wtorek, 29 grudnia 2009

Mija Rok...


Odnelźc samego siebie


ci młodzi ludzie
dziewczyny i chłopcy
mówią szybko niewyraźnie
mówią że szukają siebie
szukają miłości boga
zbierają się w wielkie stada
grupy grona gromady
sto tysięcy dwieście pięćset
milion Czy to nie błąd
czy rzeczywiście
można w tym tłumie
odnaleźć siebie
nadzieję miłość wiarę
czy najpiękniej unosi się do nieba
modlitwa miliona spoconych
ciał czy o to chodziło
Nauczycielowi

jeden skowronek
jedna nuta dotrze do Ukrytego
ale milion skowronków
to jest coś
monstrualnego
opamiętajcie się młodzi przyjaciele

jesteście przerabiani
na masę
masę ludzką '
masowego odbiorcę
jesteście przerabiani
na ciemną masę
na masę towarową


proszę was
nie bójcie się samotności
nie bójcie się ciszy
nie bójcie się nudy
pamiętajcie
że milczenie jest wymowne
że nienawiść krzyczy ryczy
ujada i wyje
miłość uśmiecha się milczy
czeka na was

- Tadeusz Różewicz
"Odnaleźc samego siebie"



poniedziałek, 28 grudnia 2009

Właściwy kierunek...



"Ludzie często przeżywają swoje życie od końca: próbują zgromadzic jak najwięcej rzeczy lub pieniędzy, by miec więcej tego, czego pragną, i w ten sposób byc szczęśliwymi. Jedyny i najlepszy sposób jest zupełnie inny. Najpierw musisz byc tym, kim jesteś naprawdę, następnie robic to co musisz, by miec to, czego pragniesz."
- Margaret Young

piątek, 25 grudnia 2009


Boże Narodzenie


Za nami Wigilia Bożego Narodzenia... Mam nadzieję, że ten wyjątkowy wieczór spędziliście w gronie najbliższych, w atmosferze rodzinnego ciepła i radości z Narodzenia Pańskiego.

Pogoda wprawdzie nam nie dopisała, ale w końcu to nie śnieg jest w te Świeta najważniejszy...

Życzę Wam Kochani  by Wasze serca wypełnione były zawsze Bożym pokojem, wiarą, nadzieją oraz miłością... i nie tylko przez te najbliższe dwa świąteczne dni, ale codziennie. By Jezus Chrystus, którego przyjście na świat dziś świetujemy, na zawsze zagościł w Waszych sercach i prowadził Was przez życie.

Obyśmy zawsze pamiętali, że to On, nikt inny,  jest Drogą, Prawdą i Życiem...

Zdrowych i spokojnych Świąt Kochani.

czwartek, 17 grudnia 2009

Dobro i zło


"Tajemnica ściga tajemnicę, zbrodnia podąża za zbrodnią. Zło przybiera rozmaite maski i kostiumy, podszywa się pod dobro i sprawiedliwość. Jest cyniczne i bezlitosne, zna każdy podstęp i nie waha się przed najokrutniejszą przemocą. Posługuje się sztyletem, intrygą, bogactwem, władzą. Sięga po sekretne symbole wiary i kultury, używa najbardziej zawikłanych szyfrów. Ale ostatecznie dobro zwycięża, prawda wychodzi na jaw, maski zła zostają oddarte, a kara wymierzona. Tajemnica obnażona przez jasne światło prawdy, przestaje być tajemnicą."

-— Zbigniew Mikołejko

środa, 16 grudnia 2009


Tajemnica...


"Nie istnieje wyjaśnienie wszelkiego cierpienia, zła, męczarni, zniszczenia i głodu na świecie. Nigdy tego nie wyjaśnisz. Możesz bawic sie swoimi wyjaśnieniami- ale nie wyjaśnisz tego nigdy. Bo życie jest tajemnicą, co oznacza, że twój myślący umysł nie jest tego w stanie rozwikłac. Dlatego własnie masz się przebudzic i wtedy dopiero pojmiesz, że nie w świecie ukryte są problemy, ale że ty sam jesteś problemem."
- Anthony de Mello

Bo do poznania dobra potrzebne jest zło...




Kiedy w moim życiu pojawił sie Bóg, zmieniło się wszystko. Moje spojrzenie na siebie, na innych...podejście do pracy, zdobywania... stosunek do sytuacji trudnych i bolesnych...
Kiedy Pan wskazał mi moją ścieżkę, nie przypuszczałam że bedzie tak kręta i zawiła. Nie miałam pojęcia, że po drodze napotkam prawdziwy tor przeszkód i tak wiele razy przyjdzie mi upaśc. Nie wiedziałam także, że z upadków tych będzie pochodzic moja siła i że można powstawac  w taki sposób. To niepojete, ale wszystko, co jeszcze do niedawna mogłoby wydawac mi sie tragedią lub przekleństwem, okazało sie Bożym błogosławieństwem...


Od zawsze wiedziałam że Bóg do Dobro i nieskończona Miłośc . Osobiste doświadczenia były dla mnie niepodważalnym dowodem na to, że istnieje i działa w moim życiu. Były jednak i takie , które wyraźnie miały mi pokazac istnienie antagonizmu jakim jest zło i szatan. Czułam lęk na samą mysl o tym że jest... Czułam też jednak , że potrzebuje faktów, które jeszcze bardziej umocnią moją wiarę...które sprawia, że juz nigdy nie pojawi się chęc zboczenia z obranej przeze mnie drogi.  I tak, "przypadkowo", trafiła w moje ręce książka, z której dowiedziałam sie o Anneliese Michele. To co o niej przeczytałam zaintrygowało mnie tak bardzo, że mimo ogromnego lęku postanowiłam obejrzec nakręcony o niej dokument. Tego co przeżyłam podczas oglądania  filmu nie zapomnę nigdy... Dla mnie był to konkretny dowód na to,że szatan, postrzegany w dzisiejszych czasach niczym postac z bajki, istnieje naprawdę i niszczy ludzi, a z bajką nie ma nic wspólnego.


Zapewne zastanawiacie sie dlaczego o tym piszę... Skąd w ogóle ten temat...
Do tej pory tak spokojnie,raczej pozytywnie, a tu nagle słowo "szatan"...
Przede wszystkim dlatego, że ta nieopisana konfrontacja odegrała ogromna rolę w moim duchowym przebudzeniu. Przebudzeniu , po którym nie mam watpliwości że zły duch istnieje, a Panem naszego życia jest Bóg.


Wiem, że nie wszyscy zdobędą się na obejrzenie tego filmu. Wiem także , że nie każdemu jest on potrzebny. Od pewnego czasu czuje jednak, że tym wszystkim którzy potrzebują "motywacji" do zmiany swojego zycia i powierzenia go Bogu ( a wiem, że są tacy...) powinnam go pokazac.

W nawiązaniu do przytoczonych niedawno na łamach bloga słów ks. Marka Kruszewskiego- "potrzebny jest głód, żeby poznać smak chleba, potrzebny jest hałas, żeby smakować ciszę, potrzebny jest smutek, żeby poznać radość i strapienie, żeby wiedzieć, co to jest pocieszenie" -pozwolę sobie dopowiedziec, że potrzebne jest zło , żeby poznac dobro.

To film, który przeraża, ale przede wszystkim otwiera oczy.
Jesli jednak masz wątpliwości czy powinnaś (powinieneś) go obejrzec, zaczekaj na komentarz PADRE, który powinien ułatwic Ci decyzję. Myślę, że wkrótce  się pojawi...







poniedziałek, 14 grudnia 2009

I Ty możesz pomóc...

Okres poprzedzający Świeta Bożego Narodzenia to czas gdy więcej niz zwykle mówi się o pomocy potrzebującym. Ludzie w tym czasie są bardziej otwarci na innych i chętniej reagują na różnego rodzaju charytatywne akcje świateczne. Należy jednak pamietac, że pomoc potrzebna jest nie tylko w święta...a jeden, wysłany raz do roku sms o treści "pomagam" jest niczym kropla w morzu...Zarówno w Polsce jak i na całym świecie, olbrzymia liczba ludzi , których dosięgła bieda, choroba, głód... codziennie czeka na Twoją pomoc. Jest wiele sposobów by wyciągnąc do nich pomocna dłoń i ofirowac dobro. Nie czekaj i pomóż juz dziś... Unicef i Caritas to przede wszystkim wiarygodnośc. To pewnośc, że moje i Twoje pieniądze trafią tam gdzie są potrzebne.To tylko dwie z wielu możliwości, ale warto od czegoś zacząc...Pamiętajmy o innych. Pomagajmy.







                                                           http://www.unicef.pl/2821.htm

                                                 http://www.unicef.pl/form_wplatanakonto.php



Życie szczęśliwe...


" (...) życie szczęśliwe nie zawsze musi łączyć się ze śmiechem. To bardziej życie sensowne, twórcze, natchnione, satysfakcjonujące. W tej koncepcji szczęścia potrzebny jest głód, żeby poznać smak chleba, potrzebny jest hałas, żeby smakować ciszę, potrzebny jest smutek, żeby poznać radość i strapienie, żeby wiedzieć, co to jest pocieszenie. Człowiek ma czerpać radość ze szczęścia rodzinnego, z tego że się napracował, że ktoś okazał mu dobro, że sam komuś pomógł i ma przyjaciół. I z tego, że Bóg go kocha."



- ks. Marek Kruszewski

niedziela, 13 grudnia 2009

Małe podsumowanie...



Czasem przebiega mi przez głowę myśl... (a może raczej zapytanie...) jak wiele jest osób, które w zetknięciu z nową Edytą i jej nowym spojrzeniem na życie, doszły do wniosku, że ten blog to miejsce ,w którym nie do końca się odnajdują... Ilu jest takich , ktorzy chętnie tu zaglądają i czytają bo czują podobnie jak ja... a ilu takich, dla których jeszcze nie wszystko jest jasne i narazie  "tak" nie czują , choc bardzo pragną zrozumiec i poczuc...

Wystarczy cofnąc sie do pierwszych komentarzy by zauważyc, że są tacy którzy odeszli. Byc może tylko zamilkli...
Nie wiem.


Kiedy zaczynałam pisac tego bloga nie zakładałam , że bedzie on  mega pozytywny, a ja będe pisac tylko o tym co lekkie, łatwe i przyjemne. Jedynym założeniem było to, że będę pisac z sercem (dlatego, że pragnę, nigdy z poczucia obowiązku) , a wszystko w jednym celu ...by dzielic się dobrem.

Bóg to bez wątpienia Największe Dobro, dlatego właśnie o Nim piszę najczęsciej...
Piszę o Nim także dlatego, że bardziej niż kiedykolwiek wcześniej czuję jak bardzo obecny jest w moim życiu . Ja po prostu nie potrafię o tym nie pisac... Całym sercem pragnę dzielic się tym co w moim odczuciu dobre i ważne , bez względu na to co powiedza lub pomyslą inni. Nie tylko tym co przyjemne...także tym co trudne i bolesne. Zrozumiałam bowiem, że takie wydarzenia również mają swoją wartośc...

Jestem pewna, że Bóg ani przez chwilę mnie nie opuścił i nawet wtedy gdy nie był dla mnie zbyt ważny, obserwował mnie uważnie. Jak nikt inny znał każdy mój krok... każdą myśl... każdy zakamarek mojej duszy. W głębi serca pragnęłam Go od dawna, nie wiedziałam tylko gdzie Go szukac... Błądziłam jak dziecko we mgle. Czułam , że Ten którego szukam jest bardzo blisko... że coś w moim życiu zaczyna się zmieniac... jakby nagle zaczynały docierac do mnie promyki Światła , zaczynając powoli wybudzac mnie ze snu w jakim pogrążona byłam od lat.

Kiedy w końcu olsniło mnie, że  miejscem w którym powinnam Go szukac  jest kościół, długo nie mogłam sie do niego przekonac. Chodziłam tam w kratkę, uzależniając swoje uczestnictwo w Mszy Św. od nastroju. A wszystko w imię "odpowiedzialnego rodzicielstwa" ( bo przecież mój syn niedługo zacznie przygotowania do Komunii Św.) Z czasem nie wystarczało mi już chodzenie do kościoła tylko ze względu na dorastające dziecko, dla którego powinnam byc wzorem . Nieustannie prosiłam więc o pomoc...o jakis znak... bym wreszcie mogła poczuc że jestem częscią  Kościoła, a nie tylko jestem w kościele... żeby słowa które wypowiadam mechanicznie podczas Liturgii zaczęły we mnie życ... a moje serce wypełniła prawdziwa, szczera miłośc do Boga, a nie jej namiastka.

Aż pewnego dnia pojawił się znak, a On wskazał mi ścieżkę...
Teraz musiałam już tylko zdobyc się na odwagę by na nią wejśc.

Od tamtej pory wiedziałam już, że nic co wydarzyło sie w moim życiu nie było dziełem przypadku... Ani ludzie którzy nagle pojawili sie wokół mnie...ani sytuacje, które miały miejsce...

c.d.n


środa, 9 grudnia 2009

...

"Noś w sercu słońce, niezależnie czy trwa burza czy śnieżyca, czy też niebo jest pełne chmur, a ziemia pełna kłótni. Noś słońce w sercu, a przyjdzie to, co oświetli ci pełnią światła najciemniejszy dzień."

By nie umknęło z oczu to co naprawdę ważne...



Okres przedświateczny to dla większości osób czas przygotowań do Świąt. Czas kupowania prezentów, dekoracji  i  innych rzeczy związanych z nadchodzącymi Swiętami Bożego Narodzenia. Bez wahania moźna nazwac ten okres czasem "wielkiego kupowania".Niestety poświęcając zbyt dużo uwagi materialnemu aspektowi tego okresu, często zapominamy o najwazniejszym... duchowym wymiarze  zarówno samych Świat jak i poprzedzającego je Adwentu.

Oczywiście kupowanie samo w sobie nie jest złem , a szczytem hipokryzji byłoby stwierdzenie, że mnie ono nie dotyczy... bo dotyczy, tak jak każdego z nas. Poza tym moja praca  w dużym stopniu polega właśnie na zachęcaniu innych do kupowania.
Po raz kolejny jednak problem tkwi nie tyle w samym zachowaniu, co w przekraczaniu pewnych granic... Granic , których przekraczac się nie powinno, a juz na pewno nie powinien przekraczac ich zdeklarowany chrześcijanin.

No właśnie...

Ja , choc za chrześcijankę uważam się odkąd pamiętam, dopiero teraz ,mając 32 lata, czuję sie nią naprawdę. Dopiero teraz zaczynam rozumiec o co w tym wszystkim chodzi... 
Jeszcze nie tak dawno sama jak oszalała biegałam od sklepu do sklepu w przeświadczeniu, że bez pewnych rzeczy Święta w moim domu nie zaistnieją. Do głowy mi wówczas nie przyszło, że robię coś nie tak...że w tym całym zapędzeniu zapominam o najważniejszym.

Bo przecież Świeta Bożego Narodzenia to coś więcej niż tylko upominki, choinka, szopka i inne świąteczne symbole... Powiedziałabym nawet, że samo spotkanie z rodziną to też jeszcze nie Święta...To wszystko jest ważne, ale czy naprawdę najważniejsze?

Można kupic komuś piękny prezent z poczucia obowiązku, ale nie zrobic nic by obdarzyc tę osobę prawdziwą miłością... Można połamac się z kims opłatkiem podczas kolacji wigilijnej , a w sercu dalej nosic zadrę...Można fizycznie byc na Pasterce , a w wymiarze duchowym nie byc na niej w ogóle... Można przetrwac Święta nie odchodząc od stołu, ale w ogóle ich nie przeżyc...

Tak często wypełniamy ten świateczny czas wszystkim co piękne na zewnatrz, podczas gdy nasze wnętrza nie zmieniają się w ogóle... Czyż to nie smutne...?

Ja postanowiłam to zmienic...
Zaczęłam od Adwentu, który szczerze mówiąc dotychczas dla mnie nie istniał.
Dziś już wiem, że wcale nie chodzi w nim tylko o odmawianie sobie różnych rzeczy, ale jest to wyjatkowy czas, który ma swą głębię...  I własnie tę głębię postanowiłam odkryc. Postanowiłam też, że większośc potrzebnych na święta rzeczy kupię wcześniej i postaram się by ta cała  zewnetrzna otoczka nie przysłoniła mi to tego co w tym czasie najważniejsze... by był to czas wypełniony spokojem i miłością . Czas , w którym nie tylko spędzę miłe chwile z rodziną, ale który przede wszystkim pomoże mi zbliżyc się do Boga.

sobota, 5 grudnia 2009

...


Tyle póz



Gdy niektórzy ludzie opuszczają swe cztery ściany i idą pośród ludzi,
wchodzą na wysoki podest, niewidzialną scenę. Myślą:Zapalaja sie reflektory,
jestem teraz w pełnym świetle,
Wszyscy na mnie patrzą.I gdy wszystko inne tonie przed nami w ciemności, ci rozkoszuja się jasnym blaskiem: spójrzcie na mnie, tu jestem, tu jest moje Ja.

Ludzie zadufani w sobie uważają się za wspaniałych.
Nie potrafią sobie wyobrazic, że oprócz nich
mogłoby istniec coś godnego uwagi.
Ich zdanie jest zawsze najmądrzejsze, ich praca najważniejsza, ich przeżycia najciekawsze, ich choroba najgorsza.

Jak często mówimy w ciągu dnia: Ja ? Co masz na mysli?
Sądzę, że nieźle bysmy się zdziwili,
podliczywszy nasze tysiąckrotne Ja.
Jak szybko wysuwamy sami siebie na pierwszy plan,
gdy obcujemy z ludźmi.
Jak chętnie kierujemy światła reflektorów na nas samych,
gdy rozmawiamy z innymi.

Tyle póz- czy to nie śmieszne?
Czyź nie byłoby prościej zejśc z podestu i wyłączyc reflektory?
Staniemy sie szczęśliwi, gdy uwolnimy się
od śmiesznej pogoni za urojona wielkością,
gdy pozostaniemy po prostu człowiekiem,
zupełnie normalnym czlowiekiem.


- Phil Bosmans

czwartek, 3 grudnia 2009

środa, 2 grudnia 2009

MOŻE



Może wierzysz tak sobie                                                                                                
lepiej
gorzej
jak żółw pomaleńku

uwierz wreszcie naprawdę
po ciemku




- Jan Twardowski







wtorek, 1 grudnia 2009

Siła...


Miec siłę by powstac...




Kiedy byliśmy dziecmi zmienialismy się z dnia na dzień ...Każdy dzień odkrywał przed nami coś nowego, a my z nieopisaną radością i nadzwyczajną, dziecięcą ciekawością poszukiwaliśmy kolejnych wyzwań. Aby poznac coś nowego nie wahaliśmy się ani przez chwilę...najważniejsze było to palące pragnienie poznania, które nosiliśmy głęboko w sercu. To dzięki niemu, nauczyliśmy się stawiac pierwsze kroki.... To ono kazało nam podnosic się za każdym razem gdy upadaliśmy...raz po razie...by w końcu nauczyc się chodzic i spojrzec na świat z zupełnie innej perspektywy.  Bolesne upadki okazały się nieodzownym elementem przejścia do nowego etapu naszego dzieciństwa. Pragnienie - to ono było motorem do działania.  Jeszcze wiele razy po tym jak już nauczylismy sie chodzic, nasze pragnienie poznania odzywało się w nas i zachęcało do nowych odkryc. Nie przerażały nas pościerane kolana , zranione ręce, siniaki ... Ból okazał się wpisany w proces jakim jest poznawanie świata i odkrywanie samego siebie. Z czasem przybrał on inny charakter... Jako młodzi ludzie coraz częsciej czuliśmy sie niezrozumiani, zlekceważeni , a czasem wręcz odrzuceni. Kłopoty w szkole, konflikty z rodzicami ... z rówieśnikami... , pierwsze zawody miłosne. Za każdym razem pojawiało sie ono... cierpienie. Tysiące zadawanych sobie pytań i poczucie bezradności w obliczu wciąż pojawiających sie problemów. Z każdego upadku tak trudno było się podnieśc i tak trudno było pojąc jego sens... Czasem przepełniało nas uczucie, że spada na nas tak dużo , iż więcej nie zdołamy już unieśc. A jednak daliśmy radę...

Życie biegnie dalej, pojawiają się kolejne pragnienia i kolejne trudności wpisane w ich realizację. Małżeństwo... macierzyństwo... ojcostwo... praca... Codzienne obcowanie z drugim człowiekiem i codzienna nauka miłości. Cierpienie i radośc. Upadanie i powstawanie.

Tak często  łudzimy się, że życie będzie kiedyś łatwe... Ale czy ktoś nam to kiedys obiecał... ?  Piękne nie znaczy łatwe... Piękne znaczy dobre. Uczmy sie więc codziennego powstawania...w rodzinie, w pracy , dla siebie i innych... Nie oczekujmy, że kiedyś staniemy sie doskonali a wraz z nami nasze życie...że nadejdzie moment, w którym już zawsze będzie nam lekko i przyjemnie. Życie to ciągłe upadanie i powstawanie... Można upadac wiele razy, czasem dotkliwie i boleśnie. Można stracic poczucie sensu, stac na rozstaju dróg lub nad zyciową przepaścią... Może byc bardzo, bardzo trudno...


Jest jednak Ktoś z kim wszystko jest możliwe, nawet gdy nam wydaje sie nieprawdopodobne. Ktoś kto w  cierpieniu nie tylko nam ulży, ale także pokaże jego sens.
Nie odrazu, nie dziś...ale przyjdzie taki dzień gdy pomoże nam zrozumiec.
On da  siłę nie tylko by powstac...da nam ją także by móc zrobic kolejny krok...
Nie bójmy się Go szukac... nie bójmy sie prosic...
On jest i czeka... Każdego dnia.
Na mnie, na ciebie...na nas.