie zaglądam na Facebooka. Traktuję go jako jedno z narzędzi w mojej pracy, ale także jako okno na świat i na to co dzieje się w życiu innych ludzi. Nie interesują mnie próżne i egoistyczne wpisy. Uwielbiam natomiast takie ,za którymi stoi człowiek i jego dobro. Szczególnie te, które są żywym świadectwem ,a ich treść niesie ze sobą ważne przesłanie i jest znakiem dla innych. Ale takich na Facebooku ze świecą szukać...poza tymi zamieszczanymi przez serwisy chrześcijańskie, jest ich naprawdę bardzo mało. Wspaniale gdy znajdzie się ktoś taki kto wprost przyznaje, że w jego życiu jest obecny BÓG. Takim wpisem był dziś dla mnie wpis Andrzeja. Z Andrzejem znamy się dzięki Oriflame bo oboje od lat współpracujemy z tą firmą. Całkiem niedawno dowiedziałam się o jego ciężkiej chorobie, a dziś o tym, że od lat walczy z nałogiem... Dziś w swoim wpisie na FB napisał, że z tego życiowego upadku pomógł mu się podnieść właśnie Bóg, a wszystko dzięki wsparciu kapłana, którego postawił na jego drodze. Oto homilia Ks. Carlosa, którą zamieścił Andrzej (http://www.facebook.com/andrzej.wlodek ) :
wtorek, 19 lutego 2013
Plany
Odkąd pamiętam robiłam plany. Plany na życie, plany dotyczące pracy. Wiedziałam co na danym etapie jest dla mnie ważne i w ten sposób próbowałam się do tego zbliżyć. Wszystkie moje sukcesy zawodowe, ale również prywatne były zaplanowane. Chociażby moja rodzina...Po prostu zawsze wiedziałam, że pragnę ją mieć . Niejednokrotnie patrząc wstecz czuję, że planowanie swojej przyszłości było mi potrzebne. Mimo iż nie zawsze dane mi było otrzymać wszystko czego pragnęłam ...
Absolutnie nigdy nie planowałam w myśl zasady "po trupach do celu". Owszem, w słusznej sprawie, gdy na czymś bardzo mi zależy i jest to naprawdę ważne...walczę do końca, ale nigdy, za wszelką cenę. Wiem, że plany mi pomagają. Wytyczają kierunek działania. Rozjaśniają przyszłość. Są też motorem do działania. Mam świadomość jak wiele dobrych rzeczy nie wydarzyło by się w ogóle gdyby nie to, że najpierw pojawiły się w moim sercu... głowie... a potem na papierze :)
Czasem lubię wracać do swoich starych zapisków, rozmyślań. To dla mnie żywy dowód na to, że nie stoję w miejscu, bo kiedy je czytam widzę, że mimo wielu upadków, krok po kroku posuwam się naprzód. Idę w kierunku swoich marzeń, wewnętrznych pragnień i tego co przygotował dla mnie Pan. Widzę w tych zapiskach sens swojego planowania, ale poprzez sytuacje trudne i nieprzewidywalne, widzę również że Bóg ma swoje plany wobec mnie. Nie do końca myślę, że wszystkie są rozbieżne z moimi. Przeciwnie...czuję, że często Pan wspiera mnie w tym co robię. Podsuwa pomysły, ludzi... stawia mnie w takiej a nie innej sytuacji. Wierzę, że zawsze JEST obok i czuwa bym nie zapędziła się zbytnio, tak jak teraz...kiedy wzięłam na siebie zbyt wiele i od kilku dni brakuje mi czasu na sen.
Nigdy nie uważałam swoich planów za idealne i jedyne, takie w których nie ma miejsca dla Boga. Wręcz przeciwnie...nawet jeśli pragnę czegoś z całych sił i po ludzku wydaje mi się to bardzo ważne, zawsze oddaję ostatnie słowo Jemu. Ufam całym sercem, że ON wie najlepiej co jest dla mnie dobre. I wie o rzeczach, okolicznościach...o których ja nigdy wiedzieć nie będę. Dlatego nie mam do Niego żalu gdy coś mi nie wychodzi, ale proszę wtedy by pomógł mi zrozumieć i zaakceptować sytuację w której się znalazłam. Proszę Go o światło, bym umiała dostrzec w tym wszystkim sens i naukę na przyszłość. Z ufnym sercem dziecka, każdego dnia mówię " Bądź wola Twoja..." i oddaję swe życie w Jego ręce.

Absolutnie nigdy nie planowałam w myśl zasady "po trupach do celu". Owszem, w słusznej sprawie, gdy na czymś bardzo mi zależy i jest to naprawdę ważne...walczę do końca, ale nigdy, za wszelką cenę. Wiem, że plany mi pomagają. Wytyczają kierunek działania. Rozjaśniają przyszłość. Są też motorem do działania. Mam świadomość jak wiele dobrych rzeczy nie wydarzyło by się w ogóle gdyby nie to, że najpierw pojawiły się w moim sercu... głowie... a potem na papierze :)
Czasem lubię wracać do swoich starych zapisków, rozmyślań. To dla mnie żywy dowód na to, że nie stoję w miejscu, bo kiedy je czytam widzę, że mimo wielu upadków, krok po kroku posuwam się naprzód. Idę w kierunku swoich marzeń, wewnętrznych pragnień i tego co przygotował dla mnie Pan. Widzę w tych zapiskach sens swojego planowania, ale poprzez sytuacje trudne i nieprzewidywalne, widzę również że Bóg ma swoje plany wobec mnie. Nie do końca myślę, że wszystkie są rozbieżne z moimi. Przeciwnie...czuję, że często Pan wspiera mnie w tym co robię. Podsuwa pomysły, ludzi... stawia mnie w takiej a nie innej sytuacji. Wierzę, że zawsze JEST obok i czuwa bym nie zapędziła się zbytnio, tak jak teraz...kiedy wzięłam na siebie zbyt wiele i od kilku dni brakuje mi czasu na sen.
Nigdy nie uważałam swoich planów za idealne i jedyne, takie w których nie ma miejsca dla Boga. Wręcz przeciwnie...nawet jeśli pragnę czegoś z całych sił i po ludzku wydaje mi się to bardzo ważne, zawsze oddaję ostatnie słowo Jemu. Ufam całym sercem, że ON wie najlepiej co jest dla mnie dobre. I wie o rzeczach, okolicznościach...o których ja nigdy wiedzieć nie będę. Dlatego nie mam do Niego żalu gdy coś mi nie wychodzi, ale proszę wtedy by pomógł mi zrozumieć i zaakceptować sytuację w której się znalazłam. Proszę Go o światło, bym umiała dostrzec w tym wszystkim sens i naukę na przyszłość. Z ufnym sercem dziecka, każdego dnia mówię " Bądź wola Twoja..." i oddaję swe życie w Jego ręce.

poniedziałek, 18 lutego 2013
Wstęp do planów...
Tydzień ciszy na blogu, ale tylko na blogu. W życiu dzieje się bardzo dużo i jest zdecydowanie głośniej. W głowie mnóstwo przemyśleń, coraz częściej dotyczących ludzkich i Bożych planów. Jak mają się jedne do drugich ? Czy planowanie jest złe ? Czy jeśli nie mam pewności , że mój plan pokrywa się z tym co przygotował dla mnie Bóg to w ogóle warto cokolwiek planować ??? Mam swoje odpowiedzi na te pytania. Nie wiem czy trafne. Nie wiem czy dobre z punktu widzenia wiary chrześcijańskiej, ale mam. Podzielę się nimi jutro. A tymczasem życzę tym co jeszcze nie śpią spokojnej nocy.
niedziela, 10 lutego 2013
Nigdy
nie byłam
nie jestem
i zapewne nigdy
nie będę
idealna
z każdym dniem jednak
zmienia się
jakaś cząstka mnie
i choć nie wiem
która
ani jak
chcę wierzyć
że na lepsze
....................
źródło fot.: www.kazmierak.com
nie jestem
i zapewne nigdy
nie będę
idealna
z każdym dniem jednak
zmienia się
jakaś cząstka mnie
i choć nie wiem
która
ani jak
chcę wierzyć
że na lepsze
....................
źródło fot.: www.kazmierak.com
czwartek, 7 lutego 2013
Dlaczego...???
Od jakiegoś czasu mam konto na popularnym na całym świecie Facebooku. Zakładałam je z nastawieniem, że wykorzystam je przede wszystkim jako dodatkowe narzędzie w mojej pracy, a także jako formę reklamy. Poza informacjami związanymi z pracą, udostępniam na Facebooku również inne treści, które w jakiś sposób poruszają mnie i kiedy uważam, że ich treść jest na tyle wartościowa że warto podzielić się nią z innymi. Zazwyczaj są to materiały związane z rozwojem osobistym , również w sferze duchowej. Nigdy nie wstydziłam się swoich poglądów , tak jak nigdy nie wstydziłam się tego kim jestem czy jaką pracę wykonuję. Nikogo nie próbowałam przekonywać do nich na siłę, tak jak nigdy nikogo nie przekonywałam na siłę by mnie polubił czy też współpracował ze mną na polu zawodowym. Tak samo jednak jak w swojej pracy oferuję możliwości biznesowe bo jestem przekonana, że oferuję coś naprawdę wartościowego, tak samo, jeśli bliższe poznanie Boga zmieniło moje życie na lepsze i całym sercem wierzę, że jest to wielkie dobro- po prostu o tym mówię. Nie upubliczniam rodzinnych fotografii ( choć nikogo też za to nie potępiam) i w żaden inny sposób nie dzielę się swoją prywatnością. Wyjątkiem było podzielenie się na łamach bloga, informacją o stracie moich nienarodzonych dzieci. Zdecydowałam się jednak na to nie z powodu chęci skupienia na sobie uwagi ( która byłaby celem sama w sobie) ale dlatego bo uznałam, że informacja ta może uświadomić wielu osobom iż moje życie również nie jest wolne od trudnych zdarzeń. To na czym zależało mi najbardziej kiedy ujawniłam tę historię, to pokazanie , że w tak ciężkich dla mnie chwilach, bardzo pomogła mi bliska relacja z Bogiem. Otwarcie się na Niego i bezgraniczne zaufanie, że choć zawalił mi się świat, to dzięki Niemu odnalazłam sens by dalej żyć. Nie uważam by publiczne mówienie o Bogu i przyznawanie się do Niego było czymś czego powinnam się wstydzić. Cenię sobie na Facebooku społeczność o przewrotnej nazwie faceBóg i nie widzę nic złego w dzieleniu się Dobrą Nowiną niesioną w taki sposób. Nie rozumiem jednak osób, które pozwalają sobie na szydzenie z tego typu aktywności , nazywając ją "ekshibicjonizmem made in faceBóg". Dlaczego ludziom tak łatwo przychodzi ocenianie innych ? Dlaczego nie potrafią uszanować tego, że wśród nich są tacy, którzy mogą mieć inne niż oni poglądy...? Przecież nie robimy nic złego... Dlaczego więc tak bardzo to przeszkadza i irytuje...? Dlaczego nie narzekają na wulgarne, ociekające przemocą i seksem, bezwstydne wpisy, od których aż roi się w internecie ( również na Facebooku)a treści traktujące o Bogu są bleee...??? Dlaczego ? Czy tak trudno uwierzyć w to, że Bóg może być dla kogoś ważny i najzwyczajniej w świecie to uszanować... ?
wtorek, 5 lutego 2013
Lekcja
Tak łatwo przychodzi nam
Oceniać po pozorach
Mierzyć własną miarą
Decydować za innych
Wprawiać w zakłopotanie
Ranić czyjeś uczucia
Dziękuję za kolejną lekcję życia Panie...
Reprymenda podziałała :)
Dostałam niedawno małą reprymendę, że ponoć od jakiegoś czasu za mało jest na moim blogu mnie. Nie upieram się, że jest inaczej bo rzeczywiście nie jest. Nie znaczy to jednak, że nie mam własnych przemyśleń lub że nie chcę się nimi dzielić. Ja po prostu robię mnóstwo rzeczy, których tutaj nie widać i o których tutaj nie piszę. Mimo wszystko obiecuję poprawę ;) To nie pierwsza i zapewne nie ostatnia przerwa w systematycznym zamieszczaniu własnych notek, ale Ci co mnie znają wiedzą,że nie należę do osób które szybko się poddają :) Gdyby tak było, nie pracowałabym w taki sposób w jaki pracuję i nie osiągnęłabym wielu ważnych dla mnie w życiu rzeczy. We wszystkim co robię staram się być konsekwentna , choć przyznaję, że nie zawsze mi się to udaje bo to BARDZO trudna sztuka. Mimo to nie rezygnuję i uczę się jej każdego dnia od nowa. Przy okazji reprymendy ;) zaproponowano mi, żebym pisała choć po kilka zdań , ale od siebie :) W porządku. Postaram się:) Przy okazji będzie to spore wyzwanie dla takiej gaduły jak ja ;) Będę więc od dziś ćwiczyć się na tym blogu nie tylko w konsekwencji, ale również w ograniczaniu się do tego co najważniejsze :)
Tak więc w nawiązaniu do zamieszczonej powyżej fotografii... w 2013 roku zrobię dużo dobrych rzeczy, również na tym blogu :) I wszystko to oczywiście z Panem Bogiem :) Ufam, że to właśnie On , każdego dnia, pomaga mi tworzyć to moje życie... że tworzymy nierozerwalny duet...w którym On jest zawsze ze mną, a ja z Nim.
Pozdrawiam gorąco stałych czytelników mojego bloga !!!
piątek, 25 stycznia 2013
Wiersz Ewy
Z kalendarza
Zaplątana w krajobrazie wspomnień
staram się odczytać prognozę przyszłości,
rzeczywistość zaś ubrać w ciepłe kolory jesieni,
w delikatność wiosny,dojrzałość lata,
opanować przejmujący chłód zimy.
Pory roku wirują, zmieniają się godziny.
W pełnym zamętu życiu szukam stałości
i piękna ubranego we wszystkie kolory świata.
A czas jak zawsze jest i będzie zły.
To tylko my możemy być lepsi.
- Ewa Przychodzka
Zdjęcia - www.strykowski.net
poniedziałek, 21 stycznia 2013
sobota, 19 stycznia 2013
Przepis na rodzinę :)
Przeczytałam dziś coś bardzo ciekawego i od razu pomyślała, że muszę się tym z Wami podzielić :) Artykuł ma tytuł "Przepis na rodzinę" i pochodzi ze strony: www.deon.pl
Życzę miłej lektury, a po przeczytaniu tekstu oczywiście bardzo chętnie poznam Waszą opinię :)
Pozdrawiam ciepło !
PRZEPIS NA RODZINĘ
Składniki podstawowe: ona i on. Dobrze wypłukać (głównie z przeszłości) i namoczyć aż zmiękną (ważne jest osiągnięcie stanu zwanego gotowością). Włożyć do sakramentalnego rondla małżeństwa, latami dusić na małym ogniu i uważać, żeby się nie przypiekło.
Do tego dołożyć tonę miłości, kilogramy wyrozumiałości i czułości - wymieszać. Podlewać dwiema szklankami ciepłych słów na dzień dobry i na dobranoc. Przebaczenie pokroić na małe kawałki, dodawać w razie potrzeby. Całość przykryć lnianą ściereczką i skierować w stronę Nieba. Czekać aż wyrośnie.
Czytaj więcej...
..........................
źródło fot.: www.kazmierak.com
Życzę miłej lektury, a po przeczytaniu tekstu oczywiście bardzo chętnie poznam Waszą opinię :)
Pozdrawiam ciepło !
PRZEPIS NA RODZINĘ
Składniki podstawowe: ona i on. Dobrze wypłukać (głównie z przeszłości) i namoczyć aż zmiękną (ważne jest osiągnięcie stanu zwanego gotowością). Włożyć do sakramentalnego rondla małżeństwa, latami dusić na małym ogniu i uważać, żeby się nie przypiekło.
Do tego dołożyć tonę miłości, kilogramy wyrozumiałości i czułości - wymieszać. Podlewać dwiema szklankami ciepłych słów na dzień dobry i na dobranoc. Przebaczenie pokroić na małe kawałki, dodawać w razie potrzeby. Całość przykryć lnianą ściereczką i skierować w stronę Nieba. Czekać aż wyrośnie.
Czytaj więcej...
..........................
źródło fot.: www.kazmierak.com
niedziela, 13 stycznia 2013
"Po staremu "
W ramach małego eksperymentu, wracam na jakiś czas do dawnego szablonu bloga. Za wszystkie opinie i spostrzeżenia w tym temacie z góry dziękuję. Jak zawsze są dla mnie bardzo cenne. Pozdrawiam Was serdecznie:)
sobota, 12 stycznia 2013
Żyję bo wierzę !
Przed nami Nowy Rok. Kolejny rozdział księgi życia. Nie wiem jak Wy, ale ja, mimo trudności które dotykają mnie w ostatnim czasie, patrzę w przyszłość z optymizmem, a właściwie powinnam napisać Z NADZIEJĄ. Chyba znowu nauczyłam się w 100 % zawierzać swój los Najwyższemu. Przez chwilę próbowałam mocować się ze swoim życiem sama,ale Pan po raz kolejny pokazał mi że jestem od Niego słabsza i nie mogę wszystkiego załatwić "po ludzku". Zaufałam więc. Oddałam wszystkie swoje troski. A On, jak prawdziwy Ojciec, niesie je teraz na swoich barkach i pozwala mi spokojnie iść, od czasu do czasu podskakując z radości :)
środa, 26 grudnia 2012
Świątecznie...
Niech Boża obecność, każdego dnia, odmienia nas i nasze życie :)
niedziela, 2 grudnia 2012
Opowiadanie o pustelniku i chłopie
Opowiadanie pt. "O pustelniku i chłopie"
Pewien pustelnik tak już postąpił na drodze do doskonałości, iż zaczęło mu się wydawać, że nikt na świecie nie kocha tak Boga jak on. Bóg odczytał to w jego sercu i powiedział: - Idź na skraj wioski, tam znajdziesz mego wyznawcę, jego towarzystwo dobrze ci zrobi!
Pustelnik odnalazł bez trudu owego chłopa. Ten wstał skoro świt, przeżegnał się wymawiając imię Boże, wziął pług i poszedł na pole. Pracował cały dzień. Wieczorem - zmęczony okrutnie - przeżegnał się i poszedł spać. Pustelnik był zdumiony i nie bardzo wiedział, czego on - święty mąż miałby się uczyć od tego kmiecia, który tylko dwa razy na dzień myśli (i to króciutko) o Panu Bogu.
Pan Bóg nie bawił się jednak w teoretyczne wyjaśnienia, lecz udzielił ciężko myślącemu pustelnikowi lekcji poglądowej. Kazał mu nalać pełną miskę mleka i obejść z nią całe miasto, nie wylewając ani kropelki. Po wykonaniu zadania, Pan zapytał samotnika: - Jak często myślałeś o mnie, obchodząc miasto z miską pełną mleka?- Ani razu - odparł ze wstydem pustelnik - jak zresztą mogłem myśleć, skoro musiałem uważać na miskę z mlekiem? Pan Bóg wówczas powiedział: - Widzisz, ta mała miseczka zajęła całą twoją uwagę, tak że o mnie zapomniałeś całkowicie; ten chłop natomiast musi się troszczyć o utrzymanie całej rodziny, pracuje ciężko cały dzień, a mimo to dwa razy na dzień myśli o mnie.
źródło : www.deon.pl
źródło fot.: www.strykowski.net
Pewien pustelnik tak już postąpił na drodze do doskonałości, iż zaczęło mu się wydawać, że nikt na świecie nie kocha tak Boga jak on. Bóg odczytał to w jego sercu i powiedział: - Idź na skraj wioski, tam znajdziesz mego wyznawcę, jego towarzystwo dobrze ci zrobi!
Pustelnik odnalazł bez trudu owego chłopa. Ten wstał skoro świt, przeżegnał się wymawiając imię Boże, wziął pług i poszedł na pole. Pracował cały dzień. Wieczorem - zmęczony okrutnie - przeżegnał się i poszedł spać. Pustelnik był zdumiony i nie bardzo wiedział, czego on - święty mąż miałby się uczyć od tego kmiecia, który tylko dwa razy na dzień myśli (i to króciutko) o Panu Bogu.
Pan Bóg nie bawił się jednak w teoretyczne wyjaśnienia, lecz udzielił ciężko myślącemu pustelnikowi lekcji poglądowej. Kazał mu nalać pełną miskę mleka i obejść z nią całe miasto, nie wylewając ani kropelki. Po wykonaniu zadania, Pan zapytał samotnika: - Jak często myślałeś o mnie, obchodząc miasto z miską pełną mleka?- Ani razu - odparł ze wstydem pustelnik - jak zresztą mogłem myśleć, skoro musiałem uważać na miskę z mlekiem? Pan Bóg wówczas powiedział: - Widzisz, ta mała miseczka zajęła całą twoją uwagę, tak że o mnie zapomniałeś całkowicie; ten chłop natomiast musi się troszczyć o utrzymanie całej rodziny, pracuje ciężko cały dzień, a mimo to dwa razy na dzień myśli o mnie.
źródło : www.deon.pl
źródło fot.: www.strykowski.net
środa, 21 listopada 2012
niedziela, 18 listopada 2012
piątek, 16 listopada 2012
Żyć jakby każdy kolejny dzień miał być ostatni ...
Od jakiegoś czasu prenumeruję, proponowaną przez katolicki portal katolik.pl, niezwykłą formę modlitwy jaką jest medytacja. Przyznaję, że nie modlę się w ten sposób regularnie choć bardzo bym chciała, jednak co pewien czas wracam do niej, a właściwie to ona wraca do mnie. Dziś też wróciła...a to co przeczytałam było mi dziś bardzo potrzebne. Kolejny " przypadek nieprzypadek " w moim życiu. Gorąco zachęcam do poniższej kontemplacji bo bardzo ważne padają tam słowa...
**********
Propozycja kontemplacji ewangelicznej według "lectio divina"
XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁA B
18 listopada 2012 r.
I. Lectio: Czytaj z wiarą i uważnie święty tekst, jak gdyby dyktował go dla ciebie Duch Święty.
Jezus powiedział do swoich uczniów: "W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec". Mk 13,24-32
II. Meditatio: Staraj się zrozumieć dogłębnie tekst. Pytaj siebie: "Co Bóg mówi do mnie?".
Co będzie najważniejsze "w owe dni", w związku z końcem świata? Czy wielki ucisk? Zaćmione słońce? Księżyc pozbawiony blasku? A może spadające gwiazdy z nieba, którego moce zostaną wstrząśnięte? Najważniejszy będzie Syn Człowieczy przychodzący w obłokach z wielką mocą i chwałą. Reszta to dodatki.
Czy o tym pamiętam? Czy pamiętam, że także w mojej codzienności najważniejszy jest Pan Jezus przychodzący z mocą w swoim słowie, w sakramentach, w drugim człowieku? Reszta to mniej lub bardziej ważne dodatki. Czy te dodatki nie przysłaniają mi tego co najważniejsze, Pana Jezusa?
Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii odsyła nas, w naszej niewiedzy i niepewności, do nietypowego autorytetu, autorytetu drzewa figowego. Można by powiedzieć do autorytetu i "wiedzy" zawartej w otaczającym nas świecie przyrody. Wnikliwa obserwacja zjawisk w tym świecie zachodzących pozwala człowiekowi przewidzieć pewne wydarzenia, zjawiska, które mogą nastąpić. I tak prognozujemy pogodę, ostrzegając przed sztormami, tajfunami i innymi kataklizmami lub zapowiadając dobrą pogodę. Po pewnych zmianach w przyrodzie poznajemy zbliżające się pory roku. Panu Jezusowi chodzi, aby te doświadczenia zdobyte w temacie obserwacji świata przyrody przenieść i wykorzystać w przestrzeni naszego życia duchowego, którego jednym z elementów jest wydarzenie powtórnego przyjścia Pana czyli końca świata. Zbawiciel podpowiada, że pewne zjawiska zachodzące w przyrodzie mogą z dużym prawdopodobieństwem wskazywać, że Jego powrót jest już bliski, że za chwilę usłyszymy Go jak zapuka do naszych drzwi.
Czy doświadczenia zaczerpnięte z mojej obserwacji świata, który mnie otacza, pomagają mi w życiu, także w życiu duchowym? Spróbuję nazwać, wymienić, określić to, czego nauczyłem się, obserwując otaczający mnie świat i co z powodzeniem wykorzystuję w moim codziennym życiu, i to w przestrzeni tego, co duchowe i tego, co zewnętrzne.
Pan Jezus po raz kolejny przypomniał Ci, że rok, dzień, miesiąc, godzina końca świata jest tajemnicą samego Boga. Twoja zaś nieposkromiona ciekawość chciałaby jednak wiedzieć "kiedy" i to dokładnie. Co robić? Kup kalendarz na 2013 rok, taki większy, z miejscami na notatki i w tych miejscach pod kolejnymi datami napisz: "Koniec świata". Tak rób na początku każdego roku. Zresztą nie musisz czekać. Zacznij od dziś i uzupełnij odpowiednim wpisem kalendarz na trwający jeszcze rok 2012. Z takiego obrotu sprawy wynikają dwie zasadnicze korzyści. Pierwsza, mniejsza: prędzej czy później musisz trafić, chyba, że wcześniej umrzesz. Druga większa: każdego dnia będziesz przygotowany, aby spotkać powracającego Pana. I oto chodzi.
Pomodlę się za moich drogich zmarłych i o dar gotowości na mój "mały" koniec świata czyli śmierć.
III Oratio: Teraz ty mów do Boga. Otwórz przed Bogiem serce, aby mówić Mu o przeżyciach, które rodzi w tobie słowo. Módl się prosto i spontanicznie - owocami wcześniejszej "lectio" i "meditatio". Pozwól Bogu zstąpić do serca i mów do Niego we własnym sercu. Wsłuchaj się w poruszenia własnego serca. Wyrażaj je szczerze przed Bogiem: uwielbiaj, dziękuj i proś. Może ci w tym pomóc modlitwa psalmu:
Ty ścieżkę życia mi ukażesz,
pełnię Twojej radości
i wieczną rozkosz
po Twojej prawicy...
Ps 16,11
IV Contemplatio: Trwaj przed Bogiem całym sobą. Módl się obecnością. Trwaj przy Bogu. Kontemplacja to czas bezsłownego westchnienia Ducha, ukojenia w Bogu. Rozmowa serca z sercem. Jest to godzina nawiedzenia Słowa. Powtarzaj w różnych porach dnia:
Strzeż mnie, mój Boże, Tobie zaufałem
*****
opracował: ks. Ryszard Stankiewicz SDS
Centrum Formacji Duchowej - www.cfd.salwatorianie.pl )
Poznaj lepiej metodę kontemplacji ewangelicznej według Lectio Divina:
http://www.katolik.pl/modlitwa.html?c=22367
...............................................
Powyższy teks pochodzi ze strony : www.katolik.pl/modlitwa.html?c=22215
Zdjęcie pochodzi ze strony : www.strykowski.net
poniedziałek, 5 listopada 2012
Bo wszystko już mamy...
źródło fot.: www.kazmierak.com
piątek, 2 listopada 2012
Droga do świętości...
a więc odwracanie się od wszystkiego,
co nam przesłania Boga."
Ks. Jan Twardowski
Zdjęcia - www.strykowski.net
wtorek, 23 października 2012
Usłyszałam kiedyś słowa:
" Człowieka nigdy nie można poznać do końca.
Kiedy wydaje Ci się , że już go znasz, on nagle się zmienia."
Dziś mogę mnożyć przykłady na prawdziwość tych słów. Smutne to i trudne dla kogoś, kto angażuje się całym sercem. Tyle pytań pozostało bez odpowiedzi... A przecież można było inaczej. A może nie...? Może właśnie tak miało być...?
Jeszcze długo będę musiała uczyć się żyć inaczej.
. ......................................
źródło fot.: www.kazmierak.com
piątek, 5 października 2012
poniedziałek, 1 października 2012
Mój dom pachnie dziś chlebem. Takim własnoręcznie wyrobionym i upieczonym w domowym piekarniku. Ze złocistą chrupiącą skórką, z ziarnami... Przepysznym i zdrowym.
Za każdym razem piekę go z wielką radością bo robię to dla tych, których kocham. Miłość to podstawowy składnik naszego chleba.
Uwielbiam gdy jego niepowtarzalny zapach unosi się w powietrzu... Chciałabym by kiedyś przypominał moim dzieciom ich rodzinny dom, by kojarzyły z nim czas swojego dzieciństwa. Tak wiele chciałabym dla nich zrobić, tak wiele im dać...
Mam nadzieję, że zarówno miłości jak i chleba, nigdy w naszym życiu nie zabraknie.
źródło fot.: www.strykowski.net
Za każdym razem piekę go z wielką radością bo robię to dla tych, których kocham. Miłość to podstawowy składnik naszego chleba.
Uwielbiam gdy jego niepowtarzalny zapach unosi się w powietrzu... Chciałabym by kiedyś przypominał moim dzieciom ich rodzinny dom, by kojarzyły z nim czas swojego dzieciństwa. Tak wiele chciałabym dla nich zrobić, tak wiele im dać...
Mam nadzieję, że zarówno miłości jak i chleba, nigdy w naszym życiu nie zabraknie.
źródło fot.: www.strykowski.net
Pilne kontra ważne
Moje życie znowu zatoczyło koło. Jestem w miejscu, w którym rzeczy ważne znowu zaczęły ustępować miejsca sprawom pilnym, w którym znowu zaczyna brakować czasu na to co najważniejsze.
Jak dobrze, że nie mam na oczach klapek, które zupełnie uniemożliwiały by mi zdrową ocenę sytuacji. Jak dobrze, że potrafię jeszcze się zatrzymać.
Potrafię, bo bardzo chcę. Nie zatrzymać się całkowicie , by stanąć raz na zawsze, ale po to by nabrać sił do dalszej drogi. Złapać oddech, wyczyścić umysł z nadmiaru informacji, dać ujście emocjom, nacieszyć się tym co mam.
Po raz kolejny utwierdziłam się , że człowiek musi mieć czas nie tylko na działanie, ale także na przemyślenia, rozważania, zadumę. I choćby nie wiem jak ważne wydawały się różne sprawy ( zawodowe, rodzinne czy jakiekolwiek) musimy mieć w naszym, coraz to bardziej zabieganym życiu, czas tylko dla siebie, tylko dla Boga i tylko dla drugiego człowieka. Czas , w którym nie będzie miejsca na jakąkolwiek interesowność. Kiedy patrząc na drugą osobę, będziemy potrafili dostrzec w niej więcej niż to jak wygląda czy to co może nam dać. Kiedy po prostu zauważymy w niej cząstkę Boga. Bo przecież ON Jest wszędzie. W każdym z nas. Jest także w ciszy...jej także warto poszukać.
Taki czas , po prostu musi być. I choćby nie wiem jak było trudno, wiem, że jeśli szczerze pragnę, znajdę go. W końcu wszyscy go mamy. Każdy człowiek ma czas. Każdy dokładnie tyle samo. Mądrość polega na tym by wykorzystać go najlepiej jak umiemy. By każda, nawet najmniejsza czynność, miała znaczenie. By nie zagubić po drodze tego co stanowi największą wartość.
.................................
ŹRÓDŁO FOT.: www.kazmierak.com
Jak dobrze, że nie mam na oczach klapek, które zupełnie uniemożliwiały by mi zdrową ocenę sytuacji. Jak dobrze, że potrafię jeszcze się zatrzymać.
Potrafię, bo bardzo chcę. Nie zatrzymać się całkowicie , by stanąć raz na zawsze, ale po to by nabrać sił do dalszej drogi. Złapać oddech, wyczyścić umysł z nadmiaru informacji, dać ujście emocjom, nacieszyć się tym co mam.
Po raz kolejny utwierdziłam się , że człowiek musi mieć czas nie tylko na działanie, ale także na przemyślenia, rozważania, zadumę. I choćby nie wiem jak ważne wydawały się różne sprawy ( zawodowe, rodzinne czy jakiekolwiek) musimy mieć w naszym, coraz to bardziej zabieganym życiu, czas tylko dla siebie, tylko dla Boga i tylko dla drugiego człowieka. Czas , w którym nie będzie miejsca na jakąkolwiek interesowność. Kiedy patrząc na drugą osobę, będziemy potrafili dostrzec w niej więcej niż to jak wygląda czy to co może nam dać. Kiedy po prostu zauważymy w niej cząstkę Boga. Bo przecież ON Jest wszędzie. W każdym z nas. Jest także w ciszy...jej także warto poszukać.
Taki czas , po prostu musi być. I choćby nie wiem jak było trudno, wiem, że jeśli szczerze pragnę, znajdę go. W końcu wszyscy go mamy. Każdy człowiek ma czas. Każdy dokładnie tyle samo. Mądrość polega na tym by wykorzystać go najlepiej jak umiemy. By każda, nawet najmniejsza czynność, miała znaczenie. By nie zagubić po drodze tego co stanowi największą wartość.
.................................
ŹRÓDŁO FOT.: www.kazmierak.com
środa, 19 września 2012
Sumienie...
Od jakiegoś czasu wraca do mnie temat ludzkiego sumienia. Niejednokrotnie zastanawiałam się czym właściwie jest ten odzywający się w nas głos...? Jak działa ? Jaki wpływ ma na nasze codzienne wybory i całe nasze życie ? Odpowiedzi na te i inne pytania, niespodziewanie przyszły same... po obejrzeniu niezwykle wartościowego filmu jakim jest "Komornik". Natknęłam się na niego w telewizji i wiem, że nie był to przypadek. Od dawna chciałam go obejrzeć. Dużo dał mi do myślenia ten film...oj dużo. Jeśli jeszcze go nie widzieliście, zachęcam do obejrzenia również Was :
sobota, 15 września 2012
Dziękuję...
Za tych, którzy są ze mną dziś...
Za tych, którzy byli wczoraj...
I za tych, których spotkam jutro...
Dziękuję Ci Panie.
...................
źródło fot.: www.strykowski.net
środa, 29 sierpnia 2012
Polecam !
Kochani, polecam Wam dziś kolejny, wspaniały film... Ja miałam szczęście natknąć się na niego na jednym z kanałów telewizyjnych, ale wiem, że dostępny jest na DVD. Nietstety nie znalazłam go w internecie. Film jest po prostu rewelacyjny. Oto jego przedsmak :
sobota, 28 lipca 2012
środa, 25 lipca 2012
Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz...
Idę jutro na pogrzeb... Zginął młody człowiek. Miał tylko 34 lata. Jego życie skończyło się wcześniej niż ktokolwiek mógł przypuszczać...Wszyscy, którzy znali jego i jego bliskich, z pewnością do dziś nie mogą uwierzyć w tą śmierć. Wielu pod wpływem tego wydarzenia przez chwilę zastanowi się nad tym jak wygląda ich życie, jakie wartości są dla nich ważne, dokąd zmierzają... Szkoda, że większość z nich pomyśli o tym tylko przez chwilę... Dla tych, którzy nie zamykają się na Boga i wierzą, że kiedyś staną przed obliczem Najwyższego tak jak ten młody człowiek, którego życie tak nieoczekiwanie dobiegło końca, publikuję niezwykłe kazanie niezwykłego kapłana. Jeśli boisz się swojego sumienia, nie musisz tego słuchać...ale osobiście polecam, bo naprawdę warto pomyśleć o tym co naprawdę ważne zanim wydarzy się w Twoim życiu coś naprawdę tragicznego...
p.s Powyższy wpis zamieściłam na facebooku... Nie mam pojęcia ile osób zechce tego posłuchać. Ale choćby jedna to uczyniła, wiem że było warto.
wtorek, 24 lipca 2012
Rozmyślania po zachodzie słońca ...
Na blogu jednej z moich "wirtualnych znajomych", przeczytałam:
"To jest początek! Wierzę, że jest to początek czegoś dobrego w moim życiu - myślę o konsekwencjach pisania bloga. Zawsze istnieje jakieś ryzyko, że ktoś cię rozpozna :) Może osądzi, może wyśmieje...? A może po prostu jego życie się zmieni? Tak jak zmieniło się moje."
Przytaczam dziś te słowa i zatrzymuję się nad nimi, bo o wspomnianych konsekwencjach pisania bloga, trochę ostatnio myślałam. O tym, że ktoś mnie rozpozna, akurat nie, bo właściwie jakoś specjalnie się nie ukrywam (ostatnio zdecydowałam się nawet na zdjęcie). Nie używam pseudonimu , również tu - w wirtualnym świecie- postanowiłam korzystać z prawdziwego imienia. Piszę nie tylko dla "przypadkowych" czytelników z internetu, ale także dla osób z którymi znam się z tzw. realu.
Czy obawiam się tego, że ktoś mnie osądzi...wyśmieje...??? Nie. Bo nie uzależniam poczucia własnej wartości od tego co myślą i mówią o mnie inni. Mam świadomość, że nie wszyscy moi znajomi, znali mnie od tej strony...nie ze wszystkimi bowiem miałam okazję rozmawiać o poglądach na życie i wiarę w Boga . Wiem, że nie każdemu będzie podobać się to co piszę i nie każdy będzie się z tym zgadzać... Nie każdy też, kto raz tu zajrzał będzie chciał wracać. Przyjmuję to z pokorą...w końcu każdy jest wolny i może w życiu wybierać.
Nie oczekuję, że wszyscy będą mnie kochać...choć sama, po chrześcijańsku, staram się kochać każdego. Nie zamartwiam się gdy wpis pozostaje bez komentarza...choć nie ukrywam, że je uwielbiam ( są najlepszym dowodem na to, że to o czym piszę nie jest Wam obojętne). Nie opisuję swojego życia w szczegółach, nie zamieszczam rodzinnych fotografii, bo nie o szczegóły mi chodzi... Po prostu od początku tak sobie założyłam i jest mi z tym dobrze.
A jeśli chodzi o to co piszę... Prawda jest taka, że nigdy nie dzieliłam się swoimi doświadczeniami po to by wzbudzać w kimś współczucie ( choć rozumiem, że w pewnych sytuacjach to bardzo naturalny odruch) a tym bardziej litość. Nie chciałam też świadomie nikogo swoimi słowami urazić ani skrzywdzić, co najwyżej sprowokować do refleksji. Nie opisywałam także swoich przeżyć dla poklasku.
Po co więc piszę? Dlaczego poświęcam swój cenny czas na przelewanie myśli oraz uczuć na klawiaturę komputera , w czasie gdy inni, bardzo często już dawno śpią...? Dlaczego to robię ?
Otóż odpowiedź jest prosta...choć wiem, że może zabrzmieć to bardzo patetycznie... Otóż robię to z MIŁOŚCI. Z miłości do Boga... który, odkąd dałam Mu się poprowadzić, czyni w moim życiu rzeczy po prostu niezwykłe. Z miłości do bliźniego...bo wierzę,że każdy zasługuje na szacunek oraz na to by mieć dostęp do treści, które mogą odmienić jego życie... Robię to również z miłości do siebie... bo pisząc ( czytaj: dając siebie innym ) czuję się po prostu spełniona...
Nie chcę robić z siebie świętej, choć pragnienie świętości drzemie we mnie , jak w każdym kto kocha Boga. Nie zamierzam też nikogo na siłę nawracać... Jedyne czego pragnę, to dzielić się tym co sama, z łaski Najwyższego, otrzymałam. Dlatego tak długo, dopóki mam dla kogo pisać (a licznik odwiedzin bloga pokazuje, że naprawdę mam) będę to robić. Będę nadal dzielić się doświadczeniami swojego życia wierząc, że nic nie dzieje się przypadkiem... i że każdy, jeśli tylko szczerze zapragnie, znajdzie w tym miejscu coś dla siebie...
Przytaczam dziś te słowa i zatrzymuję się nad nimi, bo o wspomnianych konsekwencjach pisania bloga, trochę ostatnio myślałam. O tym, że ktoś mnie rozpozna, akurat nie, bo właściwie jakoś specjalnie się nie ukrywam (ostatnio zdecydowałam się nawet na zdjęcie). Nie używam pseudonimu , również tu - w wirtualnym świecie- postanowiłam korzystać z prawdziwego imienia. Piszę nie tylko dla "przypadkowych" czytelników z internetu, ale także dla osób z którymi znam się z tzw. realu.
Czy obawiam się tego, że ktoś mnie osądzi...wyśmieje...??? Nie. Bo nie uzależniam poczucia własnej wartości od tego co myślą i mówią o mnie inni. Mam świadomość, że nie wszyscy moi znajomi, znali mnie od tej strony...nie ze wszystkimi bowiem miałam okazję rozmawiać o poglądach na życie i wiarę w Boga . Wiem, że nie każdemu będzie podobać się to co piszę i nie każdy będzie się z tym zgadzać... Nie każdy też, kto raz tu zajrzał będzie chciał wracać. Przyjmuję to z pokorą...w końcu każdy jest wolny i może w życiu wybierać.
Nie oczekuję, że wszyscy będą mnie kochać...choć sama, po chrześcijańsku, staram się kochać każdego. Nie zamartwiam się gdy wpis pozostaje bez komentarza...choć nie ukrywam, że je uwielbiam ( są najlepszym dowodem na to, że to o czym piszę nie jest Wam obojętne). Nie opisuję swojego życia w szczegółach, nie zamieszczam rodzinnych fotografii, bo nie o szczegóły mi chodzi... Po prostu od początku tak sobie założyłam i jest mi z tym dobrze.
A jeśli chodzi o to co piszę... Prawda jest taka, że nigdy nie dzieliłam się swoimi doświadczeniami po to by wzbudzać w kimś współczucie ( choć rozumiem, że w pewnych sytuacjach to bardzo naturalny odruch) a tym bardziej litość. Nie chciałam też świadomie nikogo swoimi słowami urazić ani skrzywdzić, co najwyżej sprowokować do refleksji. Nie opisywałam także swoich przeżyć dla poklasku.
Po co więc piszę? Dlaczego poświęcam swój cenny czas na przelewanie myśli oraz uczuć na klawiaturę komputera , w czasie gdy inni, bardzo często już dawno śpią...? Dlaczego to robię ?
Otóż odpowiedź jest prosta...choć wiem, że może zabrzmieć to bardzo patetycznie... Otóż robię to z MIŁOŚCI. Z miłości do Boga... który, odkąd dałam Mu się poprowadzić, czyni w moim życiu rzeczy po prostu niezwykłe. Z miłości do bliźniego...bo wierzę,że każdy zasługuje na szacunek oraz na to by mieć dostęp do treści, które mogą odmienić jego życie... Robię to również z miłości do siebie... bo pisząc ( czytaj: dając siebie innym ) czuję się po prostu spełniona...
Nie chcę robić z siebie świętej, choć pragnienie świętości drzemie we mnie , jak w każdym kto kocha Boga. Nie zamierzam też nikogo na siłę nawracać... Jedyne czego pragnę, to dzielić się tym co sama, z łaski Najwyższego, otrzymałam. Dlatego tak długo, dopóki mam dla kogo pisać (a licznik odwiedzin bloga pokazuje, że naprawdę mam) będę to robić. Będę nadal dzielić się doświadczeniami swojego życia wierząc, że nic nie dzieje się przypadkiem... i że każdy, jeśli tylko szczerze zapragnie, znajdzie w tym miejscu coś dla siebie...
sobota, 21 lipca 2012
Prawdziwy sukces
Nie wszystko co piękne i okazałe na pierwszy rzut oka, jest oznaką prawdziwego sukcesu.
Często naszym największym osiągnięciem jest to co niewidoczne dla oczu ...
czwartek, 19 lipca 2012
poniedziałek, 16 lipca 2012
Bez niepokoju i trosk...
Jeżeli nie chcemy doprowadzić przedwcześnie do utraty swoich sił, nie powinniśmy żyć przygnieceni swoimi troskami. Trudności życiowe jednak nas oblegają, atakują od zewnątrz, sprawiają, że się chwiejemy, przenikają do naszego wnętrza, dręczą umysł i serce. Nie będziemy mogli długo się opierać i przezwyciężać przeszkód, jeżeli nie nauczymy się oddawać natychmiast i szczerze naszych trudności Panu Bogu. Potrzeba nam długiej praktyki oddawania się, aby nauczyć się w każdej chwili życia wymieniać naszą ludzką bezsilność na wszechmoc Bożą. Owocem tego wyrzeczenia niezawodnie będzie pokój i osiągnięcie celu życia w Bogu.
Nie układa się brudnej bielizny w stosie czystej. Nie kładzie się zgniłego owocu w skrzynce owoców świeżych.
Jeżeli chcesz żyć w pokoju, zawsze czysty i silny, nigdy nie zatrzymuj w sobie choćby jednej troski przeszłej, obecnej lub przyszłej, bo to, co zamknięte, zaczyna fermentować.
Nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę zapomnieć o trosce, wmówić sobie że jej nie ma. Gdy się ją stłumi, może chwilowo nie da znać o sobie, ale pewnego dnia znowu się odezwie, bo przecież żyje w tobie. Przyjrzyj się jej dobrze, odkryj jej początek, przyczyny, ale nie próbuj z nią walczyć samotnie. Pochwyć ją i oddaj Panu.
Z dnia na dzień nie uwolnisz się od niej. Będziesz musiał szczerze i wytrwale sprawdzać prawdziwość swego oddania się i ponawiać ten dar, aż stanie się zupełny. Jeżeli jednak zdecydujesz się nawet na chwilę nie zatrzymywać w sobie żadnej troski i natychmiast opróżniać serce dla Boga, staniesz się wolny i silny nieskończoną mocą Pana.
Może przeszłość cię dręczy ? Taka czy inna wina...? Dlaczego ? Już one nie w twojej mocy. Za takimi wyrzutami sumienia kryje się zraniona próżność, pycha. Tylko żal jest dozwolony, bo dyktuje go miłość, a miłość posilona przebaczeniem patrzy w przyszłość. Oddałeś winę, oddaj także wyrzuty sumienia, a nawet żal... One cię krępują.
Przejmuje cię przyszłość ? Boisz się jutra, jakiegoś spotkania, pracy, pokusy...? Dlaczego ? I przyszłość nie jest w twojej mocy, więc się przedwcześnie nie dręcz. Oddaj Bogu przyszłość całą i w szczegółach i żyj chwilą obecną.
Teraźniejszość cię niepokoi? Przeszkody cię trwożą...? Dlaczego ? One są niczym, ważny jest tylko sposób podchodzenia do nich. Stoisz przed murem; po co nieustannie bić w niego głową ? Popatrz na niego spokojnie. Jest mocny, za wysoki i nie do przebicia. Pogódź się z nim.Ofiaruj przeszkodę Bogu, ofiaruj swój zawód, że nie możesz sobie z nią poradzić, i... pójdź inną drogą.
Niektórzy nadmiernie obciążają swój samochód, zwalniają bieg, przedwcześnie zużywają silnik i niszczą karoserię. A ty? Możesz nieść ciężar jednego dnia i Pan daje ci na to łaskę, ale nie dorzucaj do tego ciężaru dnia wczorajszego i jutrzejszego. Nie otrzymałeś łaski na przeciążenie...
Tym razem nie ma innego wyjścia. Trzeba przyjąć trudności: chorobę, wady, wizytę nie w porę, pracę... brak pieniędzy na koniec miesiąca, wychowanie dzieci, jakąś akcję, decyzje do powzięcia... Nie bierz się od razu do walki; przyjmij przeszkodę i oddaj ją Panu całkowicie, jak najpełniej, razem z troską, która sam sobie stwarzasz: czy mi się uda, jak z tego wybrnę, jakie wybrać rozwiązanie; zważywszy na twą nieśmiałość, obawę, kipiącą złość, twoje upokorzenie albo reakcję otoczenia: co mówią, co powiedzą. Wszystko oddawaj wiernie, wytrwale. Po upływie minuty, jeżeli trzeba działać natychmiast; po całym dniu lub tygodniu, jeżeli masz więcej czasu - zdecyduj i działaj z Bogiem. Z czasem spostrzeżesz, że trudność jest mniejsza niż myślałeś, przeszkoda nie taka znowu trudna, bo Bóg o wiele jaśniej widzi i jest o wiele mocniejszy niż Ty !
Mówisz Bogu, że Mu ufasz, a spędzasz czas na dowodzeniu Mu czegoś wręcz przeciwnego, sam sobie stwarzając troski !
Przeważnie człowiek jest nieszczęśliwy wewnętrznie i wżyciu mi się nie powodzi po prostu dlatego , że chce żyć na swój własny sposób, na ludzka modłę i licząc na własne siły. Gdy jednak odda się w ręce Boga, wówczas Bóg sam bierze się do dzieła i powodzenie ( niekoniecznie w sensie ludzkim) jest pewne i całkowite. To tak jak dziecko, które chcąc za dużo unieść, męczy się upada i kaleczy. Dopiero gdy uzna, że jest dzieckiem, ojciec niesie jego ciężar, a nawet i samo dziecko bierze na ręce. "
- Michel Quoist
Fragment z książki "Modlitwa i czyn."
....................................
Źródło fotografii : www.kazmierak.com
Nie układa się brudnej bielizny w stosie czystej. Nie kładzie się zgniłego owocu w skrzynce owoców świeżych.
Jeżeli chcesz żyć w pokoju, zawsze czysty i silny, nigdy nie zatrzymuj w sobie choćby jednej troski przeszłej, obecnej lub przyszłej, bo to, co zamknięte, zaczyna fermentować.
Nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę zapomnieć o trosce, wmówić sobie że jej nie ma. Gdy się ją stłumi, może chwilowo nie da znać o sobie, ale pewnego dnia znowu się odezwie, bo przecież żyje w tobie. Przyjrzyj się jej dobrze, odkryj jej początek, przyczyny, ale nie próbuj z nią walczyć samotnie. Pochwyć ją i oddaj Panu.
Z dnia na dzień nie uwolnisz się od niej. Będziesz musiał szczerze i wytrwale sprawdzać prawdziwość swego oddania się i ponawiać ten dar, aż stanie się zupełny. Jeżeli jednak zdecydujesz się nawet na chwilę nie zatrzymywać w sobie żadnej troski i natychmiast opróżniać serce dla Boga, staniesz się wolny i silny nieskończoną mocą Pana.
Może przeszłość cię dręczy ? Taka czy inna wina...? Dlaczego ? Już one nie w twojej mocy. Za takimi wyrzutami sumienia kryje się zraniona próżność, pycha. Tylko żal jest dozwolony, bo dyktuje go miłość, a miłość posilona przebaczeniem patrzy w przyszłość. Oddałeś winę, oddaj także wyrzuty sumienia, a nawet żal... One cię krępują.
Przejmuje cię przyszłość ? Boisz się jutra, jakiegoś spotkania, pracy, pokusy...? Dlaczego ? I przyszłość nie jest w twojej mocy, więc się przedwcześnie nie dręcz. Oddaj Bogu przyszłość całą i w szczegółach i żyj chwilą obecną.
Teraźniejszość cię niepokoi? Przeszkody cię trwożą...? Dlaczego ? One są niczym, ważny jest tylko sposób podchodzenia do nich. Stoisz przed murem; po co nieustannie bić w niego głową ? Popatrz na niego spokojnie. Jest mocny, za wysoki i nie do przebicia. Pogódź się z nim.Ofiaruj przeszkodę Bogu, ofiaruj swój zawód, że nie możesz sobie z nią poradzić, i... pójdź inną drogą.
Niektórzy nadmiernie obciążają swój samochód, zwalniają bieg, przedwcześnie zużywają silnik i niszczą karoserię. A ty? Możesz nieść ciężar jednego dnia i Pan daje ci na to łaskę, ale nie dorzucaj do tego ciężaru dnia wczorajszego i jutrzejszego. Nie otrzymałeś łaski na przeciążenie...
Tym razem nie ma innego wyjścia. Trzeba przyjąć trudności: chorobę, wady, wizytę nie w porę, pracę... brak pieniędzy na koniec miesiąca, wychowanie dzieci, jakąś akcję, decyzje do powzięcia... Nie bierz się od razu do walki; przyjmij przeszkodę i oddaj ją Panu całkowicie, jak najpełniej, razem z troską, która sam sobie stwarzasz: czy mi się uda, jak z tego wybrnę, jakie wybrać rozwiązanie; zważywszy na twą nieśmiałość, obawę, kipiącą złość, twoje upokorzenie albo reakcję otoczenia: co mówią, co powiedzą. Wszystko oddawaj wiernie, wytrwale. Po upływie minuty, jeżeli trzeba działać natychmiast; po całym dniu lub tygodniu, jeżeli masz więcej czasu - zdecyduj i działaj z Bogiem. Z czasem spostrzeżesz, że trudność jest mniejsza niż myślałeś, przeszkoda nie taka znowu trudna, bo Bóg o wiele jaśniej widzi i jest o wiele mocniejszy niż Ty !
Mówisz Bogu, że Mu ufasz, a spędzasz czas na dowodzeniu Mu czegoś wręcz przeciwnego, sam sobie stwarzając troski !
Przeważnie człowiek jest nieszczęśliwy wewnętrznie i wżyciu mi się nie powodzi po prostu dlatego , że chce żyć na swój własny sposób, na ludzka modłę i licząc na własne siły. Gdy jednak odda się w ręce Boga, wówczas Bóg sam bierze się do dzieła i powodzenie ( niekoniecznie w sensie ludzkim) jest pewne i całkowite. To tak jak dziecko, które chcąc za dużo unieść, męczy się upada i kaleczy. Dopiero gdy uzna, że jest dzieckiem, ojciec niesie jego ciężar, a nawet i samo dziecko bierze na ręce. "
- Michel Quoist
Fragment z książki "Modlitwa i czyn."
....................................
Źródło fotografii : www.kazmierak.com
Moim Aniołkom...
a moje serce i myśli wędrują do nich... moich maleńkich Aniołków.
czwartek, 12 lipca 2012
środa, 11 lipca 2012
Tak bardzo ufam...
Nie siedzę i nie płaczę cały czas, jak sugerowałoby zdjęcie z poprzedniego wpisu. Nie , nie jestem aż w takim stanie. Nie mogę jednak znaleźć sobie miejsca i przestać myśleć o tym co się wydarzyło. Snuję się po domu. Głowa mi pęka... Serce ściska z żalu. Chciałabym zacząć funkcjonować normalnie,a z drugiej strony nie chcę udawać że nic się nie stało. Już raz włożyłam maskę normalności, a potem wszystko wróciło... ze zdwojoną siłą. Wiem, że sama sobie nie poradzę... że muszę to wszystko oddać silniejszemu ode mnie... że tylko z Nim przejdę przez ten trudny czas... Przez chwilę pomyślałam, że to pisanie nie ma już sensu... że życie zatoczyło koło, a ja znów jestem w miejscu, w którym byłam kiedy zaczynałam pisać tego bloga. Po raz kolejny doświadczam bólu po stracie. Strasznego bólu dla matki, która ze stratą dziecka, traci cząstkę siebie. Tylko, że tym razem była to strata podwójna :(
A przecież nie o bólu miał być ten blog... Chciałam żeby dawał nadzieję, mówił o radości życia, o miłości, wierze... Tyle zła, tyle smutku jest dookoła. Nie chcę pisać o rzeczach smutnych, bolesnych... a z drugiej strony jak mogę pisać o radości gdy cała jestem smutkiem...?
Nie cieszyłam się przedwcześnie, milczałam z nadzieją, że jeszcze przyjdzie czas na radość... Wiedziałam, że może być różnie... że nie mam żadnej pewności... I stało się. A teraz , mimo iż wydawało się że jestem przygotowana na najgorsze, że jestem gotowa przyjąć wszystko co Pan dla mnie przygotował... nie mogę się odnaleźć, nie potrafię skupić się na prostych czynnościach dnia codziennego. Choć nigdy ich nie widziałam, tak bardzo za nimi tęsknię... Miały tylko 10 tygodni ale to nie zmienia faktu, że były naszymi dziećmi. Każdy z nas miał kiedyś 10 tygodni... Każdy. Bez wyjątku.
Ufam, że z Bożą pomocą zbiorę się w sobie i życie znowu nabierze kolorów. Wiem, że już nic nie będzie takie samo...że po takich doświadczeniach, coś zmienia się w człowieku bezpowrotnie...ale ufam, że Pan da mi siłę . Tak bardzo ufam...
A przecież nie o bólu miał być ten blog... Chciałam żeby dawał nadzieję, mówił o radości życia, o miłości, wierze... Tyle zła, tyle smutku jest dookoła. Nie chcę pisać o rzeczach smutnych, bolesnych... a z drugiej strony jak mogę pisać o radości gdy cała jestem smutkiem...?
Nie cieszyłam się przedwcześnie, milczałam z nadzieją, że jeszcze przyjdzie czas na radość... Wiedziałam, że może być różnie... że nie mam żadnej pewności... I stało się. A teraz , mimo iż wydawało się że jestem przygotowana na najgorsze, że jestem gotowa przyjąć wszystko co Pan dla mnie przygotował... nie mogę się odnaleźć, nie potrafię skupić się na prostych czynnościach dnia codziennego. Choć nigdy ich nie widziałam, tak bardzo za nimi tęsknię... Miały tylko 10 tygodni ale to nie zmienia faktu, że były naszymi dziećmi. Każdy z nas miał kiedyś 10 tygodni... Każdy. Bez wyjątku.
Ufam, że z Bożą pomocą zbiorę się w sobie i życie znowu nabierze kolorów. Wiem, że już nic nie będzie takie samo...że po takich doświadczeniach, coś zmienia się w człowieku bezpowrotnie...ale ufam, że Pan da mi siłę . Tak bardzo ufam...
I tylko mam nadzieję, że wiesz co robisz... Panie...
Jak żaden inny oddawał wówczas stan mojego ducha.
Nie przypuszczałam, że nadejdzie chwila,
w której będę czuła potrzebę by zamieścić go ponownie.
A jednak przyszła...
zupełnie niespodziewanie...
wtorek, 10 lipca 2012
Czekając na pustkę...
kropla za kroplą
czas odmierzają
i cisza głucha
smutek i żal w powietrzu wiszą
jakby spaść chciały
ale nie mogą
chcę przestać
myśleć czuć
choć przez chwilę
uciec
na moment
by zaraz wrócić
do tych
co mimo własnego bólu
tak bardzo chcą mnie przytulić
................
źródło fot.: www.strykowski.net
O bólu
W co się ból może zmienić
w gniew tupanie nogą
w otwartą książkę zamkniętą powoli
w modlitwę
płacz prywatny bo wprost do poduszki
list pisany pięć razy bez związku od rzeczy
milczenie przy stole
chodzenie tam i nazad dookoła prawdy
dotknięcie ust samotnych łyżeczką herbaty
w to co niemożliwe - jeszcze nie ostatnie
w tę samą znowu miłość
kończącą się długo
pozwól więc Matko
niech dalej boli
- Ks. Jan Twardowski
....................
źródło fot.: juraj.flog.pl
sobota, 7 lipca 2012
Nie muszą nic mówić, wystarczy że SĄ...
Przychodzą w życiu takie chwile, które pragnie się dzielić z innymi. Zarówno momenty, w których osiągamy sukcesy i tryskamy radością, jak i te, gdy upadamy, a serce na wskroś przeszywa ból. To właśnie wtedy, w najważniejszych chwilach życia, poznajemy prawdę o sobie i o tych, którzy są dla nas ważni.
Przyjaźń...
Porozumienie dusz.
Niepisana deklaracja lojalności i uczciwości.
Pragnienie bycia razem... bez względu na wszystko.
Troska. Zainteresowanie. Bezinteresowna, niezwykła więź.
Prawdziwa przyjaźń.
Nawet jeśli nigdy wcześniej nie została nazwana po imieniu.
Jak dobrze, że nie wszyscy odeszli... Że SĄ ... TERAZ. Gdy tak bardzo potrzebuję ich obecności.
......................
źródło fot.: www.kazmierak.com
Przyjaźń...
Porozumienie dusz.
Niepisana deklaracja lojalności i uczciwości.
Pragnienie bycia razem... bez względu na wszystko.
Troska. Zainteresowanie. Bezinteresowna, niezwykła więź.
Prawdziwa przyjaźń.
Nawet jeśli nigdy wcześniej nie została nazwana po imieniu.
Jak dobrze, że nie wszyscy odeszli... Że SĄ ... TERAZ. Gdy tak bardzo potrzebuję ich obecności.
......................
źródło fot.: www.kazmierak.com
poniedziałek, 2 lipca 2012
Film, który warto zobaczyć...
Jakiś czas temu, na łamach swojego bloga, podzieliłam się odczuciami , stojąc przed wyborem jednego z kilku , bardzo głośnych wówczas, kinowych "hitów". Po przeczytaniu kilku recenzji oraz dających do myślenia opinii na forach , kierując się zdrowym rozsądkiem i kobiecą intuicją, zdecydowałam się na ten najmniej okrzyczany. A tuż po jego obejrzeniu, szczerze poleciłam tę produkcję. Dziś, szukając zupełnie innego filmu, który w ostatnim czasie skradł moje serce, natknęłam się właśnie na wspomniany "I że cię nie opuszczę". Z wielką przyjemnością publikuję go dziś dla tych wszystkich, którzy jeszcze nie mieli okazji go zobaczyć. Przyjemnego oglądania :)
piątek, 29 czerwca 2012
Doceniaj chwile
św. Paweł
Nie ma życia, które składa się z samych dobrych dni. Nie ma też takiego, które pozbawione byłoby chwil radości.
Ważne, abyś starał się utrzymać równowagę, w każdej sytuacji. Ważne też, abyś potrafił każdy moment swojego życia docenić.
Być wdzięcznym za radę, za wskazówkę - to znaczy czerpać naukę z własnych niepowodzeń,potknięć, nawet tragedii. Naukę można też wynosić z sukcesów, chwil radości i momentów największego powodzenia.
Wspaniale jest, gdy potrafisz docenić, iż dane Ci zostało życie obfitujące w bogactwo wydarzeń. Dane Ci zostały liczne talenty, przyjaźnie, piękno otoczenia i wiele innych spraw. Powinieneś robić wszystko, aby tego nie zmarnować.
Tak wiele od Ciebie zależy. Ileż razy już mówiłem podobne zdanie ?
To nic, powiem jeszcze kilka razy, gdy będzie potrzeba. Chcę, abyś uwierzył, że najzwyklejsza z pozoru sytuacja, może się okazać wyjątkowo ważna.
Bądź uważny. Codziennie odkrywaj pogodne strony swojego życia i dziękuj, że właśnie tak to życie wygląda.
- ks. Jerzy Kownacki "Na kolejny dobry dzień"
................................
źródło fot.: www.kazmierak.com
środa, 27 czerwca 2012
Bo nie wszystko jest tym czym się zdaje...

Człowiek jest z natury ciekawy. Lubi wszystko wiedzieć , a jeśli nie wie, często tworzy sobie własny obraz danej sytuacji. Na podstawie swoich wyobrażeń i subiektywnych spostrzeżeń, kreuje rzeczywistość, która niestety często nijak ma się do tej prawdziwej. Istotę tego mechanizmu wspaniale obrazuje doświadczenie, które niejednokrotnie wykorzystuję w swojej pracy by pokazać innym funkcjonowanie ludzkiej natury. Biorę do ręki filiżankę na spodeczku, a do jej środka wkładam deserowy widelczyk ( moment wkładania widelczyka nie jest obserwowany przez uczestników eksperymentu). Doświadczenie jest banalne bo mając przed sobą wspomniane rekwizyty po prostu pytam obecne osoby, co widzą. Oczywiście z podejrzanymi minami wszyscy, jednogłośnie odpowiadają , że filiżankę, spodeczek i... łyżeczkę. No właśnie...łyżeczkę.
O czym to świadczy ? Cóż ważnego mówi nam o ludziach owy prosty eksperyment ?
Otóż własnie to o czym wspominałam wcześniej...
My - ludzie, po prostu często widzimy rzeczy, ale także osoby i sytuacje, takie jakimi chcemy je widzieć. Patrzymy na daną sytuację i z góry zakładamy jak jest. Na pozorach i garstce własnych domysłów budujemy często całą historię, zakładając,że przecież nie może być inaczej. No bo przecież po co ktoś wkładałby do filiżanki widelec zamiast łyżeczki ? Po co ? Przecież tam ma być łyżeczka i już. Tak właśnie postrzegamy świat. To przykre , ale niestety prawdziwe. Bardzo często patrzymy na kogoś kto nie wygląda najlepiej i wydaje nam się, że nie warto poznawać go bliżej, bo z pewnością nie ma nam nic wartościowego do zaoferowania. Wydajemy osąd nie zadając sobie trudu by poznać prawdę o tym człowieku. Nawet nie zakładamy, że prawda może być inna od "naszej prawdy". Patrzymy na ludzi jak na wspomnianą filiżankę i nawet do głowy nam nie przyjdzie, że w środku zamiast oczekiwanej łyżeczki może kryć się widelczyk... że to co tak pewne nam się zdaje, wcale takim nie jest... że może istnieć cała gama okoliczności danej sytuacji, o której nie mamy pojęcia...
A jak to o czym piszę ma się do mojego życia ?
Co mam wspólnego z filiżanką i siedzącym w niej deserowym widelczykiem ?
To, że kiedyś bardzo przejmowałam się tym co myślą i mówią o mnie inni i bardzo bolało mnie kiedy na mój temat wyciągano wnioski na podstawie domniemań. Bardzo brałam sobie do serca każde słowo tyczące się mojej osoby. Pielęgnowałam w sobie złe emocje, wręcz karmiłam się nimi. Na szczęście z ulgą mogę to o sobie powiedzieć w czasie przeszłym, bo w przeciwieństwie do przeszłości, dziś staram się żyć przede wszystkim w zgodzie z własnym sumieniem, a nie tym co ktoś o mnie myśli. Dziś gdy ktoś niesłusznie mnie oceni, nie znając wszystkich faktów i pobudek mojego zachowania, nie spędza mi to już snu z powiek. Być może, przez chwilę, jest mi po ludzku przykro, ale nie roztrząsam już tego w sobie. Nie myślę, nie zamartwiam się bez końca. Żyję jak chcę żyć. W prawdzie i w zgodzie ze sobą. Jestem wolna i niczym nieskrępowana. Mówię co chcę mówić i milczę gdy mam potrzebę milczeć . Czasem po prostu tak trzeba. Bo w życiu już tak jest, że nic nie dzieje się bez powodu...
..................................
źródło fot.: www.kazmierak.com
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Lekcja wybaczania
I choć zwycięstwa nie było, oni zostaną w mojej pamięci na długo. Zwłaszcza jeden z nich.
Jeśli jeszcze nie widzieliście tego wywiadu, obejrzyjcie koniecznie. Kuba Błaszczykowski- nie tylko wspaniały piłkarz, ale przede wszystkim wspaniały człowiek.
niedziela, 17 czerwca 2012
Mimo wszystko...
Są takie momenty w życiu gdy spada na nas zbyt wiele. To co nas spotyka, z trudem ogarniamy myślami, a jeszcze trudniej ogarnąć to fizycznie. Jednym słowem łatwo nie jest. Przychodzi nam mierzyć się z tym co nieprzewidywalne, trudne, bolesne, nieuniknione. Pomiędzy chwile szczęścia i prawdziwej radości, wkrada się zwątpienie, lęk, niepewność. Nieustające zmiany. Ciągłe zmiany. I Tylko On jeden wie do czego to wszystko prowadzi. Dlaczego tak, nie inaczej się dzieje. To On wystawia na próbę przyjaźnie, wytycza nowe obszary działania, weryfikuje nasze plany. Ale jest w tym wszystkim coś niesamowitego... bo mimo to noszę w sercu niezwykły spokój. Mimo niepewności, lęku i piętrzących się trudności ufam, że wszystko czemuś służy...
.....................
źródło fot.: www.kazmierak.com
piątek, 8 czerwca 2012
wtorek, 5 czerwca 2012
Przyjaciel
Pociąg, zwany moim życiem, znów się rozpędził. Na szczęście powoli zwalnia. Znowu Ktoś zdecydował za mnie. Pomógł mi podjąć kilka mądrych decyzji. Spojrzeć na życie z innej perspektywy. Wsłuchać się w siebie. Dostrzec to co na chwilę gdzieś umknęło. Ten Ktoś pomaga mi na każdym kroku, w każdym momencie mojego życia. Jest zawsze gdy Go potrzebuję. Kiedy zapędzam się w swym ludzkim myśleniu. Gdy zaczynam przejmować się tym co mówią inni. Gdy ktoś mnie ocenia . Kiedy niespodziewanie muszę stawić czoło drwinom z tego co dla mnie ważne. Za każdym razem, w każdej trudnej sytuacji, ON przypomina mi, że nie jestem sama. Wiem, że nawet gdyby wszyscy odwrócili ode mnie, On zawsze będzie ze mną. Bo tylko On zna mnie jak nikt inny. Tylko On wie jak rozświetlić moje życie. Jak uczynić mnie szczęśliwą. Mój prawdziwy przyjaciel na dobre i na złe. Droga, Prawda i Życie.
Jezus Chrystus.
......................
źródło fot. : http://cmpol.net/
poniedziałek, 28 maja 2012
Słowa
Są słowa, które bolą
Bardziej niż uderzenie
Które kaleczą duszę
Bardziej niż można okaleczyć ciało
Są słowa, które nigdy paść nie powinny
Z ust żony, matki, córki, przyjaciela
Czasem po prostu lepiej zamilczeć
............................
źródło fot.: http://juraj.flog.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























