niedziela, 30 maja 2010

Opowiadanie o życiu

O tym czego nie dostrzegamy

W pewnym szpitalu w pewnej sali, leżało dwóch pacjentów. Jeden z nich miał sparaliżowane nogi i leżał pod ścianą drugi zaś zdrowszy miał łóżko pod oknem. Sąsiad bardzo mu zazdrościł ze może spoglądać na zewnątrz. Ten zdrowszy zatem codziennie opowiadał mu, co ciekawego dzieje się za oknem - że dzieci bawią się w piaskownicy, jakiś pan jedzie na rowerze, a tam z daleka dwoje ludzi idę trzymając się za ręce... Nagle piłka wpada do stawu, ptaki zrywają się do lotu a nad tym wszystkim rozpościera się cudowne błękitne niebo...
                                                                                                                   
Pacjent przy ścianie z zachwytem słuchał co ma do powiedzenia jego kolega który godzinami snuł opowieści. Pragnął tak jak on choć raz zobaczyć to wszystko. I tak mijały dni... Aż pewnej nocy pacjent spod okna źle się poczuł. Nie mógł dosięgnąć alarmu. Błagał o pomoc stawał się coraz słabszy. Jednak pacjent spod ściany nie pomógł mu, spokojnie patrzył jak jego kolega umiera. Nazajutrz lekarze zabrali ciało.


Pacjent spod ściany poprosił o przeniesienie pod okno. Ucieszony resztkami sił wspiął się na parapet powoli wyciągając ręce. Otworzył oczy... spojrzał... za oknem była... ściana.


....czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wiele mamy
...póki tego nie stracimy...


- Autor nieznany

czwartek, 27 maja 2010

Prawdziwy dom

Byc matką...

Już jako kilkunastoletnia dziewczynka , nade wszystko pragnęłam by kiedyś móc zostac matką. Przepełniona obawą, że to niezwykłe doświadczenie mogłoby mnie ominąc, nieustannie modliłam się by Bóg nie odbierał mi tej łaski.

Do dziś nie wiem skąd wzięło się we mnie zarówno silne pragnienie macierzyństwa , jak i lęk przed odebraniem mi szansy na to bym mogła go doświadczyc.


To zadziwiające jak ludzkie życie może się czasem zagmatwac... a raczej  jak my, słabi ludzie, potrafimy je, sobie i innym,  komplikowac...

Kiedy po raz pierwszy dowiedziałam się, że będę mamą, mimo noszonego od lat,wewnętrznego pragnienia by kiedyś nią zostac, płakałam z przerażenia, myśląc, że to jeszcze nie ten czas. Tak trudno było mi przyjąc, że to już...że dzieje się to wlasnie teraz...że moje życie nieodwracalnie się zmienia. To zadziwiające , ale tak właśnie było.

Kiedy poczułam pierwsze ruchy dziecka zrozumiałam , że w moim życiu naprawdę dokonuje się coś nadzwyczajnego. Zrozumiałam też, że moment w którym Bóg postanowił uczynic mnie matką, wcale nie był przypadkowy... że był to najlepszy, jedyny właściwy czas.

Któż, jak nie On sam, Najwyższy i Wszechwiedzący, mógł wtedy wiedziec lepiej...


Wiadomośc o drugiej ciąży , przyjełam z lekkim niedowierzaniem, ale i z wielką radością.
Wiedziałam już, że choc macierzyństwo jest niebywałym wyzwaniem i ogromną odpowiedzialnością , jest przede wszystkim nieopisanym darem, który ubogaca kobietę bardziej niż największe skarby tego świata.


Marząc po cichu  o dużej, szczęśliwej  rodzinie, z zachwytem obserwowalam  domy, w których dorastały moje koleżanki. Domy, gdzie przy rodzinnym stole zasiadało nie 4 ( jak u mnie ), ale  5...6 osób. Nieśmiało wierzyłam, że kiedyś uda mi się taką  rodzinę stworzyc.  I choc  co jakiś czas pojawiały się obawy  i wątpliwości czy oby na pewno sprostam temu wyzwaniu , w głębi serca pragnęłam by Pan obdarował nas jeszcze potomstwem. Nie zamykając się więc  na nowe życie, każdego dnia żyłam z przekonaniem, że wszystko w Jego rękach...


I stało się... Cudowna wiadomośc o poczęciu  trzeciego dziecka, była wielkim wydarzeniem w naszej rodzinie. Sama długo nie moglam w to  uwierzyc, aż w końcu dotarło do mnie, że znowu będę mamą .Oszołomiona szczęściem jakie nas spotkało, żyłam beztrosko jak dotychczas , ani przez chwilę nie biorąc pod uwagę , że coś mogłoby nie pójśc po mojej myśli...

Nadszedł  jednak smutny dzień, w którym  usłyszałam , że serduszko naszego dziecka przestało bic. W jednej chwili świat dookoła mnie się zatrzymał. Nagle przeszyły mnie nieopisany ból, wszechogarniające  uczucie straty  oraz wielki żal z powodu niespełnionych  pragnień. Moje ciało stało się jedną, wielką pustka.

Nikt nie przewidział, że ten sam Miłosierny Bóg, który obdarował nas tym cudownym, upragnionym życiem ...pozwoli by tak szybko zgasło. Nikt nie przypuszczał, że tak trudne doświadczenie może spaśc właśnie na nas...

Wierząc w głęboki sens wszystkiego co nas spotyka , całe swoje  życie oddałam Bogu.
Nie stawiałam oskarżeń... Nie pytałam też : dlaczego ja... ? Po prostu  zaufałam bezgranicznie. Powierzyłam Mu wszystko co miałam.Wszystko co za mną i co przede mną. Całe swoje życie.  Z pokorą, dziecięcą ufnością i ogromną nadzieją, przyjęłam Jego wolę, wierząc że po raz kolejny wiedział lepiej ...

Pół roku później, utwierdziłam się w przekonaniu, że Bóg wcale mnie nie opuścił, ale  przez cały ten trudny czas był ze mną i  w ciszy wsłuchiwał się w moje modlitwy.  Ku mojej radości okazało się, że z  Jego łaski, w moim ciele , po raz kolejny zrodziło się ludzkie życie.
Z Jego łaski, znowu otrzymałam szansę  by zostac mamą....

Dziękuję Mu za to z całego serca i z ufnością czekam  na dzień, w którym powitamy nasze maleństwo na tym świecie.

piątek, 21 maja 2010

CUD

Wielki choć niewidoczny


Nie widać

Podpisujemy imieniem i nazwiskiem
wiersze książki obrazy
wdzięczni że nas dostrzegą
stawiamy sobie pomniki
zamawiamy grób z fotografią na wszelki wypadek
pokazujemy swój smutek jak wychudłą świnię
swoją miłość i rozpacz by grubiej śpiewały

Twoje dzieło największe bo Ciebie nie widać


Ks. Jan Twardowski


................................................................................

czwartek, 20 maja 2010

O przebudzeniu c.d

Przebudzenie jest niezwykłym wydarzeniem . Otwieramy oczy i nagle uświadamiamy sobie, że tak naprawdę przenieśliśmy się w inny wymiar.

Sen, choc czasem wydaje się piękny, jest czymś nierealnym i nieuchwytnym. Jednego dnia piękny jak marzenie, innego może okazac się  wielkim koszmarem. Tajemniczy i niezbyt jasny.....Niby w nim jesteśmy, a jednak nie do końca...

Kiedy następuje przebudzenie nie zawsze jest miło. Zanim zorientujemy się gdzie, w jakim czasie i dlaczego się znajdujemy, często doświadczamy momentu dezorientacji, wręcz zagubienia. Jak się okazuje, nie wystarczy się przebudzic by twardo stanąc na nogach...

Przebudzenie bowiem to dopiero wstęp do prawdziwego życia. Tuż po otwarciu powiek, czekają nas kolejne zadania, a pierwszym z nich jest nadanie naszemu życiu właściwego kierunku.

Bo przecież można przebudzic się, a mimo to cały dzień spędzic w łóżku... Można podnieśc się z łóżka, a mimo to błąkac się po domu bez wyraźnego celu. Można też przebudzic się, opuścic łożko, a mimo to, nie zdejmując z siebie piżamy lub wkładając na siebie byle co i byle jak, tkwic nadal w półśnie...funkcjonując nie do końca świadomie i nie do końca na serio.


Przebudzenie nie jest proste. Otworzenie oczu to nie wszystko...

Prawdziwe przebudzenie nie jest krótkotrwałym incydentem, którego po chwili już się nie pamięta. Nie jest także dziełem przypadku. Prawdziwe przebudzenie jest procesem, ciągiem zmian jakie zachodzą najpierw w naszym wnętrzu, a wkrótce potem, również dookoła nas. Prawdziwe przebudzenie jest darem, o który nieustannie trzeba się troszczyc i  codziennie za niego dziękowac.

Nie wystarczy raz otowrzyc oczu. Trzeba otwierac je nieustannie, każdego dnia.
I nie bac się... nawet jeśli rzeczywistośc okazuje się byc trudniejsza od tego co widzieliśmy we śnie. Bo, jak powiedział już kiedyś Sokrates, tylko świadome życie warte jest tego by je przeżyc.

wtorek, 11 maja 2010