wtorek, 22 czerwca 2010
poniedziałek, 21 czerwca 2010
...
Nienazwane
Jak się nazywa - to nienazwane
jak się nazywa to - co zabolało
ten smutek co nie łączy a rozdziela
ta przyjaźń lub inaczej miłość niemożliwa
to co biegło naprzeciw a było rozstaniem
to wciąż najważniejsze co przychodzi mimo
ta przykrość byle jaka jak chłodny skurcz w piersi
ta straszna pustka co graniczy z Bogiem
to - że jeśli nie wiesz dokąd iść
sama cię droga poprowadzi
Ks. Jan Twardowski
źródło fot. : www.exsilentio.blog.pl
Jak się nazywa - to nienazwane
jak się nazywa to - co zabolało
ten smutek co nie łączy a rozdziela
ta przyjaźń lub inaczej miłość niemożliwa
to co biegło naprzeciw a było rozstaniem
to wciąż najważniejsze co przychodzi mimo
ta przykrość byle jaka jak chłodny skurcz w piersi
ta straszna pustka co graniczy z Bogiem
to - że jeśli nie wiesz dokąd iść
sama cię droga poprowadzi
Ks. Jan Twardowski
źródło fot. : www.exsilentio.blog.pl
środa, 16 czerwca 2010
wtorek, 15 czerwca 2010
Rozpoznac Boga...
Bóg mówi do nas każdego dnia. Czasem przemawia ustami drugiego człowieka, czasem można odnaleźc Go w zupełnej ciszy. Każdego dnia daje nam znaki, które właściwie rozpoznane podpowiadają jak życ. Codziennie stawia na naszej drodze kogoś lub coś, co może pomóc nam się do Niego zbliżyc. Jest z nami nieustannie i pragnie byśmy żyli z Nim w stałej łączności, byśmy nauczyli się dostrzegac Go w otaczającym nas świecie i tym co nas spotyka.
źródło fot. : franciszkanska3.pl/.../7118/ex48bi3dgg0t.jpg
Myślę sobie czasem, że patrzy na nas "z góry" i z wielkim utęsknieniem czeka na naszą reakcję. Czasem na słowo uwielbienia , gest radości ... Innym razem na nasze wołanie o pomoc . Czasem na zwyczajną aktywnośc, spontaniczny akt dobroci , wiarę ujawniającą się poprzez działanie.
Tak bardzo chciałabym nie przegapic niczego co pochodzi od Niego dla mnie...
Chwila zadumy nad Słowem Bożym...
(1) W pewien szabat przechodził wśród zbóż, a uczniowie zrywali kłosy i, wykruszając je rękami, jedli. (2) Na to niektórzy z faryzeuszów mówili: Czemu czynicie to, czego nie wolno czynić w szabat? (3) Wtedy Jezus rzekł im w odpowiedzi: Nawet tegoście nie czytali, co uczynił Dawid, gdy był głodny on i jego ludzie? (4) Jak wszedł do domu Bożego i wziąwszy chleby pokładne, sam jadł i dał swoim ludziom? Chociaż samym tylko kapłanom wolno je spożywać. (5) I dodał: Syn Człowieczy jest panem szabatu. (6) W inny szabat wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę.
(7) Uczeni zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód do oskarżenia Go. (8) On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: Podnieś się i stań na środku! Podniósł się i stanął. (9) Wtedy Jezus rzekł do nich: Pytam was: Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy źle, życie ocalić czy zniszczyć? (10) I spojrzawszy wkoło po wszystkich, rzekł do człowieka: Wyciągnij rękę! Uczynił to i jego ręka stała się znów zdrowa. (11) Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, co by uczynić Jezusowi. (12) W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga. (13) Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: (14) Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; (15) Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy; (16) Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą. (17) Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; (18) przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. (19) A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich. (20) A On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. (21) Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. (22) Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: (23) cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. (24) Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. (25) Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. (26) Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom. (27) Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; (28) błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. (29) Jeśli cię kto uderzy w [jeden] policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty. (30) Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. (31) Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! (32) Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. (33) I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. (34) Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. (35) Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. (36) Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. (37) Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. (38) Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie. (39) Opowiedział im też przypowieść: Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? (40) Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel. (41) Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? (42) Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata. (43) Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc. (44) Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. (45) Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta. (46) Czemu to wzywacie Mnie: Panie, Panie, a nie czynicie tego, co mówię? (47) Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. (48) Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, potok wezbrany uderzył w ten dom, ale nie zdołał go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany. (49) Lecz ten, kto słucha, a nie wypełnia, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] potok uderzył w niego, od razu runął, a upadek jego był wielki.
(Ew. Łukasza 6:1-49, Biblia Tysiąclecia)
źródło fot.
(Ew. Łukasza 6:1-49, Biblia Tysiąclecia)
czwartek, 10 czerwca 2010
Słowa, które stały się moją ukochaną modlitwą...
Idąc przez życie kolejny raz upadłem
Jak w tym szukać sił?
Jak przeżywać dzień?
Chce umieć nieść własny krzyż
Nieść go co dnia i ciągle iść
Twoje słowo jak lampa dla moich stóp
Wiem, jesteś tu
Pomóż mi Ojcze przy Tobie więcej być
Przed siebie iść wciąż
I ciągle nieść krzyż
Tak nie chce upadać gdy zjawia się zły
Iść za Tobą wciąż od nowa ufać Ci
Choć nie z uczynku a z łaski Twej mogę żyć
Już nie z uczynku a z łaski Twej mogę żyć
Twoje słowo jak lampa dla moich stóp
Wiem, jesteś tu
..............................................
Tekst utworu muzycznego - "Twoje słowo jak lampa"
Zespół POROZUMIENIE
...............................................
źródło fot. http://th.interia.pl/30,b91baed3e2589498/58.jpg
środa, 9 czerwca 2010
Upadanie...
Są takie dni kiedy spada na nas więcej
niż się spodziewaliśmy.
Dni kiedy czujemy, że nie damy rady
przyjąc już więcej...
Kiedy nie mamy już siły w obliczu trudnej rzeczywistości. Mamy dośc ludzi, ich słów i kolejnych przykrych doświadczeń.
Czujemy sie bezsilni, niezrozumieni ...
trochę samotni.
Plany, oczekiwania, którymi wypełnialiśmy nasze głowy, upadają razem z nami, a to co pewne, okazuje się bardziej kruche niż nam się zdawało. Po raz kolejny dociera do nas, że sami nie zajdziemy daleko...Że w tej trudnej drodze potrzebujemy kogoś , na kim będziemy mogli się wesprzec... Kogoś kto jak nikt inny nas zrozumie...Wystarczy się tylko do Niego zwrócic.
niż się spodziewaliśmy.
Dni kiedy czujemy, że nie damy rady
przyjąc już więcej...
Kiedy nie mamy już siły w obliczu trudnej rzeczywistości. Mamy dośc ludzi, ich słów i kolejnych przykrych doświadczeń.
Czujemy sie bezsilni, niezrozumieni ...
trochę samotni.
Plany, oczekiwania, którymi wypełnialiśmy nasze głowy, upadają razem z nami, a to co pewne, okazuje się bardziej kruche niż nam się zdawało. Po raz kolejny dociera do nas, że sami nie zajdziemy daleko...Że w tej trudnej drodze potrzebujemy kogoś , na kim będziemy mogli się wesprzec... Kogoś kto jak nikt inny nas zrozumie...Wystarczy się tylko do Niego zwrócic.
poniedziałek, 31 maja 2010
niedziela, 30 maja 2010
Opowiadanie o życiu
O tym czego nie dostrzegamy
W pewnym szpitalu w pewnej sali, leżało dwóch pacjentów. Jeden z nich miał sparaliżowane nogi i leżał pod ścianą drugi zaś zdrowszy miał łóżko pod oknem. Sąsiad bardzo mu zazdrościł ze może spoglądać na zewnątrz. Ten zdrowszy zatem codziennie opowiadał mu, co ciekawego dzieje się za oknem - że dzieci bawią się w piaskownicy, jakiś pan jedzie na rowerze, a tam z daleka dwoje ludzi idę trzymając się za ręce... Nagle piłka wpada do stawu, ptaki zrywają się do lotu a nad tym wszystkim rozpościera się cudowne błękitne niebo...
Pacjent przy ścianie z zachwytem słuchał co ma do powiedzenia jego kolega który godzinami snuł opowieści. Pragnął tak jak on choć raz zobaczyć to wszystko. I tak mijały dni... Aż pewnej nocy pacjent spod okna źle się poczuł. Nie mógł dosięgnąć alarmu. Błagał o pomoc stawał się coraz słabszy. Jednak pacjent spod ściany nie pomógł mu, spokojnie patrzył jak jego kolega umiera. Nazajutrz lekarze zabrali ciało.
Pacjent spod ściany poprosił o przeniesienie pod okno. Ucieszony resztkami sił wspiął się na parapet powoli wyciągając ręce. Otworzył oczy... spojrzał... za oknem była... ściana.
....czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wiele mamy
...póki tego nie stracimy...
- Autor nieznany
czwartek, 27 maja 2010
Byc matką...
Już jako kilkunastoletnia dziewczynka , nade wszystko pragnęłam by kiedyś móc zostac matką. Przepełniona obawą, że to niezwykłe doświadczenie mogłoby mnie ominąc, nieustannie modliłam się by Bóg nie odbierał mi tej łaski.
Do dziś nie wiem skąd wzięło się we mnie zarówno silne pragnienie macierzyństwa , jak i lęk przed odebraniem mi szansy na to bym mogła go doświadczyc.
To zadziwiające jak ludzkie życie może się czasem zagmatwac... a raczej jak my, słabi ludzie, potrafimy je, sobie i innym, komplikowac...
Kiedy po raz pierwszy dowiedziałam się, że będę mamą, mimo noszonego od lat,wewnętrznego pragnienia by kiedyś nią zostac, płakałam z przerażenia, myśląc, że to jeszcze nie ten czas. Tak trudno było mi przyjąc, że to już...że dzieje się to wlasnie teraz...że moje życie nieodwracalnie się zmienia. To zadziwiające , ale tak właśnie było.
Kiedy poczułam pierwsze ruchy dziecka zrozumiałam , że w moim życiu naprawdę dokonuje się coś nadzwyczajnego. Zrozumiałam też, że moment w którym Bóg postanowił uczynic mnie matką, wcale nie był przypadkowy... że był to najlepszy, jedyny właściwy czas.
Któż, jak nie On sam, Najwyższy i Wszechwiedzący, mógł wtedy wiedziec lepiej...
Wiadomośc o drugiej ciąży , przyjełam z lekkim niedowierzaniem, ale i z wielką radością.
Wiedziałam już, że choc macierzyństwo jest niebywałym wyzwaniem i ogromną odpowiedzialnością , jest przede wszystkim nieopisanym darem, który ubogaca kobietę bardziej niż największe skarby tego świata.
Marząc po cichu o dużej, szczęśliwej rodzinie, z zachwytem obserwowalam domy, w których dorastały moje koleżanki. Domy, gdzie przy rodzinnym stole zasiadało nie 4 ( jak u mnie ), ale 5...6 osób. Nieśmiało wierzyłam, że kiedyś uda mi się taką rodzinę stworzyc. I choc co jakiś czas pojawiały się obawy i wątpliwości czy oby na pewno sprostam temu wyzwaniu , w głębi serca pragnęłam by Pan obdarował nas jeszcze potomstwem. Nie zamykając się więc na nowe życie, każdego dnia żyłam z przekonaniem, że wszystko w Jego rękach...
I stało się... Cudowna wiadomośc o poczęciu trzeciego dziecka, była wielkim wydarzeniem w naszej rodzinie. Sama długo nie moglam w to uwierzyc, aż w końcu dotarło do mnie, że znowu będę mamą .Oszołomiona szczęściem jakie nas spotkało, żyłam beztrosko jak dotychczas , ani przez chwilę nie biorąc pod uwagę , że coś mogłoby nie pójśc po mojej myśli...
Nadszedł jednak smutny dzień, w którym usłyszałam , że serduszko naszego dziecka przestało bic. W jednej chwili świat dookoła mnie się zatrzymał. Nagle przeszyły mnie nieopisany ból, wszechogarniające uczucie straty oraz wielki żal z powodu niespełnionych pragnień. Moje ciało stało się jedną, wielką pustka.
Nikt nie przewidział, że ten sam Miłosierny Bóg, który obdarował nas tym cudownym, upragnionym życiem ...pozwoli by tak szybko zgasło. Nikt nie przypuszczał, że tak trudne doświadczenie może spaśc właśnie na nas...
Wierząc w głęboki sens wszystkiego co nas spotyka , całe swoje życie oddałam Bogu.
Nie stawiałam oskarżeń... Nie pytałam też : dlaczego ja... ? Po prostu zaufałam bezgranicznie. Powierzyłam Mu wszystko co miałam.Wszystko co za mną i co przede mną. Całe swoje życie. Z pokorą, dziecięcą ufnością i ogromną nadzieją, przyjęłam Jego wolę, wierząc że po raz kolejny wiedział lepiej ...
Pół roku później, utwierdziłam się w przekonaniu, że Bóg wcale mnie nie opuścił, ale przez cały ten trudny czas był ze mną i w ciszy wsłuchiwał się w moje modlitwy. Ku mojej radości okazało się, że z Jego łaski, w moim ciele , po raz kolejny zrodziło się ludzkie życie.
Z Jego łaski, znowu otrzymałam szansę by zostac mamą....
Dziękuję Mu za to z całego serca i z ufnością czekam na dzień, w którym powitamy nasze maleństwo na tym świecie.
Do dziś nie wiem skąd wzięło się we mnie zarówno silne pragnienie macierzyństwa , jak i lęk przed odebraniem mi szansy na to bym mogła go doświadczyc.
To zadziwiające jak ludzkie życie może się czasem zagmatwac... a raczej jak my, słabi ludzie, potrafimy je, sobie i innym, komplikowac...
Kiedy po raz pierwszy dowiedziałam się, że będę mamą, mimo noszonego od lat,wewnętrznego pragnienia by kiedyś nią zostac, płakałam z przerażenia, myśląc, że to jeszcze nie ten czas. Tak trudno było mi przyjąc, że to już...że dzieje się to wlasnie teraz...że moje życie nieodwracalnie się zmienia. To zadziwiające , ale tak właśnie było.
Kiedy poczułam pierwsze ruchy dziecka zrozumiałam , że w moim życiu naprawdę dokonuje się coś nadzwyczajnego. Zrozumiałam też, że moment w którym Bóg postanowił uczynic mnie matką, wcale nie był przypadkowy... że był to najlepszy, jedyny właściwy czas.
Któż, jak nie On sam, Najwyższy i Wszechwiedzący, mógł wtedy wiedziec lepiej...
Wiadomośc o drugiej ciąży , przyjełam z lekkim niedowierzaniem, ale i z wielką radością.
Wiedziałam już, że choc macierzyństwo jest niebywałym wyzwaniem i ogromną odpowiedzialnością , jest przede wszystkim nieopisanym darem, który ubogaca kobietę bardziej niż największe skarby tego świata.
Marząc po cichu o dużej, szczęśliwej rodzinie, z zachwytem obserwowalam domy, w których dorastały moje koleżanki. Domy, gdzie przy rodzinnym stole zasiadało nie 4 ( jak u mnie ), ale 5...6 osób. Nieśmiało wierzyłam, że kiedyś uda mi się taką rodzinę stworzyc. I choc co jakiś czas pojawiały się obawy i wątpliwości czy oby na pewno sprostam temu wyzwaniu , w głębi serca pragnęłam by Pan obdarował nas jeszcze potomstwem. Nie zamykając się więc na nowe życie, każdego dnia żyłam z przekonaniem, że wszystko w Jego rękach...
I stało się... Cudowna wiadomośc o poczęciu trzeciego dziecka, była wielkim wydarzeniem w naszej rodzinie. Sama długo nie moglam w to uwierzyc, aż w końcu dotarło do mnie, że znowu będę mamą .Oszołomiona szczęściem jakie nas spotkało, żyłam beztrosko jak dotychczas , ani przez chwilę nie biorąc pod uwagę , że coś mogłoby nie pójśc po mojej myśli...
Nadszedł jednak smutny dzień, w którym usłyszałam , że serduszko naszego dziecka przestało bic. W jednej chwili świat dookoła mnie się zatrzymał. Nagle przeszyły mnie nieopisany ból, wszechogarniające uczucie straty oraz wielki żal z powodu niespełnionych pragnień. Moje ciało stało się jedną, wielką pustka.
Nikt nie przewidział, że ten sam Miłosierny Bóg, który obdarował nas tym cudownym, upragnionym życiem ...pozwoli by tak szybko zgasło. Nikt nie przypuszczał, że tak trudne doświadczenie może spaśc właśnie na nas...
Wierząc w głęboki sens wszystkiego co nas spotyka , całe swoje życie oddałam Bogu.
Nie stawiałam oskarżeń... Nie pytałam też : dlaczego ja... ? Po prostu zaufałam bezgranicznie. Powierzyłam Mu wszystko co miałam.Wszystko co za mną i co przede mną. Całe swoje życie. Z pokorą, dziecięcą ufnością i ogromną nadzieją, przyjęłam Jego wolę, wierząc że po raz kolejny wiedział lepiej ...
Pół roku później, utwierdziłam się w przekonaniu, że Bóg wcale mnie nie opuścił, ale przez cały ten trudny czas był ze mną i w ciszy wsłuchiwał się w moje modlitwy. Ku mojej radości okazało się, że z Jego łaski, w moim ciele , po raz kolejny zrodziło się ludzkie życie.
Z Jego łaski, znowu otrzymałam szansę by zostac mamą....
Dziękuję Mu za to z całego serca i z ufnością czekam na dzień, w którym powitamy nasze maleństwo na tym świecie.
poniedziałek, 24 maja 2010
POWSTAŃ...
.........................................................................
źródło : http://www.apostol.pl/
piątek, 21 maja 2010
Wielki choć niewidoczny
Nie widać
wiersze książki obrazy
wdzięczni że nas dostrzegą
stawiamy sobie pomniki
zamawiamy grób z fotografią na wszelki wypadek
pokazujemy swój smutek jak wychudłą świnię
swoją miłość i rozpacz by grubiej śpiewały
Twoje dzieło największe bo Ciebie nie widać
Ks. Jan Twardowski
................................................................................
czwartek, 20 maja 2010
O przebudzeniu c.d
Przebudzenie jest niezwykłym wydarzeniem . Otwieramy oczy i nagle uświadamiamy sobie, że tak naprawdę przenieśliśmy się w inny wymiar.
Sen, choc czasem wydaje się piękny, jest czymś nierealnym i nieuchwytnym. Jednego dnia piękny jak marzenie, innego może okazac się wielkim koszmarem. Tajemniczy i niezbyt jasny.....Niby w nim jesteśmy, a jednak nie do końca...
Kiedy następuje przebudzenie nie zawsze jest miło. Zanim zorientujemy się gdzie, w jakim czasie i dlaczego się znajdujemy, często doświadczamy momentu dezorientacji, wręcz zagubienia. Jak się okazuje, nie wystarczy się przebudzic by twardo stanąc na nogach...
Przebudzenie bowiem to dopiero wstęp do prawdziwego życia. Tuż po otwarciu powiek, czekają nas kolejne zadania, a pierwszym z nich jest nadanie naszemu życiu właściwego kierunku.
Bo przecież można przebudzic się, a mimo to cały dzień spędzic w łóżku... Można podnieśc się z łóżka, a mimo to błąkac się po domu bez wyraźnego celu. Można też przebudzic się, opuścic łożko, a mimo to, nie zdejmując z siebie piżamy lub wkładając na siebie byle co i byle jak, tkwic nadal w półśnie...funkcjonując nie do końca świadomie i nie do końca na serio.
Przebudzenie nie jest proste. Otworzenie oczu to nie wszystko...
Prawdziwe przebudzenie nie jest krótkotrwałym incydentem, którego po chwili już się nie pamięta. Nie jest także dziełem przypadku. Prawdziwe przebudzenie jest procesem, ciągiem zmian jakie zachodzą najpierw w naszym wnętrzu, a wkrótce potem, również dookoła nas. Prawdziwe przebudzenie jest darem, o który nieustannie trzeba się troszczyc i codziennie za niego dziękowac.
Nie wystarczy raz otowrzyc oczu. Trzeba otwierac je nieustannie, każdego dnia.
I nie bac się... nawet jeśli rzeczywistośc okazuje się byc trudniejsza od tego co widzieliśmy we śnie. Bo, jak powiedział już kiedyś Sokrates, tylko świadome życie warte jest tego by je przeżyc.
Sen, choc czasem wydaje się piękny, jest czymś nierealnym i nieuchwytnym. Jednego dnia piękny jak marzenie, innego może okazac się wielkim koszmarem. Tajemniczy i niezbyt jasny.....Niby w nim jesteśmy, a jednak nie do końca...
Kiedy następuje przebudzenie nie zawsze jest miło. Zanim zorientujemy się gdzie, w jakim czasie i dlaczego się znajdujemy, często doświadczamy momentu dezorientacji, wręcz zagubienia. Jak się okazuje, nie wystarczy się przebudzic by twardo stanąc na nogach...
Przebudzenie bowiem to dopiero wstęp do prawdziwego życia. Tuż po otwarciu powiek, czekają nas kolejne zadania, a pierwszym z nich jest nadanie naszemu życiu właściwego kierunku.
Bo przecież można przebudzic się, a mimo to cały dzień spędzic w łóżku... Można podnieśc się z łóżka, a mimo to błąkac się po domu bez wyraźnego celu. Można też przebudzic się, opuścic łożko, a mimo to, nie zdejmując z siebie piżamy lub wkładając na siebie byle co i byle jak, tkwic nadal w półśnie...funkcjonując nie do końca świadomie i nie do końca na serio.
Przebudzenie nie jest proste. Otworzenie oczu to nie wszystko...
Prawdziwe przebudzenie nie jest krótkotrwałym incydentem, którego po chwili już się nie pamięta. Nie jest także dziełem przypadku. Prawdziwe przebudzenie jest procesem, ciągiem zmian jakie zachodzą najpierw w naszym wnętrzu, a wkrótce potem, również dookoła nas. Prawdziwe przebudzenie jest darem, o który nieustannie trzeba się troszczyc i codziennie za niego dziękowac.
Nie wystarczy raz otowrzyc oczu. Trzeba otwierac je nieustannie, każdego dnia.
I nie bac się... nawet jeśli rzeczywistośc okazuje się byc trudniejsza od tego co widzieliśmy we śnie. Bo, jak powiedział już kiedyś Sokrates, tylko świadome życie warte jest tego by je przeżyc.
wtorek, 18 maja 2010
wtorek, 11 maja 2010
sobota, 10 kwietnia 2010
...
Kiedy dziś w nocy odchodziłam od komputera, nie przypuszczałam, że tuż po przebudzeniu, usłyszę wiadomośc o tak wielkiej tragedii ... Na myśl o tym co się stało i o tym, co muszą czuc najbliżsi tych, którzy zginęli, żal ściska mi serce. Brak słów by oddac co czuje się w tak trudnych momentach jak ten...
Modlitwa... to chyba jedyne co możemy zrobic dla tych 96 osób, które dziś odeszły. Dla nich i dla ich pogrążonych w rozpaczy rodzin i bliskich...
Modlitwa... to chyba jedyne co możemy zrobic dla tych 96 osób, które dziś odeszły. Dla nich i dla ich pogrążonych w rozpaczy rodzin i bliskich...
Szczęście
Tak wielu z nas poszukuje w życiu nadzwyczajności... Coraz częściej pragniemy miec więcej, życ piękniej i lepiej od innych. Zapominamy, że więcej nie zawsze znaczy lepiej, że piękno jest pojęciem względnym, a to co wydaje się byc lepsze nie zawsze się takim okazuje... To smutne, że coraz rzadziej potrafimy cieszyc się z tego co mamy, pragnąc wciąż więcej i więcej. A przecież życie to nie wyścig, ani konkurs piękności.
Prawda jest taka, że tylko od nas zależy czy zechcemy dostrzec to wszystko co Dobry Bóg zechciał nam podarowac... i że nikt inny, jak tylko my sami możemy sprawic, że tu i teraz, z tym co mamy i tacy jacy jesteśmy, poczujemy się naprawdę szczęśliwi.
Prawda jest taka, że tylko od nas zależy czy zechcemy dostrzec to wszystko co Dobry Bóg zechciał nam podarowac... i że nikt inny, jak tylko my sami możemy sprawic, że tu i teraz, z tym co mamy i tacy jacy jesteśmy, poczujemy się naprawdę szczęśliwi.
Przebudzenia c.d
" Jeśli pragniecie swego przebudzenia jest rzeczą niezmiernie ważną, by rozpocząc to co nazywam "samoobserwacją". Uświadom sobie to co mówisz, to co robisz, bądź świadom tego co myślisz, bądź świadom tego jak działasz. Bądź świadom swych motywów; tego, skąd one się biorą. Nieświadome życie nie jest warte tego, by je przeżyc. Nieświadome życie jest życiem mechanicznym."
- Anthony de Mello
"Przebudzenie"
- Anthony de Mello
"Przebudzenie"
środa, 7 kwietnia 2010
ŚWIĘTA możesz miec w sercu każdego dnia.
Święta Wielkanocne.
Wielki tydzień... Triduum Paschalne... Czas modlitwy, zadumy, adoracji . I ta jedyna, Wielka Noc. Radosna jak żadna inna. Dni świąteczne mijają... ale On wciąż jest. Zmartwychwstały Chrystus, który zwyciężył śmierc. Jest każdego dnia i każdej nocy. Zawsze. Jest ze mną i z Tobą. Dla mnie i dla Ciebie. Z Nim nie musimy się bac. On jest naszą nadzieją i siłą, której potrzebujemy. Miłością, której pragniemy i prawdą, której nieustannie poszukujemy.
Nie każmy czekac Mu na siebie cały rok...
Wielki tydzień... Triduum Paschalne... Czas modlitwy, zadumy, adoracji . I ta jedyna, Wielka Noc. Radosna jak żadna inna. Dni świąteczne mijają... ale On wciąż jest. Zmartwychwstały Chrystus, który zwyciężył śmierc. Jest każdego dnia i każdej nocy. Zawsze. Jest ze mną i z Tobą. Dla mnie i dla Ciebie. Z Nim nie musimy się bac. On jest naszą nadzieją i siłą, której potrzebujemy. Miłością, której pragniemy i prawdą, której nieustannie poszukujemy.
Nie każmy czekac Mu na siebie cały rok...
niedziela, 21 marca 2010
"Misericordias Domini in aeternum cantabo"
Czasem otrzymujemy kolejną szansę...
Pan wysłuchuje naszych modlitw
i zsyła nadzieję.
Choc po doświadczeniu starty, trudno o spontaniczną radośc, w głębi serca jest i pragnie krzyczec. Jednak tym razem, pokora każe cieszyc się jej w ciszy.
Po raz kolejny, wszystko w Jego rękach ...
I choc każdego dnia radośc miesza się z lękiem...
po prostu ufam.
......................................................................................................................
sobota, 6 marca 2010
czwartek, 4 marca 2010
środa, 3 marca 2010
Uwielbiam...
Uwielbiam gdy złociste promyki słońca rozświetlają o poranku moją twarz. Gdy delikatnie ją muskając, szeptają : "Już jest... Kolejny, nowy dzień Twojego życia. "
Uwielbiam te dni jak ten, gdy w chwilę po otwarciu powiek,wpadam w zachwyt na widok olśniewającego błękitu nieba.
Uwielbiam tupot małych stópek, które każdego ranka przemierzają tą samą drogę. Z pokoju do pokoju...od łóżka do łóżka... Kiedy wiem, że lada chwila ktoś kochany wtuli się we mnie i wypowie słodkie" manusiu".
Uwielbiam szczerą radośc , którą mają w oczach moje dzieci.
Ich spontanicznośc, naturalnośc i nieopisaną ciekawośc swiata.
Uwielbiam opiekuńczośc mojej drugiej połówki.
Jego codzienne, niewymuszone dowody miłości.
Słowa z głębi serca. Nigdy puste i nigdy rzucane na wiatr.
Uwielbiam każdy dzień mojego życia.
Za miłośc, która mnie otacza...
Miłośc, którą codziennie objawia mi ON.
........................................................................
źródło fot. - www.digart.pl
Uwielbiam te dni jak ten, gdy w chwilę po otwarciu powiek,wpadam w zachwyt na widok olśniewającego błękitu nieba.
Uwielbiam tupot małych stópek, które każdego ranka przemierzają tą samą drogę. Z pokoju do pokoju...od łóżka do łóżka... Kiedy wiem, że lada chwila ktoś kochany wtuli się we mnie i wypowie słodkie" manusiu".
Uwielbiam szczerą radośc , którą mają w oczach moje dzieci.
Ich spontanicznośc, naturalnośc i nieopisaną ciekawośc swiata.
Uwielbiam opiekuńczośc mojej drugiej połówki.
Jego codzienne, niewymuszone dowody miłości.
Słowa z głębi serca. Nigdy puste i nigdy rzucane na wiatr.
Uwielbiam każdy dzień mojego życia.
Za miłośc, która mnie otacza...
Miłośc, którą codziennie objawia mi ON.
........................................................................
źródło fot. - www.digart.pl
Przepis na duchowość...
(...) Bardzo charakterystyczną cechą religijności naszych czasów jest tzw. selektywność. Ludzie wybierają sobie z Bożej nauki to, co im odpowiada. Ktoś opisał kiedyś to zjawisko w obrazowy sposób mówiąc, że dzisiejszy człowiek bierze do ręki Biblię i długopis, a potem wykreśla to , co mu nie odpowiada. Wspomaganie biednych? Ależ tak, oczywiście, to bardzo słuszne. Wybaczać siedemdziesiąt siedem razy? Nie, to zupełnie nieżyciowe. Czcić ojca i matkę? Owszem, to także słuszne. Na kobietę nie patrzeć pożądliwie? Nie, to już pewna przesada.
I tak dokonuje się tej selekcji, dzieląc Boże prawdy na życiowe i nieżyciowe, słuszne i niesłuszne. Tak właśnie wygląda poprawianie Pana Boga, przepuszczanie Jego nauki przez filtr naszego ułomnego pojmowania. A Boże słowa przyjmuje się albo w całości, albo wcale. Z Bożymi prawdami jest jak z cegiełkami w sklepieniu świątyni- gdy wyjmie się jedną, zawali się całość. Nie można byc chrześcijaninem na siedemdziesiąt czy czterdzieści procent. Bóg zawsze stawiał przed człowiekiem propozycję: wszystko za wszystko. Moje życie za twoje życie. Całkowita opieka za całkowite zaufanie. Tym, którzy chcą z Panem Bogiem handlować, tym którzy podchodzą do wiary od strony minimalizmu - Czy koniecznie muszę to zrobic ? Czy nie można tego jakoś ominąć ? - tym wszystkim, nam wszystkim Bóg mówi: nawróćcie się ! Nawróćcie się do mnie sercem! Bóg chce, abyśmy byli Jego dziećmi, nie klientami. (...)
Usłyszałem kiedyś pouczającą historię o wieśniaku, który zobaczył, jak w pałacu dziedzica goście jedli smakowite ciasto. Udało mu się zdobyc przepis i polecił żonie, która była bardzo skąpą kobietą, by upiekła mu ten przysmak. Niewiasta wzięła do ręki przepis i zaczęła narzekac: "Kilo mąki pszennej? A skąd ja wezmę pszenną? Dam trochę żytniej. Pięć jajek? Po co pięć, wystarczą dwa. Pół litra śmietany? Wystarczy mleko i trochę wody. Dwie łyżki masła? Szkoda masła, dam gęsiego smalcu." Gdy ciasto było już gotowe, mąż skosztował i odrazu wypluł wszystko, dziwiąc się, że ci bogaci ludzie mogą jeść coś tak okropnego.
My także często, po cichu zmieniamy przepis na chrześcijańską duchowość. Gorącą modlitwę zamieniami na bezmyślny pacierz albo jedynie znak krzyża. Obecność na mszy św. po prostu zaliczamy bez zaangażowania i zrozumienia, bez poczucia, że składamy Bogu ofiarę. Posty stały się symboliczne albo w ogóle ich nie ma. Naszą ofiarą są resztki czasu albo rzeczy już niepotrzebne. I po pewnym czasie spostrzegamy, że taka pobożność już nam nie smakuje, a nawet stała się uciążliwym balastem życia.(...)
Wielki post jest czasem na rozgrzanie naszej wiary , na oczyszczenie jej z wpływów grzesznego świata, który chce wszystko uczynić prostym i wygodnym. W zasadzie nie ma w tym nic złego gdy ludzie zabiegają o to, by ich życie pozbawione było trudu i cierpienia. To jednak bardzo niebezpieczne, gdy procesem takiego ułatwiania sobie życia obejmiemy także religię. Bowiem krzyż poskracany, ociosany, owinięty mięciutką gąbką - to nie jest już to życiodajne drzewo, na którym umarł Chrystus.(...)
- fragment nauki rekolekcyjnej Ks. Piotra Pawlukiewicza
z książki pt."Kazania radiowe 1992-2002 "
niedziela, 28 lutego 2010
...
"Kto nie rozmyśla,
podobny jest do człowieka,
który nigdy nie przegląda się w lustrze."
- Ojciec Pio
źródło fot. - www.spaplanet.pl/artykuly.php?id=547
sobota, 27 lutego 2010
P jak pycha i pokora
Są dni kiedy w mojej glowie i sercu dzieje się zbyt wiele by, bez pozostawionego na łamach bloga słowa refleksji , przyłożyc głowę do poduszki. I choc nie sposób opisac wszystkiego ( nawet nie zamierzam próbowac bo nie spałabym wcale), jest coś o czym od pewnego czasu bardzo napisac chciałam...
Pycha i pokora. To one- niczym dwie siostry- będą dziś tematem moich rozważań.
Czym właściwie są?
Jak je rozpoznac ? Kogo dotyczą ?
A może raczej, czy jest ktoś kogo nie dotyczą ?
Myślę sobie, że siedzą w każdym z nas... Bez wyjątku.
Z którą polubiliśmy się bardziej? Której ulegamy częsciej ? Odpowiedzmy sobie sami...
Pycha i pokora.
Niestety najczęsciej jedna z nich wiedzie prym....i niestety nie jest nią pokora.
Ta wciąż pozostaje w mniejszości jako nieatrakcyjna i nie do końca rozumiana. Postawienie na pokorę niesie za sobą ryzyko... przynajmniej w jej powszechnym odbiorze. Bo przecież czlowiek pokorny kojarzy się z tym, który ustępuje, nie walczy o swoje, a wręcz się poddaje.
To właśnie pycha, "mądrzejsza" z dwóch sióstr, zawsze wie jak wyjśc na swoje. Ona wie najlepiej komu i jak się przypodobac, pokazac swoją wyższośc i jak się w życiu ustawic by zawsze byc na wygranej pozycji. Pycha nie widzi, że jest pusta i wyrządza krzywdę innym. Nie widzi jak rozpychając się łokciami, łamie zasady dobrego wychowania i ogólnie przyjęte normy etyczne. Dla pychy wartości nie istnieją. Jedyną wartością jest JA i to co MOJE. Oczywiście pycha robi wszystko by MOJE było najlepsze, najpiękniejsze, najbardziej widoczne, po prostu zawsze NAJ. Inni się nie liczą. Inni zawsze będą w tyle. Nieważni, gorsi, mniej inteligentni i niezaradni życiowo. Pycha nie brzydzi się kłamstwa, gry pozorów i manipulacji. Ona uwielbia rachowac, kalkulowac, ustawiac innych niczym pionki w grze... oczywiście swojej, dobrze przemyslanej. Posłużyc się drugim człowiekiem dla swojego interesu - to jedna z jej specjalności. Tak długo "liczy się" z drugim człowiekiem, jak długo jest jej do czegoś potrzebny. Pycha nie jest ani trochę sentymentalna. A jeśli się taką wydaje, po prostu się przebiera. Nikt tak jak ona nie uwielbia życiowej maskarady...publicznego obnoszenia się ze swojej hojności, wspaniałomyślności, pomocy poszkodowanym przez los. Pycha uwielbia byc podziwiana, za wszystko.
A pokora... Jej na próżno będziemy szukac na okładkach i w nagłówkach gazet . Czasem zdarzy się wyjątek, ale bardzo rzadko. Ona raczej nie pcha się do zdjęc...nie pozuje, nie przepada za wywiadami. Nie lubi fleszy i hucznych imprez. Pokora ceni sobie ciszę. Nie dąży do sławy za wszelką cenę, nie szuka rozgłosu. Nie musi błyszczec by ją zauważono. Nie lubi się przechwalac. Rzadko występuje publicznie, a jesli już to robi i przychodzi jej mówic o sobie i swoich dokonaniach, robi to z niezwykłą klasą. Pokora jest prosta. Pokora jest piękna. Nie dowartościowuje się mówiąc źle o innych, nie krzyczy, nie poniża. Pokora lśni swoim wewnętrznym pięknem, które sprawia że bez względu na wierzchnie okrycie, zawsze wygląda pięknie. Najważniejsza jest dla niej prawda i miłośc do drugiego człowieka. Ona nigdy nie wyszydzi, nie wykorzysta, nie zdradzi. Jej drugie imię to dobro.
Nie łatwo jest spojrzec na siebie krytycznie... Ba. To bardzo trudne.
Ale warto od czasu do czasu zastanowic się nad sobą i tym co w życiu ważne, by się w złym kierunku zbytnio nie zapędzic...
..........................................................................................................
Dla tych, którzy chcieliby temat pokory i pychy przeanalizowac w nieco szerszym kontekście, gorąco polecam pewien artykuł. Kliknij i koniecznie przeczytaj do końca.
Pycha i pokora. To one- niczym dwie siostry- będą dziś tematem moich rozważań.
Czym właściwie są?
Jak je rozpoznac ? Kogo dotyczą ?
A może raczej, czy jest ktoś kogo nie dotyczą ?
Myślę sobie, że siedzą w każdym z nas... Bez wyjątku.
Z którą polubiliśmy się bardziej? Której ulegamy częsciej ? Odpowiedzmy sobie sami...
Pycha i pokora.
Niestety najczęsciej jedna z nich wiedzie prym....i niestety nie jest nią pokora.
Ta wciąż pozostaje w mniejszości jako nieatrakcyjna i nie do końca rozumiana. Postawienie na pokorę niesie za sobą ryzyko... przynajmniej w jej powszechnym odbiorze. Bo przecież czlowiek pokorny kojarzy się z tym, który ustępuje, nie walczy o swoje, a wręcz się poddaje.
To właśnie pycha, "mądrzejsza" z dwóch sióstr, zawsze wie jak wyjśc na swoje. Ona wie najlepiej komu i jak się przypodobac, pokazac swoją wyższośc i jak się w życiu ustawic by zawsze byc na wygranej pozycji. Pycha nie widzi, że jest pusta i wyrządza krzywdę innym. Nie widzi jak rozpychając się łokciami, łamie zasady dobrego wychowania i ogólnie przyjęte normy etyczne. Dla pychy wartości nie istnieją. Jedyną wartością jest JA i to co MOJE. Oczywiście pycha robi wszystko by MOJE było najlepsze, najpiękniejsze, najbardziej widoczne, po prostu zawsze NAJ. Inni się nie liczą. Inni zawsze będą w tyle. Nieważni, gorsi, mniej inteligentni i niezaradni życiowo. Pycha nie brzydzi się kłamstwa, gry pozorów i manipulacji. Ona uwielbia rachowac, kalkulowac, ustawiac innych niczym pionki w grze... oczywiście swojej, dobrze przemyslanej. Posłużyc się drugim człowiekiem dla swojego interesu - to jedna z jej specjalności. Tak długo "liczy się" z drugim człowiekiem, jak długo jest jej do czegoś potrzebny. Pycha nie jest ani trochę sentymentalna. A jeśli się taką wydaje, po prostu się przebiera. Nikt tak jak ona nie uwielbia życiowej maskarady...publicznego obnoszenia się ze swojej hojności, wspaniałomyślności, pomocy poszkodowanym przez los. Pycha uwielbia byc podziwiana, za wszystko.
A pokora... Jej na próżno będziemy szukac na okładkach i w nagłówkach gazet . Czasem zdarzy się wyjątek, ale bardzo rzadko. Ona raczej nie pcha się do zdjęc...nie pozuje, nie przepada za wywiadami. Nie lubi fleszy i hucznych imprez. Pokora ceni sobie ciszę. Nie dąży do sławy za wszelką cenę, nie szuka rozgłosu. Nie musi błyszczec by ją zauważono. Nie lubi się przechwalac. Rzadko występuje publicznie, a jesli już to robi i przychodzi jej mówic o sobie i swoich dokonaniach, robi to z niezwykłą klasą. Pokora jest prosta. Pokora jest piękna. Nie dowartościowuje się mówiąc źle o innych, nie krzyczy, nie poniża. Pokora lśni swoim wewnętrznym pięknem, które sprawia że bez względu na wierzchnie okrycie, zawsze wygląda pięknie. Najważniejsza jest dla niej prawda i miłośc do drugiego człowieka. Ona nigdy nie wyszydzi, nie wykorzysta, nie zdradzi. Jej drugie imię to dobro.
Nie łatwo jest spojrzec na siebie krytycznie... Ba. To bardzo trudne.
Ale warto od czasu do czasu zastanowic się nad sobą i tym co w życiu ważne, by się w złym kierunku zbytnio nie zapędzic...
..........................................................................................................
Dla tych, którzy chcieliby temat pokory i pychy przeanalizowac w nieco szerszym kontekście, gorąco polecam pewien artykuł. Kliknij i koniecznie przeczytaj do końca.
czwartek, 25 lutego 2010
Jeszcze
Jeszcze się trzymasz własnego szczęścia za włosy
odkładasz sobie w byle garnuszku
piszesz pamiętnik to znaczy stawiasz sobie pomnik
dlatego powietrze karmi cię skąpo
nie prowadzą niewidzialne ręce
to co wielkie nie przychodzi mimo woli
ból daremny - bo nie umierasz
nie umiesz oddać siebie
to jakże masz dostać wszystko
Ks. Jan Twardowski
źródło fot. http://www.digart.pl/praca/2413584
niedziela, 21 lutego 2010
Życie...
"Człowiek coraz wyraźniej
to rozumie, że życie
jest jedynie czasem zasiewu,
jest jedynie czasem zasiewu,
a żniwa nie są tutaj."
- Vincent van Gogh
źródło fot. photo.bikestats.eu
sobota, 20 lutego 2010
Powolne budzenie z zimowego snu;)
Za oknem jeszcze zima, powoli zanikająca, ale jednak. Wygląda na to, że jeszcze trochę przyjdzie nam się z nią natrudzic bo meteorolodzy zapowiadają, że marzec najprawdopodobniej jeszcze będzie srogi ( tak przynajmniej słyszałam). Ci co znają mnie dłużej wiedzą, że moją ukochana porą roku jest wiosna...ta soczyście zielona, pachnąca i ciepła. Przyznaję, że wyglądam jej już z utęsknieniem. Tym bardziej, że jest powód dla którego ta wiosna może byc dla mnie wyjatkowa...Wszystko jednak w swoim czasie. Teraz staram się skupic na tym co tu i teraz, bo jak mawiał Ojciec Pio "tylko ten czas, który ucieka jest naszą wlaśnością". Nie wiem jak Wy, moi drodzy Czytelnicy, ale ja czuję się trochę jak niedźwiedź budzący się z zimowego snu;) No cóż... sądząc po Waszej ostatniej blogowej "aktywności" , Wy chyba też jeszcze śpicie ;) Mimo wszystko pozostaję z nadzieją, że dacie wkrótce jakiś znak życia :)
Pozdrawiam Wszystkich ciepło.
piątek, 19 lutego 2010
Miłośc na śmierc nie umiera.
Po raz pierwszy w życiu , własnie dziś, poprzez to konkretne rozważanie - Droga Krzyżowa Chrystusa , trafiła w sam środek mojego serca . Zawsze ją rozumiałam, ale dopiero dziś dane było mi ją prawdziwie przeżyc...
Specjalnie dla Was odnalazłam w sieci tekst ,w który jeszcze kilka godzin temu wsłuchiwałam się z nieopisanym wzruszeniem.
Naprawdę warto znaleźc chwilę by oddac się refleksji nad tym niezwykle głębokim rozważaniem...
Miłość na śmierć nie umiera, czyli o losach Miłości na Drodze Krzyżowej
Miłość na śmierć nie umiera?
Bez znaku zapytania powiedział tak kiedyś Jan Twardowski, ksiądz i poeta. Ale dramatyczne wydarzenia sprzed niemal dwóch tysięcy lat, które dotknęły Miłości, zdają się obalać intuicję księdza Jana.
Spróbujmy przyjrzeć się temu, co przydarzyło się Miłości w czasie Drogi Krzyżowej. Jeśli przy końcu tekstów dojdziesz do przekonania, że "miłość na śmierć nie umiera", masz po co żyć. Bo rzeczywiście kochasz. I nie umrzesz. Nie umrą także ci, których naprawdę kochasz.
Stacja 1. Wyrok śmierci
Miłość godzi się na niesłuszne wyroki. Poddaje się skazaniem. Przyjmuje wyroki cicho. Bez protestów, choć z rozerwanym sercem. Bolą nas wszystkich niesłuszne wyroki, ale czy miłość istnieć może bez bólu?
Ale z drugiej strony w słowniku miłości nie ma zdania: "Skazuję cię...". Ona zawsze mówi: "Daruję ci...".
Najtrudniej jest chyba usłyszeć: "Umrzesz. Dziś umrzesz. To jest dzień twojej śmierci". Najtrudniej usłyszeć te słowa, gdy się kocha. I przyjąć - w pełnym osłupieniu - z ust tych, których się kocha.
Miłość, na śmierć skazana uczy nas, że miłość na śmierć nie umiera. Miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości.
Stacja 2. Krzyż na plecach
Tu nie ma innego wyjścia. Rozwój miłości, jej wypełnianie się, zawsze domaga się krzyża. Póki krzyż nie osiądzie na ramionach, nie ma miłości. Są tylko płoche marzenia i złuda harlequinów i niespełniony filmowy melodramat.
Krzyż jest jednak wiosną miłości. A jak krzyż się nie starzeje, tak i miłości obca jest starość. Miłość z krzyżem na plecach nie zna zadyszki z powodu szóstego piętra i nie zasypia. Bo jest zawsze na czas. Zawsze we właściwym miejscu i zawsze na czas, bo z krzyżem.
Miłość, z krzyżem na plecach uczy nas, że miłość na śmierć nie umiera. Miłość nie szuka swego.
Stacja 3. Upadek nr l
Już się zmęczyła, na twarz padła, leży w błocie, czasem na asfalcie. Nie uniosła. Za ciężko było. Ale unieść chciała. Za szybko leciała, bo miała być na czas. A tu trach i leży! A jak ktoś się wywraca, to radocha tym, co naokoło.
Jak dobrze, że miłość na pysk się wali - ze zmęczenia, szybkości, nieuwagi, z powodu śliskiej podłogi. Co za różnica z jakiego powodu, grunt, że z miłości. Jak to dobrze, że się upada z miłości! Miłości, leżałaś w uliczce przed Golgotą, więc wiesz! Jak to dobrze, ze się upada z miłości, l jak to źle, gdy miłość upada!
Miłości upadająca ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera. Miłość nie unosi się pychą.
Stacja 4. Matka
Jak tu ciepło od miłości, przy tej stacji! Miłość wybiega do Syna na drogę, bo miłość zawsze biegnie do dzieci. Ręce się jej trzęsą, łez powstrzymać nie może, gotowa jest siebie dać w zamian. Ale gotowa jest - gdy trzeba - syna oddać, córkę oddać.
Ileż tych stacji czwartych mamy w życiu. Może to z tamtej stacji jerozolimskiej rodzą się stacje czwarte w naszych domach... i pewnie razem z Maryją, odprawiają co dzień tę stację nasze matki.
Miłości, przez Matkę przyjęta, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera. Miłość nie unosi się gniewem.
Stacja 5. Szymon Cyrenejczyk
Miłość pomaga. Zwłaszcza w obliczu śmierci jest chętna. Jakby bardziej wrażliwa i więcej ma czasu. Już może zostawić robotę na polu wzorem Szymona z Cyreny, zgodzi się także na przymus. I Szymon się pewnie zbawił pod przymusem miłości.
Miłość lubi, gdy się jej pomaga. Przestaje czuć się sama, lżej jej i trochę weselej. Na chwilę nie czuje ciężaru. Potem idzie się jej już pewniej.
Miłości, wsparta mięśniami Cyrenejczyka, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera. Miłość nie szuka poklasku.
Stacja 6. Weronika
Taka niebywale czuła i odważna ta miłość Weroniki. Łokciami pcha się przez tłumy, chustę rozkłada, wyciera twarz i mimo, że kobieca, wcale się nie boi. Miłość bez odwagi jest bezsilna. A gdy ją ma, pokonuje zwykłą nieśmiałość, wychodzi przed tłum i nie chowa się za plecami, gapiąc się z bezpiecznego miejsca. Tu przed tłum wyskoczyła z chustą, a w wojnę rzucała Żydom chleb za druty.
Więc się tuliła Twoja twarz, do tej chusty pełnej miłości, tuliła tak, aż została na niej na zawsze.
Miłości, otarta z potu, kurzu i krwi, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera. Miłość weseli się z prawdą.
Stacja 7. Upadek środkowy
Już leży po raz drugi. Jeszcze się nie zdążyła nawstydzić za pierwszy upadek, a i ten drugi wiadomo, że nie jest ostatnim. Ale wtedy wygrała to i teraz się podniesie. Ile razy się podnosi, tyle razy zwycięża. Nie pozwala się dobić, nie wije sobie gniazdka na dnie, nie rezygnuje z wysiłku powstania. Z ciała na ziemi dźwiga się na kolana, potem w bólu prostuje. Ona wie, że nie wolno leżeć i tkwić w upadku.
Miłości, świadku drugich upadków, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera. Miłość we wszystkim pokłada nadzieję.
Stacja 8. Płacz kobiet
Powinna się obyć bez łez. Bez szlochu, histerii, scen publicznych. Przecież się nie płacze z powodu miłości. Nigdzie tak Pismo nie radzi. Nie płacze się z miłości, bo się jej nie wypłacze. Miłość ma suche oczy i bardzo spłakane serce.
Nie płaczcie nad miłością, z miłości nie płaczcie. Płaczcie nad sobą. Miłość nie rodzi się z łez, łez nie wyciska. I na łzach nie polega. Bez łez, bez głosu, bez skargi idzie dalej.
Miłości, opłakiwana przez kobiety z Jerozolimy, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera. Miłość łaskawa jest.
Stacja 9. Upadek ostatni
Czy pozostaje coś jeszcze z miłości przy trzecim upadku? Czy tu jest może koniec miłości? Może tu jest miejsce na Miłość przez duże "M", bo ta przez "m" małe, już nie ma siły. Tu też się uczymy miłości. Przy trzecich, najgorszych, najbardziej bolesnych upadkach. Nie ma dla miłości upadków ostatecznych.
Miłości, trzeci raz upadająca, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera. Miłość cierpliwa jest.
Stacja 10. Bez szat
Od tamtej stacji aż do dziś, miłości wydaje się, że musi być coraz bardziej naga i rozebrana. Wycina coraz głębsze dekolty, coraz bardziej skraca spódnice, wymyśliła topless i pozwoliła się powielać bez niczego na kartach kolorowych gazet. I coraz taniej pozwala się sprzedawać. Już jej wstyd się wstydzić, rumienić, czerwienić, spuszczać oczy.
Taka to prawda z tej stacji - że Miłość może prowadzić do nagości. Tak było na Golgocie. A my tę prawdę przekręcamy, bezsilnie dowodząc, ze nagość wiedzie do miłości.
Tyle stacji dziesiątych w każdym kiosku. Schodzi po parę złotych, na przekór Pieśni nad Pieśniami, gdzie deklarowała, że jeśliby kto sprzedał ją za górę złota, to pogardzą nim tylko.
Miłości, z której szaty zdarto ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera. Miłość nie dopuszcza się bezwstydu.
Stacja 11. Gwoździe
A co gwoździe mają do miłości? Co twarde żelazo do jej subtelnej tkanki? Ręce poddaje pod gwoździe, nogi poddaje. Oto jest miłość przebita. Już bardzo boli. Bardzo krwawi. Już jest przybita do krzyża. Jest pewne, że od niego już się nie oderwie. Na zawsze umocowana do krzyża. I pieczęć z krwi żywej to potwierdza.
Ćwiczy się teraz w atakach bólu, przechodzi przez konwulsje i drgawki. Poznaje rany, skrzepy, krwotoki i mękę od nóg po głowę. Z krzyża nie złorzeczy, ale przebacza.
Co gwoździe mają do miłości? A co? Myślisz, że jak cię boli, swędzi nieznośnie, kłuje z lewej strony, wierci w mózgu, że jak cię prawa szóstka ćmi do świtu, to już kochać nie można?
Miłości, z gwoździami w stopach i dłoniach, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera. Miłość nie pamięta złego.
Stacja 12. Śmierć
A to dopiero tragedia! Umarła! Miała na śmierć nie umierać, ale i ją śmierć dopadła. Smaży się teraz martwa na rozpalonej słońcem Golgocie. A jak słońce zajdzie to będzie zimna jak trup. Zaraz będzie pachnieć nieładnie i posmakują jej robaki. Już nie oddycha, serca nie skurczą i nie rozkurcza, nawet powieką nie drgnie. Już po niej! Ma swój koniec, jak wszystko.
A tak, tak! Musi się śmierci poddać. Musi ją przyjąć. Miłość musi się ze śmiercią spotkać. Każda miłość ma swoją śmierć. Skoro ta największa spotkała swoją śmierć na Golgocie, to i każda inna też ma swoją śmierć.
Ale przecież jest mocna jak śmierć. Mocniejsza, bo zetrze jej oścień w śmierci dobie.
Miłości, która miłością śmierć swoją i moją zwyciężyłaś, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera. Miłość wszystko przetrzyma.
Stacja 13. Pogrzeb
Już całkiem bezwładna, zdjęta z krzyża. Tylko najbliżsi jeszcze czekają. Jeszcze chcą dotykać, spełniać ostatnie posługi, namaścić i w całun owinąć. Miłość chce jeszcze oczy domknąć, ręce złożyć w modlitwie. Może pamięta jeszcze swoje przyrzeczenie: nie opuszczę Cię aż do śmierci! Już bez oklasków, bez zainteresowania tłumów. Choć na szczęście jeszcze komuś bliska i droga.
Matka j ą trzy ma, jak kiedyś drobne ciało Dzieciątka. Nie tak łatwo rozstaje się z ciałem. Miłość sama kiedyś ciałem się stała. Teraz jeszcze ciała martwego dotyka, bo wierzy, ze jest mostem nad śmiercią.
Miłości, Ciało najświętsze - z krzyża zdjęte, ucz nas, że miłość na śmierć nie umiera. Miłość wszystkiemu wierzy.
Stacja 14. Grób
Miłość nie opuszcza żadnego miejsca, w którym mógłby znaleźć się człowiek. Dlatego idzie do grobu. I do tego wykupionego przez Józefa z Arymatei, do tego z Alei Zasłużonych, do frontowego, do grobowców rodzinnych, do współczesnych mogił i miejsc nikomu nieznanych. Idzie do grobu. Do ziemi. Pozwala zatoczyć wielki kamień, czujne straże poustawiać. Tak, jakby wszystko było skończone raz na zawsze.
O Miłości! Żeby tak i czyjaś miłość poszła ze mną do grobu. Żeby kwiaty przyniosła, w zaduszki posprzątała tę płytę co nade mną, na wypominki i na msze w rocznicę ofiarę dała. Żeby potem jeszcze zechciała w starych listach i zdjęciach pogrzebać. Żeby zamieniła "ostatnie pożegnanie" na "Do zobaczenia już wkrótce"!
Miłości, złożona do grobu, uczy nas, że miłość nigdy nie umiera. Miłość nigdy nie ustaje.
...................................................................................
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























